Chery Tiggo 7, w ogłoszeniu na polskich blachach, sfotografowane na śniegu pod lasem. Wygląda, jakby ktoś kupił ten samochód i się rozmyślił. – Dzień dobry, ja w sprawie ogłoszenia o sprzedaży samochodu, czy jeszcze aktualne? – Ale którego samochodu? – pyta głos w słuchawce. I od razu, nie czekając na dalsze pytania, miły pan wyjaśnia: – Bo my jesteśmy importerem, mamy więcej samochodów, tylko na Otomoto obowiązują nas limity ogłoszeń. Jeśli przekroczymy limit, to jedno ogłoszenie kosztuje nas tak jakby ponad 1000 zł. Więc zamieszczamy niektóre ogłoszenia na koncie prywatnym.
Nowe Chery Tiggo 7 za 95 000 zł. Ale okazja!
Chery Tiggo 7Krzysztof Wojciechowicz / Auto Świat
Samochód pochodzi z 2025 r., ale ma przebieg zaledwie 350 km, wygląda na nowy. Ale dlaczego ktoś miałby sprzedawać dopiero kupione auto i w dodatku w takiej cenie? Powypadkowy?
– Nic z tych rzeczy, samochód nie miał żadnych wypadków, żadnych napraw – tłumaczy sprzedający. – My sprowadzamy nowe samochody bezpośrednio z Chin, u nas taniej – zachwala. Auto już jest zarejestrowane, dostępne od ręki, wystawiamy pełną fakturę VAT. Cena już ze wszystkim 95 900 zł.
A da się to serwisować w Polsce? – dopytuję. – No wie pan, Chińczycy produkują samochody w wielu wersjach. Jak pan przyjedzie, to pan zobaczy, są niewielkie różnice. Nasze Tiggo ma na przykład przekładnię planetarną, a nie – jak te sprzedawane w Polsce – dwusprzęgłową, to wie pan, mniej usterek w przyszłości. Trochę inne wyposażenie, nasze jest topowe, z dachem panoramicznym.
Sprzedawca jest miły i brzmi uczciwie, jak człowiek, który nie ma nic do ukrycia. Czytam dokładnie ogłoszenie i widzę też, że jest... no cóż, nieostrożny. Podaje tyle danych, że mogę zajrzeć do rządowej bazy CEPiK i poznać nieco więcej szczegółów na temat tego egzemplarza.
Z danych w rządowej bazie CEPiK wynika, że samochód, gdy dotarł do Polski, był bez przebiegu, choć formalnie używanyAuto Świat
Okazuje się, że – dokładnie tak jak przypuszczałem – sprzedawca trochę skłamał, tzn. formalnie rzecz biorąc, skłamał. Samochód został wyprodukowany w 2025 r. (to zgadza się) i zarejestrowany został po raz pierwszy za granicą (obstawiam, że w Chinach) 25 lipca 2025 r. Następnie, pięć dni później, został kupiony przez polską firmę. Nie został sprowadzony jako nowy, formalnie już wtedy był samochodem używanym (po to ta rejestracja w Chinach – by samochód w kraju pochodzenia nabrał cech "używanego"; inaczej po prostu nie da się w prosty sposób sprowadzić pojedynczego egzemplarza).
Paradoks, ale ważny: z punktu widzenia europejskich przepisów samochód pozostał nowy, bo nie był zarejestrowany przez co najmniej sześć miesięcy i nie ma przebiegu co najmniej 6000 km.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Potem zapewne samochód ruszył w drogę, być może koleją i dopiero w styczniu 2026 r. trafił na okresowe badanie techniczne do stacji kontroli pojazdów w Polsce. Stan licznika odczytany w SKP: 26 km. Taki to używany samochód, w praktyce nowy. Pierwsza rejestracja w Polsce nastąpiła 29 stycznia 2026 r., teraz auto jest gotowe do sprzedaży.
Więc pod względem podejścia do klienta – wszystko jest w porządku, wzorowo. Ale to się może dla klienta źle skończyć pomimo szczerych chęci importera – jeśli auto przekroczyło granicę jako używane, co jest niemal pewne. No chyba, że jakimś cudem importer załatwił autu papiery wymagane wobec nowych samochodów, jednak rynkowy standard jest taki, że granicę przekraczają samochody używane. Ale o tym dalej.
Straż Graniczna szuka samochodów z Chin
Jeden z zatrzymanych na granicy nowych-używanych samochodów z ChinLubelski Urząd Celno-Skarbowy w Białej Podlaskiej
Gdy w ostatnich dniach do Oddziału Celnego w Białej Podlaskiej zgłoszono do odprawy cztery używane samochody sprowadzone z Chin, funkcjonariuszom zapaliła się w głowach czerwona lampka. Być może jeszcze niedawno samochody te przeszłyby kontrolę celną, nie wzbudzając niczyich podejrzeń, ale w miarę, jak rośnie strumień chińskich samochodów wjeżdżających do Unii Europejskiej przez Polskę "bocznymi kanałami", każde takie zgłoszenie wzbudza czujność. Chodzi bowiem o przekręt, na który zwracaliśmy uwagę już kilka miesięcy temu: nowe samochody sprowadzane z Chin zgłaszane są jako używane.
Skoro samochód miał być używany, a jest nowy, to ich polski przyszły właściciel powinien się cieszyć, prawda? Tak, ale...
Chińskie samochody wjeżdżają do Polski na "krzywych papierach"
Rzecz w tym, że – jak oblicza Lubelski Urząd Celno-Skarbowy w Białej Podlaskiej – odprawa tych czterech nowych aut zgłoszonych do odprawy jako samochody używane oznaczałaby oszczędności importera na cłach i podatkach w łącznej kwocie ok. 150 tys. zł. A zatem zadeklarowanie, że są one używane, jest przestępstwem. Inna rzecz, że każdy nowy samochód powinien być wyposażony w świadectwo homologacji i inne dokumenty (m.in. świadectwo zgodności) potwierdzające, że spełnia on unijne i krajowe wymagania związane z bezpieczeństwem i ochroną środowiska. Ewentualne ich zdobycie oznacza konkretne koszty i w praktyce, przy niewielkiej skali importu, jest potężną przeszkodą.
To dlatego fabrycznie nowe samochody płynące na zlecenie drobnych importerów z Chin mają zadeklarowane niewielkie przebiegi (z reguły 6000 km lub nieco więcej), choć są często nieużywane. Opłaca się nawet je trochę przygotować, by nie świeciły nowością: pobrudzić, zerwać folię. A tymczasem...
Celnicy "poczuli krew". Kolejne 15 nowych samochodów z Chin utknęło na granicy. Tym razem są... wypakowane częściami
Jeden z 15 samochodów zatrzymanych przez funkcjonariuszy z Oddziału Celnego w MałaszewiczachKrajowa Administracja-Skarbowa
Michał Deruś, rzecznik Izby Administracji Skarbowej w Lublinie, spytany przez Auto Świat, czy opisany na stronach urzędu przypadek zatrzymania czterech chińskich aut jest wyjątkiem, odpowiada, że dosłownie przed chwilą, w odstępie kilku dni, w ręce celników wpadło kolejnych 15 chińskich nowych-używanych samochodów i właśnie w tym momencie powstaje notatka na ten temat.
Tym razem, to ciekawostka, importer wprawdzie nie zadbał o dokumenty pozwalające na legalną rejestrację sprowadzonych samochodów, ale za to wypakował je częściami zamiennymi, których importu już "zapomniał" zgłosić. Widać od razu, że firmy sprowadzające chińskie auta na zamówienie starają się dbać o swoich klientów, próbując przy okazji zapewnić im przynajmniej podstawowy serwis. Tym razem jednak ani samochody, ani części nie dotrą do klientów.
Nie dotrą, bo:
- brakuje wymaganych świadectw homologacji i zgodności,
- auta zostały zgłoszone jako używane, choć są nowe,
- na jednej sztuce samochodu elektrycznego różnica w należnościach celno-skarbowych pomiędzy nowym a używanym samochodem wyniosła, uwaga, 85 tys. zł.
Jeden z zatrzymanych na granicy chińskich samochodówKrajowa Administracja-Skarbowa
Chińskie nowe-używane samochody już są w Polsce
Polskie place różnych drobnych firm importujących samochody zastawione są autami chińskiego pochodzenia. Wiele firm przestawiło się na sprowadzanie nowych-używanych samochodów z Chin zamiast ściągania używek z Zachodu. To lepszy interes, lepsze marże – nawet jeśli niektóre auta są o kilkadziesiąt tys. zł (!) tańsze niż oferowane przez autoryzowanych importerów.
Poszukiwania chętnych na kupno chińskiego auta w naprawdę dobrej cenie trwają teraz przy wykorzystaniu wszelkich możliwych kanałów. Na Otomoto.pl ogłaszają się zarówno importerzy już mający na placu po kilkanaście albo kilkadziesiąt chińskich samochodów, jak i tacy, którzy przyjmują zamówienia na niemal dowolny model wybranych chińskich marek, który można sobie wybrać z katalogu i skonfigurować. Łowy trwają także na Facebooku na różnych grupach samochodowych.
Nie każdy używany samochód z Chin jest "lewy"
Trzeba jednak zaznaczyć, że są i takie firmy, które – przynajmniej deklaratywnie – bardzo przestrzegają ograniczeń zawartych w przepisach. Oferują ściągnięcie z Chin samochodów pod warunkiem, że są one "tam" zarejestrowane co najmniej przez 6 miesięcy i mają przebieg co najmniej 6000 km. Wtedy są "uczciwie używane" i nie ma o czym mówić. Gdy trafiają do Polski, mają już prawie rok.
Nie wiemy, czy niektóre z tych firm zawsze zachowywały się tak porządnie, ale wiemy, że od 1 stycznia 2026 r. Chiny wprowadzają licencje eksportowe: teraz będzie o wiele trudniej kupić w Chinach nowy samochód i przerobić go w trzy dni na używany. Chińczycy – zupełnie słusznie – nie chcą rujnować biznesu oficjalnym importerom chińskich samochodów obecnym w Europie. Głupio wychodzi, gdy w lokalnych ogłoszeniach pojawiają się jeżdżące dowody na to, iż na pozornie tanich chińskich SUV-ach importer ma 30-40 proc. marży.
Więc teraz większość chińskich aut ściąganych prywatnym importem to naprawdę będą samochody używane, zresztą bardzo atrakcyjne cenowo. Te auta, które są "lewe", będą jeszcze spływać do Polski, bo system ma inercję ok. 3-4 miesięcy – tyle trwa cała operacja od kupna samochodu w Chinach do wystawienia go do sprzedaży w Polsce. Może być i tak, że niektórzy importerzy przestraszą się obecnej aktywności służb i będą starać się zalegalizować kupione już auta jako nowe, ale wtedy pójdą w koszty.
Te samochody, które już zostały "sprytnie" oclone i zarejestrowane, są obecnie "gorącym towarem". Ich aktualni właściciele mogą spodziewać się niemiłej wizyty albo korespondencji.
Ile kosztuje duży chiński SUV spoza oficjalnej sieci dilerskiej?
Chiński SUV w ogłoszeniu – o wiele tańszy niż w oficjalnej sieci dilerskiejŹródło: Auto Świat
Baic 7 — duży chiński SUV z silnikiem 1.5 — w oficjalnej sieci dilerskiej kosztuje (już w promocji) 136 tys. zł. Na Otomoto takie auto — ściągane bezpośrednio z Chin — kosztuje, uwaga, 93 tys. zł. Stan nowy, import na zamówienie, możliwa konfiguracja wersji, koloru oraz wyposażenia – kusi sprzedawca. 93 tys. zł za duże, "wszystkomajace" auto wyposażone nawet w szklany dach panoramiczny... To pokazuje, jakich kwot naprawdę oczekują chińscy zdesperowani sprzedawcy – a w tej cenie są przecież formalności na miejscu, drogi, bo indywidualny transport do Polski, wynagrodzenia dla pomocników w Chinach i marża importera...
Ten sprzedawca zachowuje ślady ostrożności — na "froncie" ogłoszenia podany jest przebieg auta równy 6 000 km — to oficjalna granica pomiędzy samochodem nowym i używanym. Ale już z treści ogłoszenia wynika jasno, że rozmawiamy o samochodach fabrycznie nowych w wybranej przez klienta specyfikacji.
W treści ogłoszenia już nie ma ściemy – oferta dotyczy samochodu nowegoŹródło: Auto Świat
Duży SUV za 93 000 zł kusi. Ale co z serwisem?
Inna rzecz, że z serwisowaniem tego samochodu mogą być spore kłopoty. Gwarancja? Zapomnij. Jakiekolwiek zobowiązania oficjalnego importera marki Baic? Nie ma żadnych. Ale płacisz tyle, ile kosztuje samochód używany, dostajesz nowy. To dla wielu klientów może być argument, choć są też zagrożenia (o tym dalej).
W ofercie różnych firm, które bardzo łatwo znaleźć, są praktycznie wszystkie możliwe chińskie modele, od najbardziej egzotycznych do modeli znanych w Polsce, które są bezpośrednią konkurencją cenową dla obecnych w Polsce oficjalnych importerów samochodów chińskich marek. Ceny są dobre, np. za model BYD Seal 6 z napędem hybrydowym, który w polskim cenniku wystawiony jest za 176 tys. zł, trzeba u prywatnego importera zapłacić ok. 120 tys. zł. Czysta oszczędność i... trzy lata gwarancji.
Z tą gwarancja to jest, oczywiście, pewien rodzaj ściemy, gdyż importer oferuje ubezpieczenie od usterek, a nie gwarancję. Takie ubezpieczenie nie obejmuje wszystkich możliwych awarii, nie oznacza, że auto ma wsparcie serwisowe producenta, że ktokolwiek gwarantuje dostęp do aktualizacji oprogramowania; ubezpieczyciel pokrywa jedynie koszty niektórych napraw, które jednak trzeba sobie samemu zorganizować. Co gorsza, części też. Niektórzy importerzy chińskich aut dostarczają samochody z zapasem trzech kompletów filtrów — tak na dobry początek.
Dziś tanie auto prosto z Chin, a jutro... niespodzianka
O tym, czym grozi kupno pojazdów sprowadzonych "na krzywych papierach" , przekonało się w Polsce ok. 7000 rolników, którzy przez lata kupowali tanie i dobre ciągniki sprowadzane z Białorusi z podobnym naruszeniem prawa. Gdy sprawa zrobiła się głośna i zajęła się nią prokuratura, właściciele ciągników zaczęli dostawać wezwania z prokuratury (do złożenia wyjaśnień), gorzej, że starostwa w wielu wypadkach anulowały ich rejestracje, a sądy podtrzymały te decyzje. Ciągniki nie mogły być legalnie zarejestrowane w Polsce, gdyż nie spełniały – formalnie – wymogów homologacyjnych.
Nie, nie jest prawdą, że właściciele dostali nakazy zezłomowania ciągników. Im tylko cofnięto rejestracje, zabierając prawo do poruszania się po drogach publicznych, co w przypadku ciągników rolniczych nie w pełni wyklucza ich użytkowanie, choć mocno ogranicza.
Z samochodami jest gorzej — auto bez tablic rejestracyjnych trudno jakkolwiek wykorzystać.
A taki los grozi polskim nabywcom chińskich samochodów, którzy połknęli przynętę i kupili sobie albo wręcz zamówili samochód z Chin, który został sprowadzony jako używany, choć w praktyce był nowy. W wielu wypadkach sprawdzenie w polskiej rządowej Historii Pojazdu, czy samochód w chwili importu do Polski spełniał kryteria auta używanego czy też nie, trwa jakieś pięć minut — czego próbkę mają Państwo powyżej. W ten sposób można przynajmniej sprawdzić, czy na pierwszy rzut oka z autem coś jest nie tak.
Nie mam nic przeciwko, żeby ktoś kupił sobie dużego nowiutkiego SUV-a z pięknym wyposażeniem za mniej niż 100 tys. zł. Jeśli potrafi ogarnąć go serwisowo, nie przeszkadza mu brak polskiego menu użytkownika i chińskie dziwactwa – super. Polecam jednak przed kupnem sprawdzić kilka rzeczy:
- 1 Po pierwsze, czy samochód został sprowadzony jako nowy, czy też jako używany.
- 2 Jeśli samochód został sprowadzony jako nowy, a importer zorganizował świadectwo zgodności oraz indywidualne dopuszczenie zastępujące homologację albo świadectwo homologacji – to cudownie.
- 3 Jeśli samochód został sprowadzony jako formalnie używany, sprawdźcie: jak długo był zarejestrowany w Chinach i jaki miał przebieg, gdy przekraczał granicę. Jeśli samochód był zarejestrowany krócej niż sześć miesięcy albo nie miał przebiegu (tzn. gdy przebieg był lub jest niższy niż 6000 km), jego zakup może być ryzykowny. Zawsze możecie upewnić się, czy wszystko z nim w porządku, w urzędzie celnym.