• Każdy sprzedawca domyślnie odpowiada za wady samochodu względem kupującego
  • Sprzedawca odpowiada nie tyko do wysokości wartości samochodu – w razie ujawnienia się wady, może być pociągnięty do odpowiedzialności za straty, jakie w związku z wadą poniósł kupujący
  • Tylko osoba prywatna może, sprzedając auto, ograniczyć lub wyłączyć odpowiedzialność z tytułu rękojmi – ale nigdy po fakcie

Sąd w Kielcach wydając wyrok, nie wykazał zrozumienia dla sprzedawcy Opla, nie wziął też pod uwagę faktu, iż sprzedawca wraz z kupującym przed zawarciem umowy odwiedzili stację diagnostyczną, gdzie wyszły na jaw drobne braki, które były powodem obniżki ceny. Nie pomógł sprzedawcy także zapis w umowie, że „kupujący zapoznał się ze stanem technicznym pojazdu” ani to, że sprzedawca stwierdził, że nie wiedział o wadzie. Dlaczego? Bo takie jest prawo! Stwierdzenie, że sprzedawca „nie wiedział” o wadzie, wręcz go pogrążyło: skoro on nie wiedział, to kupujący także nie mógł wiedzieć...

Zgodnie z prawem sprzedawca odpowiada za stan sprzedawanego towaru, nawet jeśli jest to rzecz używana, a wartość auta nie jest górną granicą odpowiedzialności sprzedawcy. Mało tego: za wady używanego samochodu odpowiada na zasadzie rękojmi nie tylko zawodowy handlarz, lecz także prywatny sprzedawca – i to niezależnie od tego, czy zna wszystkie wady pojazdu czy też nie.

Sprzedałeś auto? Odpowiadasz za jego wady przez dwa lata!

Foto: Auto Bild
Dla sprzedającego lepiej, żeby kupujący wiedział o wszystkich wadach...

Domyślnie sprzedający samochód (a także każdą inną rzecz) odpowiada za wady tego auta przez dwa lata od zawarcia transakcji. Wadę należy rozumieć jako niezgodność z umową – czyli, najogólniej rzecz biorąc, samochód nie jest taki, jaki miał być albo nie nadaje się do celu, do którego powinien się nadawać. Nie ma problemu, jeśli kupujący wiedział o wadzie w chwili, gdy zawierano transakcję. Na to, że kupujący wiedział o wadzie, sprzedawca powinien jednak mieć dowód – np. zapis na umowie lub fakturze. Ważne: rękojmia za wady pojazdu to nie to samo co gwarancja. Wada musi być istotna, rękojmia nie dotyczy rzeczy mało istotnych. Wada musi tkwić w sprzedanym aucie już w chwili zawierania umowy, ale jeśli kupującym jest konsument, przyjmuje się, że jeśli wada wystąpi w ciągu roku od transakcji, to sprzedawca musi udowadniać, że wada pojawiła się później. Jeśli po zawarciu transakcji auto trafi do warsztatu i okaże się, że samochód wymaga istotnych nakładów (czy to naprawy jednego kosztownego podzespołu czy też licznych drobnych poprawek, które składają się na pokaźny rachunek), to... sprzedawca może mieć problem. Pod warunkiem, że kupujący wie, do czego ma prawo.

Co może nabywca auta z wadą?

Jeśli już po kupnie okaże się, że samochód wymaga istotnych nakładów, nowy właściciel może poprosić sprzedawcę o obniżenie ceny albo odstąpienie od umowy. Obniżenie ceny powinno być adekwatne do wady, ale... często sprzedawcy bardziej opłaca się od razu zwrócić pieniądze za auto i dotychczasowe koszty kupującego (np. koszt rejestracji auta) i zabrać samochód. Przykład? W 2016 roku sąd w Świdnicy nakazał byłemu właścicielowi starego Volvo zapłatę 7 tys. zł na rzecz kupującego, który dwa lata wcześniej kupił od niego ten samochód. W ogłoszeniu sprzedający napisał „silnik suchy, skrzynia sucha, stan bardzo dobry”. Gdy okazało się, że auto wymaga licznych napraw, kupujący chciał zwrotu kosztów tych napraw lub odstąpienia od umowy – na tym etapie gotów był się dogadać. Sprzedawca się nie zgodził. Nowy właściciel naprawił auto za kwotę równą cenie zakupu, a następnie wystawił sprzedawcy rachunek. Po dwóch latach, na mocy wyroku sądu, sprzedawca musiał żądaną kwotę zapłacić wraz z odsetkami. Auto jednak już do niego nie wróciło.

W przypadku „kieleckim” sprzedający miał jeszcze gorzej: sprzedał samochód taksówkarzowi, a ten „skasował go” także za czas, w którym nie mógł zarabiać, wożąc ludzi kupionym samochodem. Stąd kwota do zwrotu: 30 tysięcy złotych.

Musisz wiedzieć: jeśli kupiłeś samochód z wadą, wszelkie żądania do sprzedawcy kieruj pisemnie, listem poleconym lub mailem!

Był w warsztacie, napisał, że zapoznał się ze stanem...

Niejednokrotnie zdarza się, że osoba kupująca używany samochód od handlarza trafia do warsztatu zaprzyjaźnionego z komisem, gdzie dowiaduje się, że auto jest idealne, choć w istocie jest to złom. Aktualnie obowiązujące prawo bardzo dobrze chroni kupujących przed takim zjawiskiem. Zwrot „zapoznał się ze stanem technicznym” umieszczony na fakturze nie ma skutków prawnych! Jeśli kupującym jest konsument, komis nie może wyłączyć odpowiedzialności z tytułu rękojmi – nie może i już. Komis może – jeśli chodzi o rzeczy używane – ograniczyć czas trwania rękojmi z 2 lat do roku – i tyle. Ograniczenie to musi mieć formę pisemną np. w formie wyraźnego zapisu na fakturze. To, że kupujący był w warsztacie przed kupnem i samochód został zbadany, nie ma znaczenia – co więcej, działa na korzyść kupującego. Kupujący, który jest konsumentem, nie ma jednak obowiązku wizyty w warsztacie przed kupnem. Kupujący auto na firmę powinien jednak skorzystać z usługi warsztatu przed podpisanie umowy.

Na zgłoszenie wady kupujący będący konsumentem ma rok od jej stwierdzenia.

Czy sprzedawca prywatny też może mieć problem z niezadowolonym kupującym?

Foto: Marek Korlak / Auto Świat
Nie zaniżaj kwoty na umowie – to się kupującemu nie opłaca

Sytuacja osoby prywatnej, która sprzedaje używane auto, tym różni się od sytuacji handlarza, że w transakcji z prywatnym sprzedawcą strony mogą odpowiedzialność z tytułu rękojmi ograniczyć (np. w czasie) lub całkowicie wyłączyć. Wystarczy zapis w umowie: strony postanowiły, że zasady odpowiedzialności sprzedającego z tytułu rękojmi nie mają zastosowania do niniejszej umowy. Tak to działa, chyba że... sprzedający dopuścił się oszustwa, np. z premedytacją zamaskował wadę – wtedy rękojmia działa tak, jakby nikt jej nie wyłączył.

Jak sobie radzą handlarze i jak nie dać się oszukać?

W Niemczech, gdzie podobne przepisy chroniące kupujących wprowadzono dużo wcześniej niż w Polsce i gdzie kupujący są bardzo świadomi swoich praw, w bardzo wielu komisach stoją samochody z napisem „Tylko na eksport”. Oznacza to, że dany pojazd handlarz chętnie sprzeda Polakowi albo innemu obcokrajowcowi, ale rodakowi, którego chroni rękojmia – już nie! Niektóre modele aut, np. bogato wyposażone BMW serii 7, są sprzedawana głównie na eksport – niby rękojmia to nie gwarancja, niby auto jest w porządku, ale jednak jest ryzyko, że zepsuje się zaraz za bramą. Jeśli takie auto kupuje jednak Niemiec, jest uprzedzany na wszelkie sposoby, że kupuje auto „z miną”. A w Polsce?

Chcesz mieć ochronę? Nie oszukuj urzędu skarbowego!

W Polsce handlarze mają lepsze, choć karalne, sposoby na uniknięcie odpowiedzialności: najczęściej stosowana metoda to zaniżanie kwoty na fakturze za zgodą kupującego. Panie, wpiszemy 15 zamiast 25 tysięcy, Pan nic nie straci, a ja wyjdę na swoje, bo jak nie, to muszę wziąć więcej... I kupujący się godzą. A potem, gdy zgłaszają problem, handlarz mówi: to odstąpmy od umowy, ja zwrócę te 15 tysięcy... Na takie transakcje lepiej się nie godzić – kupujący, który uczciwie kupuje auto, jest chroniony przez prawo lepiej niż mu się wydaje! Rada: jeśli już zgodziłeś się na zniżenie kwoty na fakturze, masz prawo iść do urzędu skarbowego i złożyć „czynny żal”, przyznając się do współudziału w czynie zabronionym. W takiej sytuacji osoba zgłaszająca „czynny żal”, jeśli zrobiła to, zanim urząd dowiedział się o przestępstwie z innego źródła, może liczyć na anulowanie lub nadzwyczajne złagodzenie kary (np. 50-złotowy mandat). Po załatwieniu tej sprawy można już bezpiecznie poprosić sprzedawcę wadliwego samochodu o obniżenie ceny ub odstąpienie od umowy...