Niemal wszędzie na świecie samochody muszą przejść serię ściśle określonych testów zanim trafią do salonów. Przepisy określają także m.in. wysokość umieszczenia nad ziemią zderzaków. Ale np. w USA niewielkie auta dostawcze (m.in. pick-upy) oraz SUV-y rządzą się innymi prawami niż "zwykłe" samochody osobowe. I to jest właśnie jedna z głównych przyczyn problemów.

Żeby zobrazować sytuację Amerykański Instytut Bezpieczeństwa Drogowego (IIHS) przygotował crash-testy pokazujące efekty uderzenia auta osobowego w SUV-a, i odwrotnie, przy prędkości 16 km/h. W efekcie kolizji auta osobowe wymagały kosztownych napraw. Pomimo niewielkiej prędkości na remont uszkodzonych pojazdów trzeba było przeznaczyć od 850 dolarów do ogromnych 6015 dolarów.

Spośród 7 par sprawdzonych aut najlepiej wypadły Hondy, Civic i CR-V, w których zderzaki nachodzą na siebie na wysokość na długości ponad 5 cm. Najgorzej zaprezentowały się Toyoty – Corolla i RAV4. Pozostałymi testowanymi samochodami były: Ford Focus, Ford Escape, Kia Forte, Hyundai Tucson, Nissan Sentra i Nissan Rogue.

Według Johna Nolana z IIHS producenci aut powinni przynajmniej w ramach własnego koncernu zunifikować wysokość zderzaków. Niestety, mimo sugestii IIHS już w 2008 r. dotyczących pożądanych zmian, producenci aut do dziś pozostają niewzruszeni i ignorują ten problem. Trudno nie zauważyć, że koncernom tak stan rzeczy jest na rękę. W końcu lepiej sprzedać części zamienne za kilka tys. dolarów niż za kilkaset czy nawet kilkadziesiąt dolarów.

Zdjęcia i informacje można znaleźć na stronie www.iihs.org.