W zatłoczonych miastach poziom zanieczyszczenia powietrza przekracza normy lub niebezpiecznie się do nich zbliża. To nie tylko problem mieszkańców – władze też są pod presją, bo w tej dziedzinie odstajemy od unijnych wymagań. Muszą więc coś robić, choćby po to, żeby nikt nie zarzucił im bezczynności. Nie udało się? No trudno, próbowaliśmy! Projektem, o którym jest ostatnio najgłośniej jest możliwość zamykania centrów miast dla starszych aut, które nie spełniają aktualnych norm emisji spalin. Brzmi świetnie! Każdy wie, jak śmierdzą spaliny wydobywające się z wydechów starych, zaniedbanych rupieci –  przez lata nawąchaliśmy się przecież smrodu z rur autobusów miejskich, należących do miast, które teraz będą zamykać swoje centra dla starszych aut.

Strefy ekologiczne. Będzie jak w Niemczech?

Jeśli poselskie projekty – nieudolnie skopiowane z rozwiązań obowiązujących w Niemczech – wejdą w życie, auta zostaną podzielone na 5 klas odróżniających się nalepkami na szybę. Im wyższa klasa, tym dalej wgłąb centrum miasta będzie można wjechać. Przepisy mają obowiązywać już od stycznia 2016 roku.

Klasa 1 bez żadnej nalepki – to taka, z którą trzeba się będzie trzymać z daleka od centrów miast – trafią do niej benzyniaki zarejestrowane po raz pierwszy przed 1993 rokiem (!) i diesle zarejestrowane przed 1997 rokiem.
Klasa 2 klasa „czerwona” – z nią też do ścisłego centrum nie wjedziemy –  dla diesli z pierwszą rejestracją w latach 1997- 2000. Może to zmartwić wielu właścicieli Passatów B5 i Golfów IV „w tedeiku” – oni też czasem wjeżdżają do miast!
Klasa 3 klasa „żółta” – obejmuje diesle z lat 2001-2005. Według żyjących z naszych podatków posłów to są stare auta, których należy się pozbyć!
Klasa 4 klasa, „zielona” – obejmuje benzyniaki zarejestrowane po raz pierwszy od 1993 do 2000 roku. Dla diesli przepisy są znacznie bardziej restrykcyjne – zieloną nalepkę otrzymać będą mogły ropniaki z lat 2006-2009
Klasa 5 klasa „niebieska” – dla benzyniaków zarejestrowanych od 2001 roku i diesli od 2010 roku.
Polskie nalepki będą wzorowane na tych obowiązujących w Niemczech

O ile np. w Niemczech taki podział ma jakiś sens, to realia naszego rynku były inne. W 1993 roku w Polsce kupić można było... nowego Poloneza Caro czy Żuka, które według poselskich projektów formalnie są całkiem ekologiczne!

Politycy przebąkują coś o wyjątkach dla aut zabytkowych, a nawet o tym, że nawet starsze auta z odpowiednim zaświadczeniem ze stacji kontroli pojazdów, o tym, że spełniają wyższe normy, będą mogły awansować do wyższej klasy.

Dlaczego to w Polsce nie zadziała?

Pomysł lansowany przez grupę posłów PO ma wszelkie szanse, żeby stać się obowiązującym prawem, bo każdy, kto się przeciwko niemu opowiada, jest skazany na opinię oszołoma. Bo przecież spaliny i zawarte w nicj cząstki stałe są rakotwórcze, a nowotwory dotykają nas w coraz większym stopniu, więc każdy, kto nie chce walczyć ze spalinami, przyczynia się do śmierci tysięcy ludzi. Świetny argument! Pomysłodawcy projektów dosyć wybiórczo podchodzą jednak do danych naukowych.

Według oficjalnych informacji Ministerstwa Środowiska za przekroczenie dopuszczalnych limitów pyłu PM10 i PM2.5 (to jedne z najważniejszych wskaźników czystości powietrza) odpowiada przede wszystkim... indywidualne ogrzewanie budynków. W przypadku pyłów PM10 udział ogrzewania budynków w przekroczeniu dopuszczalnych norm to aż 88,21 proc., dla pyłów PM2.5 aż 86,5 proc.!

Jaki wpływ mają samochody? Nie da się ich oczywiście pominąć, bo w skali kraju przyczyniają się one do emisji odpowiednio w 4,09 proc. (PM10) i 8,1 proc. (PM 2,5). W Niemczech, czyli w kraju na który tak chętnie powołują się autorzy projektu, struktura zanieczyszczeń jest zupełnie inna! Tam wytwarzanie energii i ciepłownictwo oczyszczono już dawno, teraz przyszła kolej na samochody.

W ścisłych centrach miast przy dużych arteriach komunikacyjnych wpływ samochodów jest oczywiście znacznie wyższy, szczególnie w przypadku stacji pomiarowych umieszczonych na poboczach obleganych arterii. Jeśli pomiary wykonamy przy uczęszczanej ulicy, punktowo to właśnie spaliny będą największym problemem.

Nowe auta w praktyce nie spełniają norm

A co z autami? Czy rzeczywiście nowe auta są aż tak bardzo czystsze od starych? Niestety, tu sprawa nie jest aż tak oczywista. No ale przecież spełniają coraz bardziej restrykcyjne normy? No właśnie – nowe modele konstruowane są tak, żeby były zgodne z aktualnymi wymogami, które powstają w dużej mierze pod wpływem lobbystów z branży motoryzacyjnej.

Macie nowe auta? Zerknijcie sobie do folderów i sprawdźcie ile według producenta powinny palić. Ile palą w rzeczywistości? Z reguły o kilkadziesiąt procent więcej! To nie znaczy, że producenci oszukują – te samochody rzeczywiście mogą palić tyle, co w danych technicznych, ale pod warunkiem że badania wykonuje się w dokładnie według procedury przewidzianej w oficjalnych regulaminach. W warunkach drogowych wyników nie da się powtórzyć! Podobnie, tyle że gorzej, jest w przypadku emisji toksyn w spalinach.

Niedawno Krajowy Urząd ds Środowiska, Pomiarów i Ochrony Przyrody w Badenii Wirtenbergii (Landesanstalt für Umwelt, Messungen und Naturschutz LUBW) wykonał badania, które polegały na tym, że emisję spalin mierzono nie w warunkach laboratoryjnych, ale w normalnym ruchu drogowym. W autach zainstalowano specjalne pochłaniacze przechwytujące spaliny, a następnie dokładnie zbadano ich zawartość.

Przebadano pojazdy spełniające najwyższą, aktualną normę emisji spalin, czyli Euro 6: Volkswagena CC 2.0 TDI, BMW 320d i Mazdę 6 Skyactiv–D. Zgadnijcie co wyszło? W warunkach drogowych np. emisja niezwykle szkodliwych tlenków azotu (NOx) była nawet 8,5 raza wyższa od dopuszczalnej według normy Euro 6. Mówimy tu o sprawnych, nowych samochodach. Po kilku latach eksploatacji te wyniki będą jeszcze gorsze.

Bez DPF-a też wjedziesz do strefy

Po polskich drogach jeżdżą setki tysięcy aut z tanimi, półamatorsko montowanymi instalacjami gazowymi, które pod względem emisji tlenków azotu nie mieszczą się w żadnych normach – a zieloną plakietkę dostaną. To samo dotyczy kilkuletnich diesli, z których użytkownicy wymontowali dawno filtry cząstek stałych – nie dlatego, że chcieli zatruwać środowisko, tylko z tego powodu, że w wielu autach systemy oczyszczania spalin są tak niedopracowane, że uniemożliwiają normalną eksploatację. Wpadka im nie grozi, bo podczas standardowego badania na stacji diagnostycznej taka przeróbka jest nie do wychwycenia!

Nie chcecie pyłów? Zrezygnujcie z węgla!

Gdyby politycy rzeczywiście chcieli zadbać o jakość powietrza, musieliby podjąć radykalne działania w dziedzinie ciepłownictwa. Trzeba by np. poważnie ograniczyć możliwość używania węgla do celów grzewczych. Tymczasem jest to niemożliwe, i to z w znacznym stopniu od importu surowców energetycznych, co w dzisiejszych niepewnych czasach ma olbrzymie znaczenie. Gaz spala się znacznie czyściej od węgla, ale w większości pochodzi z Rosji. W dodatku żaden polski polityk mający szanse na sprawowanie władzy nie odważy się przecież przeciwstawić lobby górniczemu – zresztą w takiej sytuacji bilans emisji zanieczyszczeń w pobliżu urzędów centralnych zostałby trwale zepsuty przez sadzę z palonych opon, związki siarki z petard i opary gazu łzawiącego.

Oczywiście, można by skłonić ludzi do używania lepszych pieców grzewczych, ale to wymagałoby np. kosztownych dla budżetu subwencji na ich zakup. Wielu użytkowników nie chce takich pieców nawet za darmo, bo wymagają one używania drogiego opału o odpowiednich parametrach i nie da się w nich spalać... śmieci!

Truciciele z Masy Krytycznej

Władze Warszawy mogłyby np. radykalnie zmniejszyć emisję szkodliwych spalin w centrum warszawy zabraniając comiesięcznej pseudoekologicznej „Masy Krytycznej” – akcji podczas której setki rowerzystów blokują ulice miasta. Według badań naukowych emisja drogowa ze spalania paliw płynnych zależy w dużym stopniu od płynności ruchu. Dla prędkości rzędu 5 km/h jest ona 3-krotnie wyższa niż przy prędkościach rzędu 25 km/h i nawet 6-krotnie wyższa niż przy ok. 50 km/h. Najbardziej nieekologiczne są korki! Akcje ekoterrorystów polegające na spowalnianiu ruchu stanowią ekstremalne obciążenie dla środowiska.

Foto: Marek Korlak / Auto Świat
W korkach auta emitują najwięcej szkodliwych związków

Na jaką poprawę czystości powietrza można liczyć po wprowadzeniu ograniczeń dla starszych aut? W ścisłych centrach miast da się ją zmierzyć, ale wyniki nie będą oszałamiające, bo przecież z zanieczyszczeń, za które teraz odpowiadają auta, tylko część pochodzi z pojazdów, które ma objąć zakaz.