Ktoś poprzebijał opony w autach parkujących na ulicy Morelowej w Warszawie. Wisiały tu też absurdalne kartki z "cennikiem" za parkowanie. Dzień po tekście "Auto Świata" kartki zniknęły, a na miejscu pojawiły się służby. Mamy stanowisko miasta.
Posłuchaj artykułu
00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Auto Świat / Maciej Brzeziński
Absurdalny cennik parkowania przy drodze publicznej w Warszawie
Mowa o tym tekście: Ulica Morelowa w Warszawie z parkingiem 500 zł za godzinę. O co chodzi? Na porządnie wyglądającej, na pierwszy rzut oka, ulicy Morelowej w Warszawie panuje klimat trochę jak w mafijnej dzielnicy Palermo na Sycylii: strach tu zostawić samochód na pięć minut. Na płocie dużego warsztatu przy ulicy ktoś zawiesił tabliczki z cennikiem: 500 zł za pierwszą godzinę parkowania, 1000 zł za każdą następną. Wygląda to, jak sugestia, by tu się nie kręcić. Wzdłuż ulicy zaparkowane samochody — wszystkie, co do jednego, niepoprawnie; w mniej więcej co trzecim przebita opona, kilka wygląda tak, jakby miały tu już zostać na zawsze.
Ze znaków drogowych na Morelowej nie wynika, że parking jest płatny. Z prywatnego cennika — już tak
Auto Świat / Maciej Brzeziński
Uszkodzone samochody parkujące przy ul. Morelowej w Warszawie
Wzdłuż ulicy przewidziano zatoki parkingowe, ale że ulica wąska, parkowanie możliwe jest tylko wzdłuż. Wszyscy stają pod kątem, by więcej aut się zmieściło. Jest deficyt miejsc, stąd pewnie ogłoszenia z absurdalnym cennikiem wiszące na płocie warsztatu co parę metrów. Aż chce się spytać: to tak wolno?
Gdy wchodzę do środka, by spytać, gdzie tu się płaci, chętnych do pobrania pieniędzy i wystawienia rachunku nie ma. No to zapytałem rzeczniczkę prasową warszawskiej Dzielnicy Białołęka, jak wygląda ta sprawa z punktu widzenia zarządcy drogi — bo to przecież droga miejska, tak przynajmniej sugeruje jej oznakowanie. Czy ktoś może sobie ot tak powiesić prywatny cennik na publicznej drodze i straszyć kierowców absurdalnymi stawkami za parkowanie samochodów?
Prywatne opłaty za postój na publicznej drodze — rzeczniczka dzielnicy odpowiada
Auto Świat / Maciej Brzeziński
Ogłoszenia z absurdalnym cennikiem były na tyle widoczne, że nie sposób ich nie zauważyć
Katarzyna Wiejowska, rzeczniczka prasowa dzielnicy Białołęka w Warszawie, na której terenie leży ulica Morelowa, nie pozostawia wątpliwości: ktoś straszy kierowców albo wyłudza pieniądze. W odpowiedzi na pytania "Auto Świata" czytamy:
A zatem: nie ma tu żadnego płatnego parkingu — w każdym razie nie na ulicy. Dalej rzecznik radzi i wyjaśnia:
Zaobserwowane akty wandalizmu należy każdorazowo zgłaszać do służb odpowiedzialnych za ich egzekucję — Policja. Urząd Dzielnicy Białołęka nie posiada narzędzi prawnych do egzekwowania treści wywieszanych na prywatnych ogrodzeniach. Wywieszone treści nie mogą ingerować w przestrzeń i organizację ruchu na drodze publicznej, mogą dotyczyć wyłącznie przestrzeni prywatnej.
Dowiadujemy się też, że na tej ulicy zostanie wprowadzony nowy sposób organizacji ruchu. Miasto wystąpiło do policji o objęcie tego rejonu wzmożonym nadzorem.
Auto Świat / Maciej Brzeziński
Uszkodzone samochody parkujące przy ul. Morelowej w Warszawie
Wystarczył jeden tekst i jedna doba, na Morelową wraca porządek
Po kilku godzinach od publikacji artykułu na stronach "Auto Świata" i Onetu ogłoszenia o opłatach za parkowanie na Morelowej zniknęły. Od radnego dzielnicy, Mateusza Senko, który interweniował w sprawie patologii na Morelowej, wiemy też, że sprawa jest rozwojowa:
Urząd Dzielnicy Białołęka sprawdzi, czy nie doszło do bezumownego zajęcia terenu miejskiego w związku z próbą pobierania opłat za parkowanie na nim; tego typu działalność podlega nie mniej drakońskim opłatom niż te, które zaproponował "samozwańczy parkingowy".
Na miejscu była straż miejska: zweryfikowano oznakowanie. Obecnie jest tu oznakowanie "dla inteligentnych" — każdy powinien się domyślić, że parkowanie dozwolone jest tylko wzdłuż (auta stojące w poprzek utrudniają minięcie się samochodów jadących ulicą). Zostaną domalowane linie wzdłuż zatok, aby nikt nie miał wątpliwości, jak parkować.
Uszkodzone samochody, które wyglądają na porzucone — jeśli nie znajdą się ich właściciele — zostaną odholowane.
Policja ma zapewnić tu intensywne działania prewencyjne.
Przebili ci opony? Spuścili powietrze? Zgłoś to
Auto Świat / Maciej Brzeziński
Uszkodzone samochody parkujące przy ul. Morelowej w Warszawie
Nie tylko przebicie opony, lecz także "niewinne" spuszczenie powietrza w cudzym samochodzie jest ścigane i podlega karze — można za to dostać grzywnę do 5 000 zł. Gdy łączne straty związane z wandalizmem przekroczą 800 zł, czyn staje się przestępstwem. Aby jednak policja zajęła się sprawą, jest warunek: trzeba to zgłosić policji, bo to nie są wykroczenia i przestępstwa ścigane z urzędu, a jedynie na wniosek pokrzywdzonego.
Zdecydowanie warto zgłaszać takie rzeczy — policja nie lubi, gdy statystyki pęcznieją od umorzonych spraw związanych choćby z wandalizmem; zwłaszcza gdy zgłoszenia powiązane z jakimś miejscem powtarzają się, ktoś w końcu się tym zajmie. Ale nie zajmie się bez zgłoszeń. No, chyba że sprawa staje się medialna.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco!
Obserwuj
nas w Google.