Nowozelandczyk Graeme Heble sprowadził swoją Toyotę Corollę, rocznik 1993, z Japonii w 2000 r. Auto miało wówczas na liczniku 80 tys. km. To raczej skromna wersja, o czym świadczą czarne, plastikowe zderzaki. Zwykły biały lakier. Wersja kombi.
To, że Graeme Heble wybrał kombi, nie było chyba przypadkiem. Będąc lokalnym dostawcą gazet, właściciel Corolli miał do pokonania codzienną trasę z New Plymouth do Wellington. To "skromne" 350 km w jedną stronę. Codziennie, przez sześć tygodni, z wyłączeniem urlopów.
700 km w Toyocie Corolli dzień w dzień. Co za twardziel!
Jeśli ktoś pamięta ten model — bo dziś jest on już w Polsce rzadkością — ten wie: próżno w nim szukać jakichkolwiek rozrywek poza radiem, ewentualnie z odtwarzaczem kasetowym. Żadnych ekranów dotykowych.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Również pod kątem właściwości jezdnych i mocy silników niewiele się można było spodziewać po tym samochodzie. Najpopularniejsze silniki to 1.3, w zależności od wersji 75-100 KM, albo 1.5 i 1.6 105-115 KM. Mocniejsze wersje były rzadkością i — patrząc na czarne zderzaki — można wnosić, że to nie ten przypadek. W Polsce zdarzały się też 2-litrowe diesle o mocy 72 KM — nie do zajechania tak samo jak 2-litrowe diesle Mercedesa W124 i W201 o podobnej mocy. Tyle że Toyota Corolla — jako całość — była samochodem nieporównywalnie prostszym konstrukcyjnie niż Mercedes. A to — gdy jeździ się 700 km dziennie — ma zalety serwisowe.
W każdym razie Graeme Heble — człowiek o anielskiej cierpliwości — znosił swoje rutynowe długodystansowe przejazdy w pokorze. Dzień w dzień ten sam monotonny dźwięk silnika. Latem — dzień w dzień — ten sam nieznośny skwar. Pamiętajmy, że w tych czasach klimatyzacja to nie było powszechnie stosowane wyposażenie.
Toyota Corolla trafiała do warsztatu co dwa tygodnie
Żeby nie było: samochód jeździł bezproblemowo, ale właściciel zapewniał mu regularny, nienaganny serwis. Jako że dzienne przebiegi samochodu zazwyczaj przekraczały 700 km, auto pokonywało 5000 km tygodniowo. W tym momencie nie powinno dziwić, że co drugi tydzień, po przejechaniu kolejnych 10 000 km, samochód trafiał do warsztatu na wymianę oleju i przegląd.
W ciągu 20 lat w samochodzie dwadzieścia razy wymieniano pasek rozrządu. A ponadto...
- Samochód, osiągając przebieg 2 mln km, zachował swój oryginalny silnik
- Przebieg ten bez problemu wytrzymała skrzynia biegów oraz cały układ przeniesienia napędu.
- Po 20 latach intensywnej eksploatacji, jak twierdził właściciel i szef warsztatu Guthrie's Auto Care w miejscowości Whanganui, gdzie auto było regularnie i wyłącznie obsługiwane, Corolla jeździła tak samo jak pierwszego dnia.
Im więcej jeździsz, tym mniej masz problemów z samochodem?
Trwałość i niezawodność Toyoty Corolli VII generacji raczej nie budzi wątpliwości — który współczesny samochód jest zdolny do przejechania takiego dystansu bez większych problemów? Zapytajcie... taksówkarza. Pewnie odpowie: Toyota Prius.
Niemniej na długowieczność samochodu wpływa też sposób eksploatacji, a długie trasy są dla samochodu — także współczesnego — wręcz wymarzonym sposobem eksploatacji. Zwłaszcza gdy stosujemy się do ograniczeń prędkości. Ale 2 miliony kilometrów... nie, współczesnych samochodów raczej nie projektuje się pod takie dystanse.