A zmian jest mnóstwo! Nowe są: światła przednie, światła tylne, światła przeciwmgielne, zderzaki, wloty powietrza, aluminiowe felgi, kolory nadwozia, konsola środkowa, kierownica, tapicerka i opcje kolorystyczno-wykończeniowe. Co więcej, ilość zmian mnożymy razy trzy, bo Mini odświeżyło modele Mini hatchback, Clubman i Cabrio. Szkoda, że tych zmian nie widać, bo to domniemanie nowe Mini wygląda jak stare. No ale nie ważne, mogę nie dowidzieć.

Pod maską też się zmieniło. Nie ma już silnika wysokoprężnego wspólnego z Peugeotami i Citroënami, ale jest jednostka 1,6 l pochodząca z BMW serii 1. W modelu One D ma 90 KM, a w modelu Cooper D 112 KM. W obu przypadkach średnie spalanie to 3,8 l, a emisja CO2 to 99 g/km. Oba modele nie różnią się także osiągami. No dobra, tym razem żartuję – One D osiąga setkę w 11,4 s, a Cooper D w 9,7 s (dane nieco się różnią dla Clubmana i Cabrio).

Silnik ten pojawił się w Mini hatchbacku, Clubmanie i Cabrio, tyle tylko że model z materiałowym dachem otrzymuje tylko mocniejszą wersję klekota i, ta daaaam, jest to pierwsze Mini bez dachu z silnikiem na ropę. Wiekopomna chwila. Silniki benzynowe bez zmian.

Wielość opcji personalizacji Mini pozostała nienaruszona, ale firma wprowadziła trzy pakiety, które ułatwiają decyzje i zdejmują z klientów ciężar wyboru zdecydowanie zbyt wielu opcji, co często kończy się dramatycznie (niektóre modele Mini wyglądają tak, jakby dodatki do niego wybierał ślepy). Pakiety zwą się Scene, Classic i Rally.