Tylko 9 sekund upływa do chwili otwarcia drzwi auta, po kolejnych siedmiu silnik już pracuje, po niespełna pół minuty po samochodzie na podwórku nie ma już nawet śladu. Żadnego brzęku tłuczonej szyby, żadnego majstrowania przy zamkach, żadnego iskrzenia przewodami wyrwanymi spod stacyjki! Po prostu złodziej wsiadł do auta i nim odjechał. Na nagraniu z kamery monitoringu widać dokładnie, że kradzież przebiegła jak po maśle. Jak to możliwe? Tajemnica tkwi w wyposażeniu auta. W widocznym na zdjęciach BMW 520d zamontowano system Keyless Go, czyli tzw. dostęp bezkluczykowy – w nowych pojazdach z wyższej półki to już w zasadzie oczywistość.

W chwili gdy kierowca dotyka klamki drzwi, nowoczesny samochód wysyła do kluczyka zapytanie o kod dostępu, a kluczyk na nie odpowiada. Zabezpieczeniem przed nieupoważnionym dostępem, oprócz zmiennego kodu, jest bardzo ograniczony zasięg tej komunikacji – standardowo wynosi około 1 m od drzwi pojazdu. Dla dobrze przygotowanych przestępców takie zabezpieczenie nie stanowi jednak żadnej przeszkody, bo żeby je obejść, wystarczy specjalne urządzenie, a w zasadzie zestaw urządzeń wydłużających zasięg takiej komunikacji.

Jedno z urządzeń musi się znajdować w pobliżu kluczyka, drugie – obok auta. W momencie gdy samochód wysyła sygnał, jest on przechwytywany i natychmiast transmitowany do urządzenia znajdującego się przy kluczyku. Kiedy kluczyk odpowie na zapytanie, sygnał z niego trafia do urządzenia w pobliżu auta. Możecie więc np. siedzieć w kawiarni z kluczykami w kieszeni i wystarczy, że obok was stanie na chwilę przestępca z ukrytym w torbie transmiterem, a jego wspólnik w tym samym momencie podejdzie do waszego auta, żeby bez wzbudzania podejrzeń wsiąść do niego i bez żadnych przeszkód po prostu odjechać.

A co, kiedy auto wyjedzie poza zasięg przedłużonej w ten sposób transmisji? W zasadzie nic – na desce rozdzielczej zapali się tylko komunikat o tym, że samochód utracił kontakt z kluczykiem. Przepisy nie pozwalają jednak, żeby w takiej sytuacji jadące auto mogło się zablokować, za to po wyłączeniu silnika nie da się go już ponownie uruchomić. W przypadku pojazdu, który dotarł już do złodziejskiej dziupli, to przecież nie problem.

Z takiego sprzętu korzystają zresztą nie tylko złodzieje, lecz także np. tajne służby, kiedy muszą w dyskretny sposób dostać się do auta. Całość mieści się w dwóch niepozornie wyglądających torbach na laptopa.

O zaprezentowanie możliwości tych urządzeń poprosiliśmy Udo Hagemanna, zajmującego się doradztwem w zakresie bezpieczeństwa. Do testów wybraliśmy dziesięć nowych aut różnych marek: BMW 220i Active Tourer, Mercedesa C 300 coupé, Renault Clio Grandtoura, Volvo XC60, Mazdę 6, Audi A4, Range Rovera Evoque’a, Kię Carens, VW Passata i Forda Kugę. Oczywiście, wszystkie z systemem dostępu bezkluczykowego.

Na pierwszy ogień poszło Renault Clio: nasz dziennikarz z dala od auta, z kluczykiem w ręce i torbą ze sprzętem przedłużającym zasięg komunikacji na ramieniu, a przy samochodzie fachowiec od pokonywania zabezpieczeń z drugą walizką. To działa! Zamek otwiera się, silnik można uruchomić. To samo z Fordem Kugą. Wyjątkowo sprawnie zestaw poradził sobie z zabezpieczeniami BMW. Komunikacja odbywa się dokładnie na tej częstotliwości, do której mam dostrojony mój zestaw – twierdzi ekspert. Przypadek? Jeśli chodzi o pojazdy Volvo i Audi, to procedura trwa nieco dłużej, ale efekt jest ten sam. Odporny na taką formę ataku okazał się jedynie Mercedes, i to z kilku powodów: w tym modelu komunikacja odbywa się na nietypowej częstotliwości, system bezkluczykowy obsługuje tylko rozruch silnika, do otwarcia drzwi konieczne jest naciśnięcie przycisku na pilocie, a odbiornik sygnałów w aucie można łatwo wymontować.

Według Hagemanna nie są to jednak przeszkody nie do pokonania. Profesjonalny zestaw użyty do naszego eksperymentu nie jest tani, bo kosztuje ok. 35 000 euro, czyli ok. 152 000 zł. Z drugiej strony nawet jedno otwarte nim auto może być znacznie droższe. W dodatku wprawny elektronik może stworzyć podobne urządzenie samodzielnie, a łączny koszt potrzebnych do tego elementów nie przekroczy 500 zł!

Taki sprzęt nie będzie ani tak wygodny w użyciu, ani tak uniwersalny, ale zapewne będzie działać. Eksperci od zabezpieczeń nie mają wątpliwości – układy bezkluczykowego dostępu ułatwiają zadanie złodziejom, nawet zapytani przez nas producenci aut zwykle temu nie zaprzeczali. Nabywcy stają więc przed wyborem: komfort albo bezpieczeństwo.

Naszym zdaniem

Trudno oszacować, ile aut skradziono dotychczas taką metodą. Sprawcy zwykle nie zostawiają śladów. Niewykluczone, że sprawą zajmą się ubezpieczyciele i AC dla aut z systemem bezkluczykowym podrożeje.