Tusku - mamy Cię! Sprawdź, ile pędził premier

Dodaj w Google
Poniżej streszczenie artykułu:
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
  • Premier Donald Tusk został skrytykowany za przekroczenie prędkości podczas przejazdu przez Warszawę, gdzie jego limuzyny jechały ponad 120 km/h.
  • Tusk, który wcześniej krytykował innych polityków za łamanie przepisów drogowych, sam nie przestrzegał zasad bezpieczeństwa.
  • Kolumna premiera nie używała sygnałów dźwiękowych ani świetlnych, co oznacza, że w świetle prawa była traktowana jak zwykli uczestnicy ruchu drogowego.
  • W artykule podkreślono hipokryzję Tuska, który nawołuje do przestrzegania przepisów, a sam ich nie przestrzega.
  • Pojawia się pytanie, czy Tusk ma moralne prawo upominać innych za łamanie przepisów, skoro sam to robi.
Zdaje się, że premier zapomniał na chwilę, iż prędkość zabija. Ciekawe jak teraz szef rządu ukarze inspektora Tomasza Połcia, skoro sam nie jest od niego lepszy?
Premier Donald Tusk to neofita fotoradarowy, który z zatwardziałego przeciwnika, stał się ich miłośnikiem. Szef rządu twierdzi od niedawna, że służą one jedynie poprawie bezpieczeństwa i wszyscy powinni zacząć przestrzegać przepisów.
Niestety Tusk okazuje się zwykłym hipokrytą. Żeby była jasność - to on sam określił się tym mianem, gdy z poważną miną przemawiał o bezpieczeństwie na drogach i politykach łamiących przepisy.
- Zgadzam się z tymi wszystkimi, którzy uważają, że politycy, którzy nakładają ograniczenia, a sami ich nie stosują, są hipokrytami - powiedział szef rządu. Słowa premiera nie zdążyły jeszcze ucichnąć w uszach polityków, kiedy on sam urządził sobie rajd po Warszawie. Dwa samochody BOR jak co poniedziałek odebrały Donalda Tuska z lotniska na Okęciu. Policja wstrzymała ruch, aby kolumna wyjechała na główną arterię i auta ruszyły w kierunku centrum.
Pojazdy mknęły między samochodami z zawrotną prędkością, a na każdej prostej kierowcy wciskali gaz do dechy. Kiedy zrobiło się nieco luźniej, kolumna premiera rozpędziła się do ponad 120 km/h! Czyżby premier był aż tak zajęty prasówką w aucie, że nie poczuł i nie zauważył jak szybko jedzie? Oba samochody nie używały sygnałów dźwiękowych ani świetlnych.
Oznacza to, że premier i jego ochrona w świetle prawa byli zwykłymi uczestnikami ruchu drogowego. To jednak nie przeszkadzało, aby łamać przepisy, jechać dwoma pasami i używać policyjnego "lizaka" do spychania innych kierowców. W ten właśnie sposób premier przemknął przez miasto do swej rezydencji przy ul. Parkowej niemal w chwilę.
Mówi się, że kruk krukowi oka nie wykole, dlatego powstaje pytanie, czy Donald Tusk jest odpowiednią osobą do upominania kolejnego pirata drogowego, szefa GITD Tomasza Połcia? Przecież obaj udowodnili, że ograniczenia prędkości i kary za ich przekroczenie są ustalane jedynie dla zwykłych obywateli, a nie dla nich.
Źródło: Fakt.pl
Odpowiedź na pytanie przygotowana przez Onet Czat z AI:
Coś poszło nie tak. Spróbuj ponownie później.
Wyczerpałeś dzienny limit konwersacji z Onet Czatem z AI. Spróbuj ponownie jutro. Pamiętaj, że wciąż możesz korzystać z treści na Onecie!