W grudniu 1937 roku dziennikarz jednego z paryskich pism samochodowych przeprowadziła ankietę na temat "Jaki będzie samochód w roku 2000?"

Foto: Onet
Rosengard

Współwłaściciel firmy Rosengart pan Luciel Rosengart odpowiedział: "Za sześćdziesiąt trzy lata! Wszak to przepaść nie do ogarnięcia. Dziesięć lat w dzisiejszych czasach stanowi już tyle, ile dawniej stulecie… Pomyśl pan, czego przed 63 laty nie znano? Postarajmy się przewidzieć etapy, jakie przejdzie samochód. Przede wszystkim nie sądzę, że aerodynamika rozwinie się coraz bardziej, bo jeżeli mają być używane szosy i jeżeli zważy się, że siła aerodynamiczna odgrywa rolę naprawdę od 100 km na godzinę, nie ulega wątpliwości, że trudno na normalnych drogach osiągnąć szybkość, dla której aerodynamizm jest pewna korzyścią. Zresztą nie rozszerza się dość szybko szos, aby można powiedzieć, że podąża się za postępem samochodu. O ile chodzi o materiał palny, który będzie zastosowany, sądzę że w bardzo krótkim czasie porzuci się benzynę na rzecz drzewa i że pojazdy z gazo-generatorami zastąpią dzisiejsze.

Za dwadzieścia lat będziemy chwytać ładunki elektryczne przez fale… a w roku 2000 widzę zniknięcie samochodu, przynajmniej użyteczność samochodu, tak jak ja dzisiaj pojmujemy, będzie niezmiernie mniejsza od chwili gdy helikopter będzie udoskonalony. W rezultacie chętnie bym widział cos w rodzaju awionetki-samochodu z kołami od wciągania i z pływakami, jak to co mają dzisiaj niektóre samoloty-amfibie, zdolne do ewolucyj na ziemi, powietrzu i na wodzie".

Foto: Onet
1936 Peugeot 402 Andreau

Dyrektor firmy Paugeot pan de Lavalett stwierdził: "Samochody w roku 2000 będą jeszcze istniały i samolot nie wyruguje wszystkiego, chyba że do tego czasu nie znajdzie się śwodka do usuniecia trudności, które dla lotnictwa przedstawiają brak widoczności i gęsta mgła.

Jako ważną zmianę przewiduję, że w roku 2000 będą jeździć samochody z niezniszczalnymi pneumatykami (oponami - przyp. red.), poruszające się po niezniszczalnych drogach i zaopatrujące się w materiały pędne (w ryczałtowym abonamencie) na stacjach obsługi automatycznej, znajdujących się w pewnych odstępach przy drogach, na wzór zaopatrywania w paliwo i wodę pociągów ekspresowych w biegu.

Czy ten materiał będzie w formie stałej (pastylka), czy płynnej (naczynie do napełniania), czy tez gazem (butelka do wymiany) trudno odpowiedzieć. Skłaniam się do ostatniego rozwiązania z powodu wielkiej ilości produktów pobocznych, które wielkie fabryki chemiczne puszczają w powietrze, podczas gdy są to materiały nadające się do dalszego użycia.

Od 1895 roku inżynierowie zatrzymali się z powodu czystości i łatwości manipulacji nie używaniu benzyny. My wszyscy jednak w technice samochodowej, czekamy na wyniki wielkiego odkrycia, które dostarczyłoby nam w puszce lub tubie nowego materiału palnego, co doprowadziło by do przewrotu w obecnym "standardzie" samochodów.

Ponieważ drogi będą niezniszczalne, znajdą może zastosowanie hamulce, pozostające w bezpośrednim kontakcie z ziemią. Zmiana szybkości i przekładni będzie zależna od materiału pędnego; potrzeba by produktu tak elastycznego jak para, co pozwoliło by powrócić do rozwiązań drogą motoru parowego. Wielka siła pary, wprawiania pojazdu w ruch, jej giętkość, wyeliminowałyby w prosty sposób konieczność zmiany przekładni i szybkości.

Na tablicy rozdzielczej przed kierowcą nie będzie nic z wyjątkiem zegara. Zbędny okaże się nawet prędkościomierz ponieważ w 2000 roku zostanie ustalona prędkość 120 km/h dla wszystkich samochodów… co oczywiście definitywnie uregulowałoby zagadnienie przykrego wymijania".

Foto: Onet
Bugatti

Dyrektor firmy Bugatti pan Robert Benoist powiedział: "Nie wierzę w wielkie zmiany. Samochód powinien pozostać dostosowany do potrzeb i środków ludzi. Powinien pozostać normalny. Można przecież już stwierdzić, że formy opływowe nieco znikają. Dojdziemy do arerodynamizmu wiecej klasycznego. W roku 2000, tak sądzę, ludzie nie będą się więcej posługiwać benzyną, co, nawiasem mówić, pozwoli się uniezależnić od Stanów Zjednoczonych. Nie sądzę również, że będą posługiwać się elektrycznością. Byłbym raczej skłonny do przypuszczenie, że będą uzywali "pastylki", jakostałej formy benzyny syntetycznej.

W każdym razie byłoby błędem, moim zdaniem, wierzyć, że w roku 2000 człowiek, którego konstytucja fizyczna będzie taka jak moja i pańska, będzie mógł jeździć z prędkością 300 km/h po szosach… Mechanika postępuje naprzód, ale istoty, które posługują, pozostają mniej więcej takie same".

Współwłaściciel firmy lotniczej Breguet, pan Luis Breguet oświadczył: "Jest bardzo prawdopodobne, że pewnego dnia samochodom wyrosną skrzydła.

Możliwości lotnictwa są tego rodzaju, że wcześniej, czy później narzuci się ono ostatecznie z punktu widzenia ekonomicznego. W każdym razie nie ulega wątpliwości, że jakiekolwiek ulepszenie dróg nastąpi; najlepszą będzie zawsze droga powietrzna. Nie chce przez to powiedzieć, że w roku 2000 samochód przestanie istnieć. Z pewnego punktu widzenia samochód będzie nieodzownym jak dzisiaj. Będą jednak dwa rodzaje samochodów; mały samochód, niewiele różniący się od dzisiejszego, dla jazdy w miastach i na małe odległości, oraz automobil amfibia, do urzeczywistnienia którego dojdzie się, skoro tylko problem z helikopterem będzie rozwiązany w sposób zupełnie zadawalający.

Sądzę rzeczywiście, że helikopter powołany jest do zwycięskiego współzawodnictwa z aeroplanem i matematycznie dowiedziono, że nawet przy wielkiej szybkości, wydajność jego jest skuteczniejsza niż aeroplanu. Można więc bardzo dobrze wyobrazić sobie samochód nadzwyczajnie udoskonalony, zaopatrzony w lekkie motory o sile 300-350 KM, a który będzie dzięki swym zwijanym skrzydłom, mógł się utrzymać w powietrzu z szybkością, wahającą się od 380 - 400 km na godzinę.

Jak będzie wyglądała motoryzacja za 50 lat? Na wasze opinie czekamy pod mailem moto@portal.onet.pl

Ten samochód, który zwijałby skrzydła, jak ptak, mógłby krążyć po ziem, jak zwyczajny automobil naszych czasów. W ten sposób po szosie wyjeżdżał by z ciasnych skupień, a przybywszy na wolny plac, położony kilka kilometrów od miasta, wzniósłby się do lotu".

Dyrektor firmy Somca, pan Tenestre: "Sądzę, że samochody staną się coraz niższe i dzięki stopniowemu rozszerzaniu dróg, będą mogły osiągać większa szybkość. Według mej myśli, będą funkcjonowały za pośrednictwem tzw. fal Herza, nadających się do chwytania elektryczności. I pewnego dnia dojdzie do tego, że będzie można dostarczać klientom samochodów latających, które będą jednocześnie funkcjonowały jak helikopter i dzisiejszy samochód".

Prezes Automobilklubu Francji pan de Rohan, zapytany jak wyobraża sobie samochód 2000 roku odpowiedział: "Nie chciałbym bawić się w proroka, bo można łatwo się pomylić, a ponadto narazić na ironię. Ale sądzę, że wnuki moich wnuków będą oczywiście miały samochody o wiele szybsze od naszych, ponieważ technika motoru i organów bezpieczeństwa, zawieszenia i kierowania, zrobi znaczne postępy, a także, ponieważ drogi będą dostosowane do lepszego ruchu.

Wozy te jednak będą mniej ciężkie, ponieważ znajdą się metale odporniejsze i lżejsze.

Kształt opływowy będzie bezwzględną regułą i wtedy żadna część samochodu nie ucierpi wskutek wstrząsów. Kwestia oślepienia przez reflektory będzie rozwiązana, ponieważ uda się uchwycić elektryczność atmosferyczną dla zupełnego i stałego oświetlenia ziemi.

Wreszcie pojazdy nie będą się poruszały za pomocą benzyny, ale przez elektryczność, której źródło będzie to samo, jak oświetlenia" .

Dziennikarz Pierre Daninoss tak skomentował tę ankietę: "Czytając tę ankietę, będzie można stwierdzić, że opinie co do wozu w roku 2000, są dość różne. Oczywiście, w tym czasie może nastąpić wiele zmian. Ale można wierzyć, że wozy przyszłości będą korzystały z linii opływowych, zbadanych naukowo, podczas gdy obecnie opływowe linie są prawie zawsze fantastyczne… Najlepszy rozdział ciężaru, obniżenie środka ciążenia, będzie można osiągnąć tylko jeżeli wszystkie koła będą miały napęd albo także przez system napędu przez reakcję.

W każdym razie ponieważ zostało dowiedzionym - przynajmniej w stosunku do samolotów - że przy szybkości ponad 700 km na godzinę siła pociągowa przez reakcję (zapłon) miała wyższą wydajność niż obecna; jest prawdopodobnym, że przez napęd na cztery koła zapoczątkowany będzie nowy rozdział w automobilizmie.

Wozy w ten sposób wykonane, będą mogły się poruszać z szybkością, która nie da się jeszcze określić… Ale nie ma powodu dla którego by na drodze bez skrzyżowań, nie poruszało się z szybkością 300-400 km na godzinę".

Czytając obecnie ta ankietę nie trudno zauważyć, z jakimi borykano się wówczas problemami. Na pierwszy plan wysuwa się paliwo. Wszyscy marzą o zastąpieniu nieekonomicznej i zanieczyszczającej środowisko benzyny czymś innym, prostszym w eksploatacji i zajmującym przede wszystkim mniej miejsca. Jak my to dobrze znamy. Różnica polega obecnie na tym, że uzależnieni jesteśmy od krajów arabskich, a nie od USA. Następnym problemem wydają się być drogi, złej jakości i już wtedy za ciasne, tak że powstają "zagadnienia przykrego wymijania". Rozwiązaniem mogą być owe "niezniszczalne drogi", tak podobne w założeniu do współczesnych autostrad, których warstwy sięgają już kilkunastu metrów w głąb ziemi. Prostszym jednak rozwiązaniem tego problemu wydaje się być helikopter.

Fascynacja awiacji przebija zresztą wszystkie wypowiedzi. Zrozumiałe jest to w przypadku właściciela firmy lotniczej pana Bregueta. W innych przypadkach samolot może być jednak groźnym konkurentem. Wyraźnie też widać, że większość rozmówców patrzy w przyszłość przez pryzmat własnych produktów. Według pana Louciena Rosengarta samochody nie rozwiną prędkości większej niż 100 km/h, bo i po co, skoro firma Rosengart w 1937 roku produkowała małe popularne samochody z silnikiem o pojemności 1097 ccm, osiągających prędkość 105 km/h.

Problem szybko się zużywających obręczy opon dręczył w tym czasie wszystkie firmy, a szczególnie te biorące udział w wyścigach. Nic więc dziwnego, że dyrektor Paugeota marzy o niezniszczalnych pneumatykach w czasie gdy jego samochody walczą w 24 godzinnym wyścigu Le Mans.

Jasna też jest wypowiedź dyrektora firmy Bugatti, dotycząca wytrzymałości kierowcy przy prędkości 300 km/h. Pamiętać należy jednak, że wielki Ettore Bugatti nie wyraził nigdy zgody na wprowadzenie miękkiego niezależnego zawieszenia i hydraulicznych hamulców, a teleskopowy amortyzator hydrauliczny pojawił się w modelu 57 dopiero w 1938 roku. Jazda takim samochodem z prędkością 200 km/h musiała być straszna katorgą dla kierowcy, a wstrząsów i wibracji przy prędkości 300 km/h organizm ludzki by po prostu nie wytrzymał.

Pozostawiamy Państwu ocenę, co jeszcze poza "naukowym aerodynamizmem" udało się nam zrealizować, a co pozostało w sferze marzeń. Z jednego tylko można się cieszyć. Na szczęście nie oświetlono ziemi "elektrycznością atmosferyczną" i nadal możemy podziwiać gwiazdy i księżyc, a zza kierownicy starego kabrioletu widok ten jest jeszcze piękniejszy.

Jak będzie wyglądała motoryzacja za 50 lat? Na wasze opinie czekamy pod mailem moto@portal.onet.pl