Filtry DPF obecnie stosowane nadal potrafią być irytujące, lecz i tak działają lepiej niż te sprzed 8-10 lat. Poprawiono przede wszystkim ich odporność na miejską eksploatację – zazwyczaj wystarczy jedna dłuższa trasa raz na jakiś czas, żeby układ miał możliwość samoczynnie się dopalić.

Efekt jest taki, że dziś nawet samochody jeżdżące trochę w korkach potrafią zachować interwał wypalania sadzy na poziomie 300-700 km. Jeżeli jednak procedura regeneracji uruchamia się częściej, to trzeba znaleźć przyczynę problemu. Po pierwsze, zużycie filtra. DPF z czasem się starzeje, a jego pojemność (m.in. w wyniku odkładania popiołów będących efektem dopalania sadzy) maleje.

Pomaga albo... wypad na autostradę/ekspresówkę, albo czyszczenie, ale tu uwaga – zachodzi ryzyko wypłukania metali szlachetnych, a efekt mycia z reguły jest krótkotrwały! Jeśli DPF jest zużyty (zapchany, nadtopiony), zostaje wymiana. Po drugie, stan osprzętu. Każda usterka powodująca nadmierną emisję sadzy sprawia, że dopalanie będzie uruchamiało się częściej.

Wpływ na DPF mają m.in.: zużyte wtryskiwacze, zablokowany zawór EGR, niesprawny kolektor ssący (klapki, pęknięcia), nieszczelności w dolocie. Jak poznać, że filtr się wypala? Kontrolka zapala się z reguły tylko wtedy, gdy mimo kilku prób DPF się nie zregenerował, a sam proces raczej trudno zaobserwować. O tym, że coś się dzieje, świadczy kilka objawów: wyłącza się układ start-stop, pracują wentylatory, wzrasta chwilowe spalanie, siwy dym z wydechu.