Dodge Durango wygląda nieco gangstersko i niegrzecznie, ale nie na tyle, byśmy się go bali. To doskonały kompromis między skromnością a wulgarnością, między gustem a buzguściem, między pełnym uwielbienia „O, tak!” a pełnym obrzydzenia „O, nie!”.

Pod maską albo silnik 3,6 l V6 Pentastar (brzmi jak Pornostar), albo 5,7 l V8 HEMI. Ile mają koni? Nie wiem, więc nie powiem, najwyraźniej Dodge uznał, że nie jest to ważne.

Amrykanie chwalą się jeszcze, że auto ma 45 rozwiązań poprawiających bezpieczeństwo, 22 możliwości konfigurowania foteli i jest tak oszczędny, że może na jednym baku może przejechać z San Diego do San Francisco, a to ponad 500 mil, ot, co!