Teraz rząd chce rozwiązać sprawę, co ciekawe, w sposób korzystny dla rolników. Na podobnych zasadach do Polski trafiają dziś "nowe-używane" samochody z Chin (pisaliśmy o tym tu: Używane auta z Chin — skąd tak niskie ceny? Dziś tanio, jutro wielkie kłopoty).
Mechanizm procederu był prosty: fabrycznie nowe ciągniki MTZ zjeżdżały z taśm produkcyjnych na Białorusi, ale oficjalnie nie mogły trafić do Polski, bo nie spełniały obowiązujących wymogów dotyczących m.in. emisji spalin i wyposażenia. Chętnych na takie maszyny nie brakowało, bo były znacznie tańsze od ciągników produkcji zachodniej — może nie aż tak wydajne i komfortowe, ale za to bezkonkurencyjnie tanie (niemieckie czy amerykańskie ciągniki o podobnej mocy kosztowały nawet dwa-trzy razy tyle) oraz proste w naprawach.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
W przypadku ciągników rolniczych, podobnie jak w przypadku samochodów osobowych, na terenie UE obowiązują od lat normy emisyjne, tyle że nie są to normy "Euro", lecz "Stage". Obecnie obowiązująca norma to "Stage V", a tymczasem miński zakład wytwarza maszyny spełniające normę "Stage I"!
Nowy, ale używany: tak importerzy obchodzą unijne wymogi
Aby móc je zarejestrować w Polsce, importerzy stosowali trik pozwalający im omijać rygorystyczne przepisy obowiązujące w przypadku nowych pojazdów. Ciągniki były rejestrowane na Białorusi lub w innym kraju, a później, już jako pojazdy używane, sprowadzano je do Polski. Starostwa je rejestrowały na podstawie dokumentów z kraju pierwszej rejestracji oraz odprawy celnej — bez sprawdzania, czy dany model ma europejską homologację. Importerzy nie starali się jednak przesadnie o zacieranie śladów — ciągniki były oferowane jako nowe, a wiele z takich maszyn kupiono ze środków unijnych. W końcu urzędnicy dopatrzyli się, że coś z tymi ciągnikami się nie zgadza — wydziały komunikacji zaczęły wymagać przy pierwszej rejestracji "nowych-używanych" maszyn europejskiej homologacji (świadectwa zgodności WE), której ani nabywcy, ani importerzy nie mogli dostarczyć.
To, że urząd kilka lat temu zarejestrował jakiś pojazd, nie oznacza wcale, że po latach nie wycofa się z tej decyzji.Piotr Czypionka / Auto Świat
Część uprzednio zarejestrowanych maszyn straciła dopuszczenie do ruchu. Sprawa dotyczy przede wszystkim ciągników sprowadzanych do Polski od 2016 r., ponieważ wtedy weszły w życie nowe przepisy doprecyzowujące wymagania dotyczące pierwszej rejestracji pojazdów rolniczych sprowadzanych spoza UE. Oczywiście, rolnicy odwoływali się do sądów, ale Wojewódzkie Sądy Administracyjne potwierdziły, że nawet maszyny sprowadzane jako używane powinny spełniać te same wymogi, co ciągniki z rynku unijnego. Mowa o ok. 8 tys. ciągników, które straciły prawo do legalnego poruszania się po drogach! Przez pewien czas mówiło się nawet o tym, że być może trzeba je będzie zezłomować!
Rząd dostał zgodę z Komisji Europejskiej. Traktory nie idą na złom
Dobra wiadomość dla rolników, którzy skorzystali z takiej "szemranej okazji", jest taka, że w tym przypadku rząd wykazał się dobrą wolą i spolegliwością, choć sprawa nie jest prosta. Ponieważ przez polskie urzędy na wspólny rynek unijny trafiły tysiące maszyn niezgodnych z unijnymi wymogami, nie wystarczyła jednak dobra wola polskich władz — na wyjątek od obowiązujących reguł trzeba było uzyskać zgodę Komisji Europejskiej. Rząd taką zgodę uzyskał i już niebawem mają zostać przygotowane przepisy, które pozwolą zalegalizować tak sprowadzone maszyny i umożliwią ich wykorzystywanie na drogach publicznych. Dotychczas właściciele białoruskich MTZ-ów sprowadzonych od 2016 r. mogli używać ich tylko na własnych polach i podwórkach, ale nie wolno im było wyjeżdżać na drogi. Rozwiązanie przygotowywane przez Ministerstwo Infrastruktury przewiduje, że podczas badań technicznych do ich dowodów rejestracyjnych będzie wpisywana specjalna adnotacja, sankcjonująca odstępstwo od normy.
Używane auta z Chin jak ciągniki z Białorusi?
Co to ma wspólnego z autami sprowadzanymi z Chin? W samym tylko kwietniu 2026 r. z Chin sprowadzono do Polski 287 samochodów używanych. Od wielu miesięcy w polskich serwisach ogłoszeniowych znaleźć można oferty sprzedaży samochodów chińskich marek, które mają być nowe, ale po wczytaniu się w szczegóły ofert albo po kontakcie ze sprzedającymi okazuje się, że pojazdy te formalnie oferowane są jako używane. Problem w tym, że w wielu przypadkach importerzy nie dbają nawet o zachowanie pozorów. Zgodnie z obowiązującymi przepisami podatkowymi samochód, aby został uznany za pojazd używany, a nie nowy, musi spełniać co najmniej jeden z dwóch warunków:
- Musi mieć co najmniej 6 tys. km przebiegu;
- Od jego pierwszego dopuszczenia do ruchu powinno upłynąć co najmniej 6 miesięcy
Na razie urzędy z reguły bez przeszkód rejestrują "nowe-używane" samochody z Chin, tak samo, jak kiedyś rejestrowały ciągniki rolnicze z Białorusi. W Polsce to, że urząd jakiś pojazd zarejestrował, wcale nie oznacza, że za jakiś czas nie wycofa się z tej decyzji. Tyle że w przypadku samochodów osobowych raczej nie ma co się spodziewać aż takiej spolegliwości i pobłażliwości jak w przypadku ciągników rolniczych.