Zmagania w sezonie 2011 dobiegły końca i kolejny raz mistrzem Polski został zagraniczny kierowca. Może wydaje się to trochę dziwne, ale biorąc pod uwagę, że w tym sporcie jesteśmy „najmłodsi” z grona – w pełni uzasadnione.

Podsumowując tegoroczne zmagania okazuje się, że w środkowoeuropejskim Cross Country zaszły pozytywne zmiany. Mimo kryzysu na trasach wciąż pojawia się wielu zawodników, poziom zmagań rośnie, podobnie jak wymagania sprzętowe. Wygrywają ci, którzy dysponują naprawdę dobrymi autami i doświadczeniem. Węgrom i Czechom po piętach zaczynają jednak deptać Polacy.

Miło obserwować Sławka Wasiaka, który wreszcie dopracował swoje Mitsubishi Pajero, czy Konrada Sobeckiego (jeździ krótko, ale efektywnie). Szkoda, że coraz rzadziej widać Włodzimierza Grajka i Mariusza Ryczkowskiego, którzy także posiadają konkurencyjne auta. W siłę rośnie kategoria produkcyjna T2, która nie wymaga przesadnie dużych budżetów. Oko cieszyć można rywalizacją w gronie aut o podobnej specyfikacji, patrzeć jak biją się: Molgo, Szwagrzyk, Chodzeń i Więcławek. Niestety, rzadziej na rajdowych trasach pojawiają się inni kierowcy, jak Krzysztof Hołowczyc.

Warto zmienić wyobrażenie o RMPST, bo w tej dziedzinie dużo zmieniło się na plus. Po obserwacjach tego sezonu i porównaniu do lat ubiegłych cieszy fakt, że z 7 rund wypadła tylko jedna i to najbardziej oddalona. Świetnym pomysłem są rozgrywki strefy FIA CEZ, bo ciężar organizacji rund dzielony jest w międzynarodowych klubach. Inaczej mielibyśmy tylko dwie rundy w roku, a to za mało. Ponadto zdrowa konkurencja działa pobudzająco i nie ma się co boczyć, że mistrzem został Węgier.

Nasze doświadczenia są większe z rundy na rundę. Czuć, że w Polsce ten sport coraz badziej się rozwija, a w jego promocji udział bierze Krzysztof Hołowczyc, Adam Małysz i inni entuzjaści. Powstanie Rajdowego Pucharu Polski Cross Country jest ciekawym pomysłem, bo tym, którzy chcą konkurować w polskim gronie, daje możliwość na tytularne zwycięstwo. Kibicować trzeba temu i innym pomysłom, takim jak ściągnięcie do Polski Pucharu Świata FIA, bo to nie tylko podnosi prestiż zawodów, ale i rozwija sport motorowy. Kto z nas nie chciałby oglądać takich sław jakie pojawiają się np. w Hiszpani.