• Od 1 stycznia różne służby mają obowiązek sprawdzać stan licznika aut zatrzymanych do kontroli
  • Samo posiadanie/użytkowanie samochodu z zaniżonym przebiegiem NIE jest przestępstwem
  • Przepisy przygotowano najwyraźniej na kolanie, bez przemyślenia tego, jak będą działały w praktyce

Na tę wiadomość nie trzeba było długo czekać. Policja od 1 stycznia br. dostała nowe narzędzie w walce z oszustami licznikowymi i już dzień później ogólnokrajowe media obiegła wiadomość, że oto wykryto pierwszy samochód z oszukanym przebiegiem. Szczęśliwcem okazał się kierowca Peugeota Partnera, który najpierw przekroczył prędkość i został zatrzymany przez czujnych funkcjonariuszy z Myślenic, a potem dowiedział się, że w jego aucie licznik wskazuje o niemal 50 tys. km mniej niż podczas ostatniego badania okresowego. Kierujący autem, jak zeznał, nie miał pojęcia, skąd wzięła się rozbieżność i kto mógł być sprawcą zamieszania. Sprawa trafiła więc dalej, a Komenda Powiatowa w Myślenicach wszczęła postępowanie wyjaśniające.

Potem poszło już szybko, bo każdy nowy dzień przynosił nowe rekordy, wobec których Peugeot spod Myślenic to pikuś, bo np. już kilka dni później pod Augustowem ujawniono VW Passata B5, w którym w niewyjaśnionych okolicznościach z licznika „wyparowało” solidne 329 tys. km. Kierujący autem – tak jak i ten spod Myślenic – nie potrafił wyjaśnić owego „cudu”, został więc zatrzymany (!). Niewiele później w mediach furorę zrobił autobus z przebiegiem zaniżonym o ok. pół miliona kilometrów... I tak dalej.

Policja sprawdza przebiegi – co mówią przepisy?

Art. 306a Kodeksu Karnego: zmiana wskazania drogomierza lub ingerencja w prawidłowość jego pomiaru.

§ 1. Kto zmienia wskazanie drogomierza pojazdu mechanicznego lub ingeruje w prawidłowość jego pomiaru podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

§ 2. Tej samej karze podlega, kto zleca innej osobie wykonanie czynu, o którym mowa w § 1.

§ 3. W wypadku mniejszej wagi, sprawca czynu określonego w § 1 lub 2,podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Od końca maja 2019 r. cofanie i zlecenie cofnięcia licznika kilometrów to przestępstwa zagrożone karą więzienia do 5 lat. Z kolei od 1 stycznia br. – jak już wspomnieliśmy – policja ma obowiązek weryfikowania stanu licznika w każdym samochodzie zatrzymanym do kontroli (uwaga: dotyczy to też innych służb uprawnionych do przeprowadzania kontroli, np. Straży Granicznej oraz ITD!). Zaostrzenie prawa miało uzasadnienie, bo korygowanie wskazań drogomierzy to choroba tocząca nasz rynek wtórny od wielu lat. Czy jednak w ten sposób uda się wyeliminować ten proceder?

Śmiemy wątpić, bo przepisy przygotowano najwyraźniej na kolanie, bez przemyślenia tego, jak będą działały w praktyce. Po prostu rząd ma teraz podkładkę, że coś robi, i premier czy któryś z ministrów przy najbliższej okazji będą mogli się pochwalić, że „walczą z mafiami i oszustami”. Tyle że na tej walce ucierpieć głównie mogą nieświadomi użytkownicy „przekręconych aut”, oszuści pozostaną bezkarni, a policja zawalona dodatkowymi zadaniami nie będzie miała czasu na rzeczywiście potrzebne działania. Bo przecież dane zapisywane przez diagnostów podczas obowiązkowych badań można na bieżąco śledzić w systemie CEPiK i jeśli ktoś uprawia proceder polegający na cofaniu wskazań drogomierza np. na dzień przed wizytą w SKP, to i tak specjalnie obawiać się nie musi.

Poza tym wykrycie przestępstwa to jedno, ale co z jego udowodnieniem? Co z ludźmi, którzy nieświadomie kupili „cofnięte” auto i wpadli? Co z rozbieżnościami wynikającymi z pomyłki diagnostów – o błąd podczas wpisywania przebiegu do CEP naprawdę nietrudno! Pewne jest jedno: na kierowców padł blady strach, policjanci i prokuratorzy już nie wiedzą, jak mają sobie poradzić z napływem nowych spraw. Jak odnaleźć się w nowej sytuacji na rynku aut używanych? Odpowiadamy na wszystkie kluczowe pytania.

Policja sprawdza przebiegi – co dokładnie zmieniają nowe przepisy?

Zasadnicze różnice są dwie: po pierwsze, kiedyś przestępstwem było zatajenie faktu cofnięcia licznika w chwili sprzedaży i osiągnięcie z tego tytułu korzyści finansowej. Od 25 maja 2019 r. przestępstwem, zagrożonym karą do 5 lat za kratami, jest zlecenie lub samo cofnięcie licznika. Po drugie, od 1 stycznia br. podczas każdej kontroli drogowej odpowiednie służby zapiszą (dokumentacja fotograficzna) w bazie stan licznika i porównają go z tym, co widnieje w systemie CEP.

Policja ujawniła cofnięty licznik w aucie, którym jadę. Jakie będą konsekwencje?

To zależy... od sytuacji. Na pewno należy spodziewać się wszczęcia dochodzenia (patrz dalej), ale znamy też takie przypadki, gdy po ujawnieniu auta z cofniętym licznikiem kierowca został zatrzymany do wyjaśnienia. Nie ma w zasadzie znaczenia, czy chodzi o pojazd, który jest własnością kierowcy, czy nie (np. służbowy). Mandat karny? Nie będzie, przynajmniej do chwili ustalenia sprawcy. Pamiętaj: sam fakt posiadania/użytkowania auta z zafałszowanym drogomierzem NIE jest przestępstwem, a cofnięcie licznika musi zostać udowodnione konkretnej osobie. I to najsłabszy punkt nowych przepisów, bo udowodnienie czegoś komukolwiek może być trudne.

Warto też pamiętać, że prawo nie działa wstecz i jeżeli ujawnione cofnięcie licznika miało miejsce przed wejściem nowych przepisów w życie, czyli przed 25 maja 2019 r., to nie powinno w tym wypadku być mowy o przestępstwie.

W praktyce prawdopodobieństwo, że ktoś przyłapany w aucie ze „skręconym licznikiem” zostanie skazany, nie jest wcale duże, ale i tak nieprzyjemności i kłopotów będzie z tego co niemiara. Dlaczego? Przede wszystkim samochód jako dowód domniemanego przestępstwa może zostać zabezpieczony i trafić na policyjny parking. I raczej długo na nim postoi, bo będzie go musiał zbadać uprawniony biegły. To potrwa, bo lista takich przypadków do zbadania z dnia na dzień się wydłuża – lepiej nastawić się na to, że będą to nie tygodnie, lecz długie miesiące.

Oczywiście, kierujący autem i jego właściciel (jeśli to nie on siedział za kierownicą) będą musieli zostać przesłuchani albo przez policjantów, albo przez prokuraturę – albo i tu, i tu. Jeśli w zeznaniach pojawią się jakiekolwiek punkty zaczepienia, sprawa trafi do sądu. Ile to potrwa? Przez tzw. reformę sądownictwa czas rozpatrywania spraw się wydłużył, a wobec setek lub nawet tysięcy nowych spraw z paragrafu „o przebieg” sytuacja raczej w najbliższym czasie się nie poprawi.

Jeśli więc prokuratura przez przypadek nie trafi na dowody uprawdopodobniające, że ktoś celowo przebieg zmienił, to sprawa prawdopodobnie zostanie umorzona z powodu niewykrycia sprawcy. Później użytkownikowi pozbawionemu możliwości korzystania z własnego samochodu pozostanie dochodzenie roszczeń z tytułu poniesionych z tego powodu strat (koszt pojazdu zastępczego, szkody powstałe w nieprawidłowo przechowywanym pojeździe, utrata korzyści itp.).

Co w sytuacji, gdy podczas zakupu auta odkryłem, że licznik został cofnięty, albo – co gorsza – zorientowałem się dopiero po fakcie?

Jeśli umowa nie została jeszcze podpisana, to... decyzja należy do kupującego. Może od zakupu odstąpić, świadomy ceregieli, które czekają kogoś, kto zostanie zatrzymany w aucie z oszukanym przebiegiem. Ma też jednak pełne prawo takie auto kupić, oczywiście, na własne ryzyko. W obu wypadkach musimy zdecydować, czy zgłaszamy fakt cofnięcia licznika odpowiednim służbom, czy nie. Jeśli oszukany licznik wykryjesz już po zakupie, przysługują ci takie same prawa, jak dotychczas, z rękojmią na czele.

Odkryłem w moim aucie oszukany przebieg. Czy mogę ustawić prawdziwy?

Teoretycznie nie. Jakakolwiek ingerencja we wskazania drogomierza jest zabroniona, także ta mająca na celu „naprawienie” błędu/oszustwa.

W moim aucie zepsuł się licznik i jest nieczytelny – co dalej? Co w sytuacji, gdy z tego powodu wymienię drogomierz i jego wskazanie będzie inne od oryginalnego?

Jeżeli mundurowi stwierdzą, że w danym pojeździe licznik jest nieczytelny lub nie działa, zapewne podejmą decyzję o zatrzymaniu dowodu rejestracyjnego. Jeśli licznik zostanie wymieniony na nowy/inny, to mamy 14 dni na to, by zgłosić się do SKP i dokonać odpowiedniej korekty w systemie. Można co prawda taką wymianę przeprowadzić samemu, ale lepiej zlecić to warsztatowi i uzyskać potwierdzenie wykonania usługi.

Co w aucie, w którym doszło do wyzerowania licznika ze względu na brak możliwości wyświetlenia wartości wyższych niż np. 299 999 km?

Naszym zdaniem należy postąpić podobnie, jak w wypadku wymiany drogomierza, czyli w ciągu 14 dni zgłosić się do stacji kontroli i poinformować o zaistniałym fakcie. Warto pamiętać, że wiele starszych aut ma 5-cyfrowe liczniki – już co 99 999 km liczą przebieg od nowa. W niektórych modelach wyposażonych w liczniki cyfrowe są one skonfigurowane tak, że po określonym przebiegu zaczynają liczyć od nowa (np. VW Golf III).

Zauważyłem dopiero po opuszczeniu SKP, że diagnosta wpisał błędny przebieg. Co dalej w takiej sytuacji?

To się, niestety, zdarza, i to dość często. Wobec tak dużej liczby cyferek diagności muszą się w pewnym momencie pomylić. Ważne: jeżeli po zakończeniu badania wykryjesz niezgodność – zawsze warto skontrolować wydruk, który przekazuje diagnosta! – masz w zasadzie jedno wyjście: powrót do SKP i zmiana danych w systemie CEP. Dobra wiadomość jest taka, że diagnosta ma możliwość skorygowania danych w bazie.

Uwaga: jeżeli pomyłkę diagnosty wykryje dopiero policjant podczas kontroli, a kierujący pojazdem jako przyczynę rozbieżności wskaże właśnie błąd pracownika SKP, to prokuratura wezwie na przesłuchanie diagnostę. Pół biedy, gdy faktycznie doszło do pomyłki i sytuację uda się wyjaśnić, ale co w przypadku, gdy diagnosta zostanie niesłusznie oskarżony? Kierujący pojazdem wskaże diagnostę, ten zezna, że danego auta na oczy nie widział – i co dalej? No właśnie...

Czy sprawdzane będą też samochody jadące na lawetach do Polski?

Wskazania drogomierzy często zmieniają się, jeszcze zanim dany pojazd przekroczy granicę kraju lub wkrótce potem. Nie są to więc auta zarejestrowane w Polsce, a to z kolei oznacza, że nie figurują w CEP i wskazań drogomierza nie ma z czym porównać. Ale – jak się okazuje – polskie służby systematycznie zatrzymują na granicy lawety wjeżdżające do kraju, zapisują odczyt licznika oraz numer VIN i wprowadzają te dane do bazy CEP (!). I to w zasadzie jeden z nielicznych aspektów nowych przepisów, który ma szansę ucywilizować nasz rynek wtórny. Nieuczciwi handlarze będą musieli teraz zlecać korekty jeszcze za granicą – a to też ryzykowne. Inna sprawa, że zaraz zacznie być tak, że transportowany lawetą samochód jest zamknięty, a kierowca lawety/lory – zupełnie przypadkiem – kluczyków od niego nie ma. I wcale ich mieć nie musi.

Jeżeli z kolei na lawecie stoi samochód z polskimi numerami (lub jest holowany!), to wówczas mundurowy też ma możliwość weryfikacji stanu licznika. Uwaga: kontrola auta przewożonego/holowanego jest fakultatywna – w przeciwieństwie do obowiązku wpisania do CEP stanu licznika auta, które porusza się o własnych siłach.

Policja sprawdza przebiegi – naszym zdaniem

Przepisy dotyczące karania za zmianę wskazań licznika przebiegu to kolejny, stworzony naprędce prawny bubel, którego autorzy nie mieli pojęcia o tym, czego nowe prawo ma dotyczyć. Sytuacji na rynku aut używanych nie poprawią! Licznik przebiegu to nie urzędowy dokument, lecz jedynie jeden z przyrządów auta.

To, że przebiegi są odnotowywane na przeglądach i że w ramach każdej kontroli policjanci mają odnotowywać przebieg i wpisywać go do ogólnodostępnej części bazy CEPiK, ma rzeczywiście sens, bo dzięki temu potencjalny nabywca z większą szansą zweryfikuje to, czy kilometrów przybywało w wiarygodnym tempie.

Problemem jest jednak pochopnie wprowadzona karalność samego zabiegu zmiany wskazań licznika – jeśli bowiem policjant odnotuje jakąkolwiek nieścisłość we wskazaniach drogomierza, musi uruchomić całą biurokratyczną machinę, której działanie będzie podatników kosztowało krocie. Odholowanie auta, policyjny parking, przesłuchanie świadków, koszty ekspertyz biegłych i przygotowania dokumentów procesowych, postępowanie sądowe... – to wszystko kosztuje czas i pieniądze.

Tak naprawdę najbardziej poszkodowani będą ci, którzy kupili „lewe” auto w dobrej wierze, bo oszuści albo „przekręcą” licznik sprytnie, albo przepuszczą je przez kilku kolejnych „słupów”, przez co dotarcie do sprawcy będzie niemożliwe. Wcześniejsze uregulowania, które pozwalały karać osoby sprzedające auta z zaniżonym przebiegiem, byłyby wystarczające, gdyby tylko odpowiednie służby chciały je rzeczywiście stosować.

Już teraz policjanci nieoficjalnie przyznają, że nowe przepisy sprawiają tyle problemów, że na dłuższą metę albo będą musiały być zmienione, albo sprawy będą ekspresowo umarzane, albo też – nieoficjalnie – funkcjonariusze będą wykonywali niemal wszystkie kontrole pod pozorem przesiewowych badań trzeźwości, podczas których przebiegów sprawdzać nie trzeba.