• W latach 2014-2016 odbywała się pierwsza edycja Bowler Defender Challenge
  • Bowler na Defenderach zna się jak mało kto – przerabia je od ponad 35 lat
  • W przyszłorocznej edycji zawodów wystartować mogą nawet amatorzy

Krytycy nowego Land Rovera Defendera uważają, że to już nie to samo auto terenowe, co kiedyś. Oczywiście, mają rację, bo to zupełnie inna, dużo bardziej zaawansowana technologicznie konstrukcja. Wciąż jest jednak niezwykle zaradna w terenie – a już zwłaszcza w najnowszej odsłonie przygotowanej przez Bowlera. To wóz, dzięki któremu powróci do życia seria rajdów pod nazwą “Bowler Defender Challenge”.

Wyboru nie będzie. Jeśli chcesz wystartować w mistrzostwach zorganizowanych przez Bowlera (a możesz, bo to seria kierowana także do początkujących rajdowców), musisz zaopatrzyć się w przerobionego przez zakład dziarskiego Land Rovera. Auto rajdowe powstało na bazie krótkiego, trzydrzwiowego Defendera 90 wyposażonego w 300-konny, turbodoładowany silnik 2.0 z rodziny Ingenium.

“Cywilny” Defender rozpędza się w tej wersji do 191 km/h, a pierwszą “setkę” osiąga w 7,1 s. W trakcie przebudowy auto zostało jednak “wybebeszone” z wszystkiego, co niepotrzebne na odcinkach specjalnych (co ciekawe, została jednak klimatyzacja), więc osiągi powinny być nieco lepsze. Ze względu na koszty brytyjscy spece podczas budowy wyczynowego pojazdu starali się jednak pozostawić jak najwięcej seryjnych części mechanicznych.

Bowler Defender 90 - rajdowy rynsztunek

Na potrzeby rajdów zmodyfikować trzeba było dość sporo rzeczy. Ot, chociażby układ elektryczny. “Mamy architekturę bazowej instalacji elektrycznej pojazdu i wprowadzamy w niej potrzebne zmiany. Przykładowo, jeśli usuniesz z auta poduszki powietrzne, silnik nie będzie chciał odpalić” – tłumaczy Adrian Gregory, główny inżynier w Bowlerze.

Zmiany nie ograniczają się jednak do samej elektryki. Rajdowy Defender ma też zmodyfikowany układ chłodzenia (zamiast dwóch małych bocznych chłodnic, jest jedna duża centralna), który wymagał delikatnego przeprojektowania frontu auta w celu zapewnienia lepszego przepływu powietrza. Oprócz niego pojawiły się sportowy układ wydechowy, dodatkowe, mocniejsze oświetlenie zewnętrzne (aby można było ścigać się także po zmroku), szyby wykonane z poliwęglanu i spojler nad tylną klapą, który ma pozwolić zachować jakąkolwiek widoczność do tyłu podczas jazdy po piachu czy błocie.

Naturalnie, nie mogło zabraknąć tu wyczynowego zawieszenia opracowanego wspólnie z firmą Fox (możecie kojarzyć ją z Raptorów, czyli hardkorowych pikapów Forda), dzięki któremu Defender ma o 25 mm większy prześwit i zawsze miękko ląduje. Są też niezawodne opony typu All-Terrain od BF Goodrich. Bowler musiał jeszcze wzmocnić aluminiowy szkielet terenówki, wpasowując w niego klatkę bezpieczeństwa, i zadbać o załogę, montując rajdowe kubełki z 6-punktową uprzężami. Do tego poprawiono też mocowanie seryjnego silnika i seryjnej skrzyni biegów.

Bowler Defender Challenge – ile to kosztuje?

Start w przyszłorocznych mistrzostwach Bowler Defender Challenge kosztuje 99,5 tys. funtów (w przeliczeniu ok. 536 tys. zł). To niemała suma, ale są w niej zawarte już koszty samochodu i wsparcia technicznego podczas całego sezonu. Oznacza to pełną obsługę podczas startu w siedmiu rajdach na terenie Wielkiej Brytanii.

I teraz najlepsze! Każdy może zgłosić się do udziału w serii. Nieważny jest ani staż za kółkiem terenówki, ani doświadczenie rajdowe. W Bowler Defender Challenge liczą się tylko dobra zabawa i – jak w każdym sporcie motorowym – odpowiednie zaplecze finansowe. Żeby nie było, że nie ostrzegaliśmy: podobno to uzależniające, bo na start we wskrzeszonych zawodach zdecydowało się aż siedmiu kierowców z pierwszej edycji z lat 2014-2016.