Z chińskimi samochodami, takimi całkiem nowymi, bywa trochę tak jak ze starym Volkswagenem ściągniętym z Niemiec, kupowanym od handlarza: oglądasz, zaliczasz jazdę próbną, a i tak nie masz pewności, że poznałeś całą prawdę o aucie. Niektóre wady wychodzą na jaw po czasie, na niektóre początkowo nie zwracamy uwagi. To, co rzuca się w oczy w pierwszej chwili, to przepych typowy dla wnętrz chińskich samochodów, który jest jednak trochę złudny; nawet do głowy ci nie przyjdzie, że samochód, który ma skórzane odbicia foteli, podgrzewanie, wentylowanie siedzeń i masaż, może nie mieć całkiem podstawowych elementów wyposażenia, które dla przeciętnego polskiego kierowcy są niemal standardem, a w każdym razie są uznawane za ważne i potrzebne.
I żeby było jasne: największe problemy dotyczą spalinowych chińskich samochodów, które jednocześnie są dużo bardziej popularne od modeli elektrycznych. Te elektryczne, z reguły, są nieco lepsze, niektóre prezentują naprawdę wysoki poziom, choć przeszkadzać mogą wyraźne różnice kulturowe i nonszalanckie podejście chińskich producentów do ergonomii i łatwości obsługi. Ale te spalinowe, w tym niektóre hybrydy, to...
Kierownica i fotele w chińskich SUV-ach szyte na (inną) miarę
Skóra, przynajmniej sztuczna, zwykle jest nawet "w podstawie", a w droższych wersjach (jeśli jest wybór) w zasadzie na bank. Elektryczne sterowanie foteli – obecne! Jest też zazwyczaj ogrzewanie foteli i, w niektórych modelach, także chłodzenie. Zdarza się masaż. Co może być nie tak? Z jakichś względów chińskie auta, zwłaszcza spalinowe, które w kraju, z którego pochodzą, są obecnie towarem "drugiego sortu', zazwyczaj nie mają regulacji odcinka lędźwiowego oparcia fotela; do tego profil oparcia zbliżony jest do profilu deski... Dodaj do tego dość wysoką pozycję za kierownicą, raczej krótkie siedzisko – oto recepta na fotel, który wprawdzie jest obszyty materiałem skóropodobnym i w dodatku często w kolorze "premium", ale dla wielu osób o typowo europejskiej budowie ciała jest skrajnie niewygodny.
Warto rozważyć, co jest lepsze: wygodny fotel z pełnym, choć ręcznym sterowaniem, czy fotel z regulacją elektryczną, ale tylko częściową? Czy muszę dodawać, że chłodzenie foteli to świetny gadżet, ale w przypadku sztucznej skóry przypominającej w dotyku ceratę ten gadżet z trudem i nie do końca redukuje wadę materiału tapicerskiego, który latem nadmiernie się nagrzewa i klei do ciała? Materiały tapicerskie, jakie spotyka się w chińskich samochodach, naprawdę słabo sprawdzają się na siedziskach i oparciach foteli. Ale wyglądają świetnie – jak gadżety na Temu.
Tymczasem stosowana częściej w europejskich czy japońskich autach zamszowa tapicerka, nawet ze sztucznego zamszu, a choćby i zwykła tapicerka tekstylna, nawet bez chłodzenia latem okazuje się lepsza, bo z zasady nie klei się do ciała.
I ważna rzecz: kierownica. Nie w każdym chińczyku tak jest, ale zdarza się nawet w dużych samochodach, że kierownica nie ma wzdłużnej regulacji położenia, a jedynie ma regulację góra-dół. W takim wypadku szanse na zajęcie optymalnej pozycji za kierownicą są znikome, szczególnie gdy kokpit zoptymalizowany jest pod kątem osób o niskim wzroście i stosunkowo krótkich nogach; bardzo odczułem ten problem we flagowym chińskim SUV-ie marki JAC – JAC JS8 Pro, w którym jeździłem z podkurczonymi nogami. Co za straszny pomysł na oszczędzanie poprzez rezygnację z porządnej regulacji położenia kierownicy!
Co do pozycji za kółkiem, to warto do każdego auta się dobrze przymierzyć, nie kupować oczami. Bywa, że wszystkie regulacje są, ale o znikomym zasięgu i wystarczy zająć miejsce na fotelu kierowcy, by początkowy entuzjazm do samochodu wyparował. Czasem, by się przekonać, potrzebna jest kilkudziesięciominutowa jazda próbna.
Warto usiąść też na fotelu pasażera. Zwykle nie ma on nawet regulacji wysokości, siedzi się trochę jak na krześle.
Wyposażenie jest, ale zrobione "po kosztach". Możesz się zdziwić
Niektóre chińskie marki szczycą się, że nawet w podstawowych wersjach swoich samochodów oferują dostęp bezkluczykowy bez dopłaty. Z jakichś względów jednak wielu modelach zdarza się, że aktywna klamka dostępu bezkluczykowego jest tylko w drzwiach kierowcy. Dla porządku dodam, że w europejskich samochodach klasy premium aktywne są zwykle wszystkie klamki, a w samochodach popularnych przynajmniej dwie – po obu stronach samochodu. Aktywna klamka to straszna bieda, musisz biegać wokół auta albo jednak sięgać do pilota.... Z kolei w niektórych bardziej nowoczesnych chińskich modelach trzeba używać karty z chipem i np. przykładać ją do lusterka, by otworzyć samochód. Co za pomysł...
Na tej samej zasadzie zdarza się, że chiński samochód ma niezłe kamery, ale przyoszczędzono na przednich czujnikach parkowania: są tylko dwa zamiast czterech (wtedy nie wolno im ufać) albo w ogóle ich nie ma – z tym spotkałem się nawet w niby luksusowym Hongqi.
Powiecie: kamery nie wystarczą? Czasem wystarczą, a czasem nie – zwłaszcza przestają wystarczać, gdy się zabrudzą i gdy jest ciemno; bywa, że te kamery bardzo dobrze działające w dzień, po zmroku wypadają fatalnie. Warto mieć przy tym na uwadze, że w kokpitach, które są zoptymalizowane pod azjatycką budowę ciała, Europejczyk często siedzi nieoptymalnie. Bywa, że lewy przedni słupek wraz z lusterkiem zasłaniają mu widok, w ogóle widoczność bywa ograniczona.
Bardzo rzadko w chińskich SUV-ach spotyka się ogrzewanie kierownicy, którego obecność dla mnie jest warunkiem "progowym". Skoro już płacę tyle kasy za samochód, to z tego nie zrezygnuję.
No więc masz mnóstwo gadżetów, w tym szklany dach na wyposażeniu seryjnym, które sprawiają, że auto wygląda na luksusowe, a jednocześnie brakuje naprawdę potrzebnych rozwiązań... Czasami tego "luksusu" jest za dużo: nie możesz zrezygnować ze szklanego dachu, co dla mnie jest wadą, bo np. wyklucza korzystanie z namiotu dachowego; nie chcę nawet myśleć o problemach wynikających ze stłuczenia takiej szyby, albo gdy zacznie trzeszczeć lub ciec...
Ekrany, ech te ekrany... Ekrany w chińskich autach to dopiero początek niewygody
Można odnieść wrażenie, że chińscy producenci samochodów mają jakieś kompleksy na punkcie technologii – sterowanie wszystkim upychają w ekranach dotykowych, by było nowocześnie. To jednak błędny trop. Podpowiem: chodzi o oszczędność. Przeciętnej jakości ekran dotykowy to w hurcie koszt rzędu kilkunastu dolarów. Kilka porządnych mechanicznych przycisków, które są w stanie wytrzymać kilkanaście lat eksploatacji, to porównywalny lub nawet większy wydatek. A jeszcze pojawia się kłopot, jak je rozmieścić, by było ładnie i wygodnie, trzeba to testować...
Więc tych przycisków i pokręteł jest tak mało, jak to tylko możliwe, bo tak jest taniej. W efekcie włączenie niektórych elementów wyposażenia, a nawet banalna zmiana temperatury wnętrza, wymaga czasem kilku kliknięć, podczas których nie patrzysz na drogę. A przecież wystarczyłoby pozostawić wokół głównego ekranu różne skróty do najczęściej używanych funkcji, choćby i skróty ekranowe...
A co do technologii, to warto wiedzieć, że europejscy producenci aut w Chinach przegrywają m.in.z tej przyczyny, że Chińczycy lepiej opanowali integrację systemów swoich aut z ulubionymi przez obywateli Chin apkami na telefon używanymi na co dzień takimi jak np. WeChat. Na podobnej zasadzie chińscy producenci – wielu z nich – bardzo kiepsko integrują ze swoimi samochodami takie popularne u nas aplikacje jak Apple Carplay czy Android Auto. Bywa, że uruchomienie Carplaya w chińskim aucie dezaktywuje różne potrzebne skróty ekranowe, zasłania ważne wskazania i zamienia sterowanie samochodem w koszmar. Może być jeszcze gorzej: może w ogóle nie być funkcji Carplay i Android Auto.
Jeśli nie ma w aucie funkcji Carplay czy Android Auto, wygląda to zazwyczaj tak:
Oczywiście, nie jest tak, że wszystkie chińskie samochody są pod tym względem "kulawe" – np. multimedia w Xpengu G6 albo w Xpengu G9 pracują w sposób absolutnie wzorowy, aż za dobrze... tylko że to już nie są tanie auta, no i nie dla każdego.
Zwróćcie uwagę także na: nieprzetłumaczone na język polski menu użytkownika (w niektórych modelach), słabej jakości, nierównomiernie podświetlone ekrany (ma się rzumieć, nie w każdym aucie), nadmierną komplikację obsługi – to raczej nirma niż wyjątek. Jeśli ekrany w Baicu, Forthingu czy Bestune to jest ta słynna wysoka chińska technologia, to... ja na razie poczekam na ich kolejną odsłonę. A może to po prostu chińska "trzecia liga"?
Ile pali chiński SUV z silnikiem 1.5 i dlaczego ich komputery kłamią?
To jeden z największych absurdów związanych z chińskimi autami – absurd, który sprawia, że samochód upodabnia się do gadżetu kupionego na Temu. Chodzi o komputery pokładowe, które są zaprojektowane tak, by pokazywać zużycie paliwa czy energii niższe niż w rzeczywistości. Łatwo się przekonać: wystarczy zresetować wskazanie, by zauważyć, że niezależnie od warunków jazdy tuż po resecie komputer pokazuje dane wzięte z sufitu, zawsze blisko tego, co mówią dane techniczne auta. Nawet, gdy ruszysz rano zmrożonym samochodem, po resecie pierwsze wskazanie to może być np. 7 l na 100 km. Rano, na zimnym silniku, po kilkuset metrach jazdy? Serio, mam w to uwierzyć? Potem to zużycie jest pomału korygowane w górę, ale kiedy i czy w ogóle osiąga wartości realne, tego nie wiesz. Sprawdziłem to za Was, byście nie musieli się irytować: prawie nigdy to, co pokazuje komputerek pokładowy (sprawdzałem to m.in. w Baicu, Jeacoo, JAC-u...), nie osiąga wartości realnych, a potem zastanawiasz się, kto spuścił ci paliwo z baku... Kogo chcą oszukać? Odpowiem od razu: każdego, kto sobie na to pozwoli, nawet wielu dziennikarzy czy influencerów powtarza to, co widzi na ekranie. "Ten samochód pali zaskakująco rozsądnie..." Na marginesie: muszę przyznać, że raz sam dałem się oszukać i ze dwa razy prawie dałem się oszukać, bo te komputerki chwilami zachowują się zaskakująco wiarygodnie – tak to przynajmniej wygląda.
A tymczasem chińskie silniki benzynowe 1.5, które w większości nie mają żadnych rozwiązań oszczędzających paliwo, w kompaktowym SUV-ie, a tym, bardziej w SUV-ie klasy średniej są wyjątkowo paliwożerne. Nie dziwi mnie już średnie zużycie paliwa na poziomie 11 l na 100 km, a w warunkach miejskich nawet 13 l na 100 km. Gdy pojawiają się korki, limit sunie w górę! Od tych wyników są oczywiście wyjątki, niemniej jeśli kupujecie spory samochód z silnikiem 1.5 bez układu odzyskiwania energii, nie liczcie na cuda.
Rodzi się pytanie: jak to jest, że niechińscy producenci sprzedający swoje samochody w Europie muszą walczyć o każdy gram emitowanego CO2, który wynika ze spalania paliwa, podczas gdy wielu chińskich producentów wchodzących na nasz rynek ma to w nosie? Generalnie: wykorzystują luki w przepisach pozostawione dla europejskich niszowych producentów supersamochodów, by nie mordować naszych ikon motoryzacji. Jest nadzieja, że to będzie ukrócone wkrótce, ale to temat na inną opowieść.
Dziwnie działająca klimatyzacja w chińskich SUV-ach. O co chodzi?
Najgorsze, co mnie spotkało ze strony chińskiej klimatyzacji, to zaparowane szyby w Forthingu T-Five. Auto ma jakiś system wykrywania nadmiernego stężenia cząstek stałych i wtedy zamyka dopływ powietrza z zewnątrz. Chyba podjechałem komuś pod rurę wydechową, bo coś się zamknęło, a po chwili szyby były tak zaparowane, że stałem na środku jezdni na światłach awaryjnych i zastanawiałem się, co zrobić. To było specyficzne doświadczenie. Typowe natomiast jest takie, że gdy jest zimno, w chińskim spalinowym SUV-ie trzeba ustawić grzanie na 23 stopnie lub więcej, bo poniżej jest albo zimno, albo fale zimna przeplatają się z falami gorąca. Tak jakby różni producenci korzystali z tych samych wadliwych czujników temperatury! Czy wszystkie tak mają? Cóż... skąd mam wiedzieć... wiem tylko, że inni też to zauważyli.
Chińskie SUV-y czyli plastik-fantastik
To dotyczy zwłaszcza tańszych chińskich aut, te z wyższej półki cenowej bywają pod tym względem lepsze. W bardzo wielu tych samochodach efektownej (póki nowa,) eko-skórzanej tapicerce towarzyszy wiele elementów z plastiku tak słabego, tak tandetnego, że w zasadzie trzeszczy on "od patrzenia". "Mistrzowskie" rozwiązanie zastosowano np. we flagowym modelu Baica, w którym taki dziwny plastik przed pasażerem jest podświetlony od spodu.
Elementy z dość tandetnego plastiku pojawiają się także w popularnych chińskich samochodach jak np. MG HS, w sumie nie wiadomo, po co zdecydowano się na tak daleko idące oszczędności. Ale nie jest to stuprocentową regułą, bo np. Jaecoo 5, biorąc pod uwagę klasę auta i cenę, wykończone jest bardzo ładnie. Ma sporo wad wymienionych wyżej, ale pod względem estetycznym jest na poziomie. Że o autach z wyższej półki nie wspomnę – wykończenie np. XPengów czy flagowego modelu Omody jest naprawdę OK.
Bez sensu w chińskich autach są także...
- Chowane klamki. Ma być nowocześnie, to jest – i jednocześnie jest niewygodnie. I niebezpiecznie, jeśli towarzyszą im elektryczne klamki wewnątrz. W razie wypadku czy pożaru ciężko dostać się do samochodu z zewnątrz i trudno otworzyć drzwi od wewnątrz. Trzeba przyznać, że parę europejskich firm też zastosowało ten szatański wynalazek, ale to raczej przejściowe. O dziwo, zareagował chiński regulator – już wkrótce stosowanie takich klamek będzie zakazane w Chinach, więc zniknie pewnie też w Europie.
- Ustawianie lusterek za pomocą ekranu; to nie jest cecha wszystkich chińskich aut, bardziej nawet marek "technologicznych", tych z ambicjami, niemniej obecna w wielu modelach. Ta funkcjonalność zaczerpnięta z Tesli to bardziej dziwactwo niż problem – raz ustawiasz i masz; gorzej, gdy pożyczasz komuś samochód – zanim człowiek dojdzie, jak to zrobić, może się mocno zirytować. Na tle ogólnie nieprzemyślanej zazwyczaj obsługi "ekranowej" to nieduży problem.
- Małe bagażniki; to często efekt uboczny przestronności auta w drugim rzędzie siedzeń. No cóż... albo-albo. Prawdopodobnie Chińczycy rzadko jeżdżą na rodzinne wakacje, natomiast siedząc z tyłu, lubią poczuć się niczym prezes korporacji.
- Zaskakujące oszczędności pojawiające się tam, gdzie byś się ich nie spodziewał. Np. w Jaecoo 5 w tańszej wersji relingi dachowe mają funkcję jedynie.... "dekoracyjną". Chcesz coś wozić na dachu? Kup droższą wersję! Dość nieprawdopodobne, prawda?
- Nadmierna komplikacja wszystkiego. Niektóre rzeczy dałoby się ogarnąć jednym dodatkowym czujnikiem, ale można też pokombinować – tak jak na zdjęciu.
- W wielu modelach brak homologacji na hak holowniczy; dotyczy to zwłaszcza modeli nowych na rynku – wówczas nie podłączysz do samochodu np. bagażnika na rowery.
- Chińczycy nie przejmują się specjalnie przepisami homologacyjnymi. W najbardziej "wypasionych" modelach można oglądać podczas jazdy Netflixa, Youtube'a... Nawiasem mówiąc, taki grzech ma na sumieniu np. Xpeng; akurat, mimo dość skomplikowanej obsługi, tymi autami jeździło mi się zaskakująco dobrze. Chyba ogólna jakość robi robotę. Tej jakości, niestety, w większości spalinowych modeli z Chin bardzo brakuje.
- Często spotykaną funkcjonalnością, dla której nie potrafię znaleźć wytłumaczenia, jest sterowanie szybami z pozycji ekranu, podczas gdy samochód ma jednocześnie normalne przyciski na drzwiach. Ktoś wie, czemu to służy poza tym, że komplikuje i zaśmieca system multimedialny?
- W niektórych modelach kratkami nawiewu steruje się nie ręcznie, lecz... za pomocą ekranu – tak jak w Porsche Taycan. Jak to się zacznie sypać...
- NIektóre, nawet duże auta, są ewidentnie zoptymalizowane pod kątem osób o niskim wzroście – stąd np., nisko otwierająca się klapa bagażnika, o którą można zawadzić głową.
- Reflektory bez matrixa – zasadniczo niespotykana funkcjonalność w chińskich samochodach obecnych w Polsce: reflektory matrycowe, które w europejskiej motoryzacji powoli pojawiają się nawet w małych samochodach. Takie reflektory robią robotę – nieporównywalnie lepszą niż podstawowe modele LED-ów.
- Układy jezdne niemal wykluczające szybką jazdę: zawieszenia chińskich aut są albo twarde i konstrukcyjnie przestarzałe, albo supermiękkie, komfortowe, ale nielubiące skręcać... Wyjątki są, ale nieliczne. Dość typowym problemem budżetowych przednionapędowych SUV-ów jest słaba trakcja, czyli przyczepność podczas przyspieszania.
Co mi się podoba w chińskich samochodach?
- Dużo miejsca z tyłu plus płaska podłoga w drugim rzędzie; niestety, odbywa się to kosztem bagażnika; w modelach spalinowych wyklucza to w zasadzie napęd 4x4;
- Kolory wnętrz: w europejskiej czy japońskiej motoryzacji odważne kolory tapicerki zasadniczo zastrzeżone są dla modeli z wyższej półki. Chińscy producenci niskim kosztem osiągają efekt Wow!, proponując białe, beżowe, brązowe czy czerwone wykończenia.
- Cena: to się każdemu podoba, że duży spalinowy SUV kosztuje 130 tys. zł, a kompaktowy SUV np. 110 tys. zł. Tyle że europejscy producenci też mocno zeszli z cen i w dodatku oferują z reguły spore rabaty. No i zazwyczaj wyższą jakość.
- Ubezpieczenie na pierwszy rok za złotówkę – to popularna ostatnio promocja u importerów chińskich aut w praktyce obniża cenę samochodu o kolejne 3-5 tys. zł.
Chiński samochód – czy to się da naprawić?
Importerzy chińskich aut robią wiele, żeby przekonać nas, że tak. I zapewne w przypadku tych marek, które sprzedają dużo samochodów, problemów nie będzie. No... może poza tym, że stłuczka nawet w przypadku popularnego modelu często oznacza kilka miesięcy oczekiwania na części i naprawę. Zdaniem ludzi z branży kłopotem nie są nawet duże części jak np. błotnik czy zderzak, ale "drobnica": spinki, nietypowe zatrzaski, listewki... Coś musi być na rzeczy, bo na Otomoto jest dość sporo prawie nowych, lekko uszkodzonych "chińczyków" w zaskakująco atrakcyjnych cenach. Ktoś stracił cierpliwość czy poddał się na starcie?
Dlaczego nie kupię na razie chińskiego samochodu?
Niektóre wymienione braki czy wady chińskich aut są niemal zabawne, inne poważne, na szczęście żaden samochód nie ma ich wszystkich na raz. Niestety, nie spotkałem się dotąd ze spalinowym czy hybrydowym SUV-em z Chin, który miałby zdecydowanie więcej zalet niż wad – a przede wszystkim takim, który jest jednocześnie wygodny, łatwy w obsłudze i dopracowany pod względem ergonomii. Doceniam niektóre zaawansowane rozwiązania: dobre kamery, poziom wyposażenia bogaty w stosunku do ceny – wolałbym jednak mniej, a lepiej. Większość tych aut jeździ i działa tak, jakby ktoś je projektował w pośpiechu, nie skończył i już zaczął sprzedawać – potem się może coś poprawi jakąś aktualizacją. Tak zresztą w istocie jest – niektóre modele powstają i są wdrażane do produkcji w ciągu kilkunastu miesięcy, bez dogłębnego testowania, bo to generuje koszty i zżera czas. Niestety, nie wszystko da się poprawić aktualizacją.
Dziwi mnie, że wielu chińskich producentów chce sprzedawać u nas swoje samochody, a ignoruje europejskie przepisy, standardy i zwyczaje. Gdy już się jednak nauczą, ich samochody nie będą tańsze niż europejskie – tak myślę.
Kupując chiński samochód, warto też brać pod uwagę utratę wartości, warto mieć świadomość, że długie gwarancje są pełne wyłączeń... na razie uważam, że jeśli to możliwe, lepiej jest dopłacić do auta marki europejskiej, japońskiej czy koreańskiej. No chyba, że ktoś nie chce dopłacać – w takim wypadku warto przynajmniej wybrać mądrze, bo chińskie samochody są różne – niektóre są wyraźnie lepsze od innych.