Mustang jest wyjątkowo lubiany przez wszystkich. Dzięki fanom motoryzacji, czytelnikom sportowych magazynów i internautom wybierany jest często jako najfajniejszy samochód sportowy, a do tego jest on najbardziej rozpoznawalnym modelem na rynku. Chyba tylko dziecko nie powie czego oznaczeniem jest galopujący koń z logo, pod warunkiem że to dziecko nie umie jeszcze mówić. Dzięki sławie Mustang jest również bardzo lubiany przez tunerów.

W związku z „fejmem” Mustanga i podatnością na tuning, na rynku jest naprawdę sporo potężnych odmian oferowanych przez wielu tunerów. Dziś przyszła kolej na model z oznaczeniem P-51 przygotowanym przez firmę Roush. Od razu zaczniemy z wysokiego C, ponieważ 5-litrowy Coyote V8 generuje 730 KM, to tak jakby do wersji seryjnej dołożyć moc Golfa R. Jakby mocy było za mało, samochód wyposażono w specjalne lekkie koła. Dla fanów akustyki wydech posiada trzy tryby pracy oraz czwarty z możliwością personalizowania za pomocą specjalnej aplikacji. Można z tego wnioskować, że może być jeszcze głośniej i brutalniej niż producent proponuje. Kupujący ma również wybór skrzyni biegów. Może zdecydować się na manualną lub automatyczną, pytanie tylko którą wybrać.

Wewnątrz niestandardowo, otacza nas brązowa skóra i niezliczona ilość dodatków dedykowanych do P-51. Za to z zewnątrz tylko szczegóły zdradzają dziką moc limitowanego Mustanga. Zaliczyć można do nich splitter na wspornikach z włókna węglowego, specjalne kolory lakierów oraz dodatkowe reflektory we wlocie powietrza do chłodnicy. Niewiele, Tobi King pewnie nie polubi.

Przyszedł czas na cenę. Pakiet P-51 kosztuje 42 500 $ plus wartość bazowego Mustanga. To nie mało natomiast w obliczu faktu, że będziemy posiadać jeden z 51 sztuk, które wyjadą z warsztatu kultowego Rousha, wydaje się nie być kwotą wygórowaną. Może ewentualne wątpliwości rozwieje 3-letnia gwarancja z limitem przebiegu 36 000 mil? Odpowiadajcie w komentarzach.