Mniej więcej co trzeci samochód zaparkowany przy tej spokojnej uliczce ma spuszczone powietrze albo przebite opony. Na uszkodzonych samochodach ktoś przyczepił kartki: "Proszę usunąć samochód z tego miejsca parkingowego".
Posłuchaj artykułu
00:00/00:00
Audio generowane przez AI (ElevenLabs) i może zawierać błędy
Auto Świat / Maciej Brzeziński
Pod ten adres lepiej nie przyjeżdżać samochodem – parkowanie tutaj kosztuje zdecydowanie za dużo
Na końcu ulicy stoi elegancki warsztat ze stacją kontroli pojazdów, na płocie co kilka metrów tabliczki: "Parking płatny 1h — 500 zł, każda następna — 1000 zł". Ten cennik, jak się zdaje, dotyczy publicznej drogi. Wchodzę do środka.
Ulica Morelowa w Warszawie z najdroższym postojem w Polsce
Na Morelowej — jednej z ulic warszawskiej dzielnicy Białołęka — najwyraźniej występuje deficyt miejsc do parkowania, tzn. są, ale za mało. Z oznakowania nie wynika to wprost, ale inteligentny człowiek się domyśli, że parkowanie jest dozwolone jedynie wzdłuż ulicy w zatokach parkingowych. Stoi znak "zakaz zatrzymywania się", ale z tabliczką "nie dotyczy zatok". A zatoki są na tyle płytkie, że auto nie wystaje tylko, jeśli stoi wzdłuż. Ale wszyscy parkują pod kątem, żeby więcej aut się zmieściło.
Parkowanie przy tej ulicy jest legalne, ale tylko wzdłuż. Wszyscy parkują pod kątem, ale czy to daje prawo do niszczenia samochodów?Źródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
I można by pomyśleć, że jakiś miejscowy szeryf zwalcza nieprawidłowo zaparkowane samochody, jak to coraz częściej zdarza się na różnych osiedlach, gdzie powstają "straże sąsiedzkie" wzywające co kilka minut straż miejską do źle zaparkowanych samochodów. Szeryfowie chcą szybkich rozwiązań, przejezdnej drogi, ale... to chyba nie ten przypadek. Na ulicy Morelowej ktoś posunął się bardzo daleko, spuszczając powietrze z kół samochodów i przebijając im opony. Mniej lub bardziej zdemolowanych samochodów naliczyłem co najmniej 10.
Parkowanie przy Morelowej kosztuje 500 zł. Szukam kasy, by zapłacić
Takie tabliczki ktoś zawiesił na płocie warsztatu przy ulicy. To oferta czy ostrzeżenie?Źródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Na końcu uliczki znajduje się okazały warsztat i stacja kontroli pojazdów. Do zewnętrznej części ogrodzenia przymocowane są tabliczki informacyjne, jest ich kilka, co parę metrów. Wynika z nich, że parkowanie przy tej ulicy kosztuje 500 zł za pierwszą godzinę i 1000 zł za każdą następną. Można by pomyśleć, że właściciel warsztatu nie lubi, gdy ktoś parkuje pod płotem jego warsztatu, zajmując miejsce, które mogłoby być przeznaczone dla klientów. To jednak dziwne, bo ulica jest publiczna, tak przynajmniej wynika z oznakowania, więc to wygląda na jakiś absurd... niemniej tabliczki wyglądają tak, jakby wisiały tu od dawna. – Dzień dobry, gdzie się płaci za parking?
— Który parking? — pyta mnie jeden z panów siedzących w recepcji. — Ten na zewnątrz, po pięć stów za godzinę — odpowiadam. A pański samochód to który? — dopytuje miły pan. — Teraz to żaden, przyjechałem rowerem — kłamię bez mrugnięcia okiem. — Ktoś mi zepsuł auto i chciałem się z nim rozliczyć. Pan z miejsca przestaje być miły. — A, to nie wiem.
Uszkodzone samochody parkujące przy ul. Morelowej w WarszawieŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Wychodzę na ulicę i pytam starszą panią wyprowadzającą psy, czy nie orientuje się, kto tu niszczy ludziom samochody. Pani zupełnie nie jest zainteresowana rozmową, tak jakby obawiała się kłopotów. — Ja niczego nie widziałam! I ucieka.
Nieprawidłowe parkowanie — straż miejska ma pełne ręce roboty. Przebite opony to jednak temat dla policji
Uszkodzone samochody parkujące przy ul. Morelowej w WarszawieŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Mateusz Senko — radny dzielnicy Białołęka — bardzo dobrze zna temat, zgłosił go do urzędu dzielnicy. Jak mówi mi, w tym miejscu straż miejska interweniuje wielokrotnie w związku z nieprawidłowym parkowaniem. On także nagłaśnia temat na Facebooku. Wydaje się jednak, że w tym momencie jest to pora na interwencję nie tylko straży miejskiej, lecz także policji.
O ile bowiem wzywanie straży miejskiej czy innych służb do źle zaparkowanych samochodów jak najbardziej mieści się w granicach prawa, to przebijanie opon jest wykroczeniem albo przestępstwem, a tę granicę pomiędzy czynem małej wagi a całkiem poważną sprawą bardzo łatwo jest przekroczyć, być może została ona przekroczona w tym przypadku wielokrotnie.
Czy jest kara za spuszczenie powietrza z kół cudzego samochodu?
Uszkodzone samochody parkujące przy ul. Morelowej w WarszawieŹródło: Auto Świat / Maciej Brzeziński
Spuszczenie powietrza z koła cudzego samochodu jest wykroczeniem karanym grzywną do 5000 zł. Jeśli ktoś spuści powietrze z kilku samochodów na szkodę różnych osób, może być osobno karany za każdy z tych czynów. Aby tego rodzaju działalność nie stała się przestępstwem (maksymalna kara to 5 lat więzienia), całkowita wartość szkody nie może przekroczyć 800 zł. A łatwo może do tego dojść, jeśli właściciel, np. wsiadając do samochodu i nie zauważając braku powietrza, uszkodzi oponę albo tym bardziej felgę. Ma się rozumieć, że przebijając komuś oponę, limit kwotowy dzielący wykroczenie od przestępstwa przekroczyć jest bardzo łatwo: wystarczy dodać koszt opony, jej wymianę, opłatę za holowanie auta.
Odpowiedni przepis Kodeksu wykroczeń brzmi:
Art. 124. § 1. Kto cudzą rzecz umyślnie niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, jeżeli szkoda nie przekracza 800 zł, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.
§ 2. Usiłowanie, podżeganie i pomocnictwo są karalne.
§ 3. Ściganie następuje na żądanie pokrzywdzonego.
§ 4. W razie popełnienia wykroczenia można orzec obowiązek zapłaty równowartości wyrządzonej szkody lub obowiązek przywrócenia do stanu poprzedniego.
A Kodeks karny na ten temat mówi:
Art. 288. § 1. Kto cudzą rzecz niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do
użytku, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. W wypadku mniejszej wagi, sprawca podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
(...)
§ 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 następuje na wniosek pokrzywdzonego.
Czy można pobierać opłaty za parkowanie aut przy drodze publicznej?
Kolejna rzecz do wyjaśnienia spośród kilku patologii na tej ulicy to straszenie kierowców absurdalnymi opłatami za postój. Nie należy się dziwić, że autor cennika umieszczonego na kilku tabliczkach przymocowanych do płotu warsztatu samochodowego nie podpisał się pod nimi. Nie dziwi też, że — gdy ktoś deklaruje, że chce zapłacić — nie ma chętnych do pobrania pieniędzy ani wystawienia faktury. Bo też chyba nie o to chodzi, by ktoś skorzystał z tej usługi, ale by się nie zatrzymywał, zwłaszcza na dłużej, jeśli nie ma interesu na miejscu.
Dziwne jednak, że tabliczki z cennikiem, umocowane zresztą dość solidnie, wiszą tam już od dłuższego czasu. Naszym zdaniem potencjalne czerpanie prywatnej korzyści z publicznej drogi — zwłaszcza jeśli odbywa się bez umowy z jej zarządcą — jest nie do końca legalne i grożą za to bardzo wysokie kary. Tylko ile jeszcze potrwa ta sytuacja i czy stosowne urzędy zamierzają coś z tym zrobić?
Zapytany o to rzecznik Warszawskiego Zarządu Dróg Miejskich odpowiedział, że akurat ta ulica nie jest zarządzana przez ZDM (to droga zarządzana przez dzielnicę — red.), ale jego zdaniem "miejsca postojowe w pasie drogowym są ogólnodostępne, a wyłudzenie jest przestępstwem, które ściga policja". To samo pytanie — czy opisana sytuacja jest zgodna z prawem i czy zarządca drogi zamierza interweniować — zadaliśmy rzecznikowi urzędu Białołęka.
Gdy tylko dostaniemy odpowiedź, zamieścimy ją w całości. Coś nam podpowiada, że ten dość absurdalny cennik nie utrzyma się już zbyt długo.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco!
Obserwuj
nas w Google.