Do dyspozycji mamy przyczepy kempingowe, samochody przystosowane do spania (kampery) oraz mieszkalne nadstawki do pikapów. Warto zaznaczyć, że wszystkie te produkty mają całkowicie odmienne cechy i skierowane są do różnych grup odbiorców. Nie wszystkie też nadają się do turystyki w naszym rozumieniu – czyli beztroskiego poznawania takich krajów, jak Rumunia czy Albania, gdzie drogi szutrowe „znajdują się same”.

Podróżowanie w ten sposób jest tanie, jeśli nie korzystamy z kempingów (szczególnie na Zachodzie Europy). Mimo to karawaningu raczej nie należy traktować jako oszczędnych wakacji, bardziej jako sposób na życie.

Najtańszym i najpopularniejszym sposobem na przygodę z karawaningiem są przyczepy. Używaną bez problemu kupimy już za kilka tysięcy zł, ale lepiej myśleć o kwocie kilkunastu tysięcy – przyczepa będzie wtedy znacznie młodsza, np. z końca lat 90. Spyta ktoś: co ma przyczepa do off-roadu i „naszej” turystyki? Pomijając bardzo rzadkie przyczepy off-roadowe – i tak całkiem sporo. Przyczepę pociągnąć można zwykłym autem (4-osobowa ma masę całkowitą około 1,2 t), ale terenówka lepiej sprawdzi się w roli holownika. Poza tym w ciekawy sposób połączymy rodzinne wczasy nad morzem z krótkimi wypadami w teren, korzystając chociażby z tras, które publikujemy w „AŚ 4x4”.

Kolejnym etapem wtajemniczenia są kampery. Niestety, kosztują znacznie więcej niż przyczepy, a na co dzień (poza urlopem) są praktycznie nieprzydatne. To doskonałe rozwiązanie, gdy w podróży nie zatrzymujemy się na dłużej w żadnym miejscu. Zdecydowanie wygrywamy dzięki temu z przyczepą, z którą jeździ się wolniej i mniej komfortowo.

Klasyczny kamper ma mizerne właściwości terenowe i często określany jest pogardliwie „autobusem”. Możliwości rosną, gdy kamper ma napęd 4x4, ale – z naszego punktu widzenia – znacznie lepiej dysponować „mieszkaniem” na typowo terenowym podwoziu. Niestety, takie konstrukcje, umożliwiające podróż po naprawdę trudnych drogach kosztują majątek. Można taniej? Okazuje się, że tak. Ciągle niedocenianym rozwiązaniem są w Polsce kempingowe nadstawki do pikapów.

Oczywiście nie zagwarantują tyle miejsca i komfortowych dodatków co kamper, ale zdecydowanie przewyższają takie auta zdolnościami terenowymi. Wydaje się, że to niemal idealny sposób turystyczego zwiedzania Albanii czy Ukrainy. Warunkiem jest posiadanie pikapa, ale można przecież korzystać z niego na co dzień. Demontaż nadstawki (np. na kempingu) trwa kilkanaście minut, zaś mocne podwozie bez kłopotu wytrzyma ważącą około 400-500 kg nadbudowę. Pikap może też pociągnąć przyczepę – np. z łodzią.

Wybierając przyczepę (podobnie kampera czy nadstawkę), przede wszystkim musimy zdecydować się na wielkość. Z jednej strony chcemy jak największej powierzchni (sprawdzić trzeba liczbę miejsc do spania), z drugiej – większe oznacza droższe, trudniejsze w manewrowaniu i cięższe, czyli bardziej wymagające dla holownika. W przypadku nadstawek o wielkości decyduje skrzynia (Single Cab, Double Cab) oraz model (najczęstszy podział to: Defender, amerykańskie i „reszta świata”). Ważnym elementem jest też wyposażenie, które ma kolosalny wpływ na ostateczną cenę. Podobnie jak w samochodach staje się ono coraz bogatsze. Niemal standardem jest ogrzewanie.

Polecamy gazowe – niedrogie w eksploatacji i wydajne. Pozwala korzystać z pojazdu właściwie przez cały sezon. Nie jest to jeden piecyk stojący na środku przyczepy, a raczej centralne ogrzewanie z licznymi nawiewami. Standardem są lodówki, kuchenki i WC (toaleta z wkładem chemicznym). Popularne „ekstrasy” to prysznic (w nadstawce) czy baterie słoneczne. Znacznie rzadziej spotkamy postojowe klimatyzatory. Fantazje mogą sięgać skórzanego wykończenia, systemów audio itp. Na kempingach łatwo podłączyć się do instalacji elektrycznej 220V, znacznie trudniej do instalacji wodnej.

Sens kupowania pojazdu kempingowego na jeden wyjazd w roku jest oczywiście dyskusyjny – znacznie korzystniej wychodzi wypożyczenie. Bez kłopotu wynajmiemy kampera. Zazwyczaj to prawie nowe egzemplarze, niestety, cena nie jest niska. W sezonie letnim doba kosztuje około 600 zł. Przez dwa tygodnie wydatki będą więc niemałe. Wypożyczając kampera, trzeba liczyć się z koniecznością wpłacenia kaucji (nawet około 5000 zł) na poczet ewentualnych uszkodzeń, które – niestety – zdarzają się dość często.

Z pewnością trzeba podczas umawiania się (już na etapie rezerwacji) dokładnie określić, jakie uszkodzenia obejmuje ubezpieczenie, za jakie zaś płacić będziemy z własnej kieszeni. Znacznie taniej wynająć przyczepę (200 zł za dobę za prawie nowe egzemplarze, nawet 70 zł za tanie, starsze), często można to zrobić np. bezpośrednio na kempingu (wymaga wcześniejszej rezerwacji).

Najtrudniej o wypożyczenie nadstawki do pikapa. Do tych kosztów trzeba dodać „placowe” – pola w mniej obleganych miejscach za dzienny pobyt 4-osobowej rodziny (2+2) życzą sobie minimum 50 zł (z podłączeniem do prądu itp.). Na zachodzie Europy, a nawet w Chorwacji rachunek szybko dojdzie do 50 euro/dzień, ale standard kempingów zazwyczaj jest tam wyższy.