Ma na to spore szanse. Po pierwsze, będzie powstawał w nietypowej fabryce. Nad jej nowym projektem myślano 15 lat i wymyślono ją tak, że zajmuje 20% powierzchni dotychczasowych fabryk i jest o 80% od nich tańsza w budowie, a w kwestii efektywności możne się ścigać z najlepszymi fabrykami świata. Niezły początek.

Po drugie, T25 jest malutki (2,4 m długości, 1,3 m szerokości), co nie przeszkadza mu być trzyosobowym autem miejskim ze sporym bagażnikiem (od 160 do 720 l) i z podnoszonymi do góry szybodrzwiami (zwróćcie na to uwagę, wygląda to ekstra). T25 jest tak krótki, że może parkować w poprzek, tak wąski, że na miejscu okupowanym przez jedno auto mogą stać trzy nowe wozy Gordona Murraya i tak zwrotny, że do zawrócenia potrzebuje zaledwie 6 m. To się nazywa efektywne wykorzystanie przestrzeni.

Po trzecie, T25 jest lekki. Murray zawsze miał bzika na punkcie ograniczenia masy i to widać w jego najnowszym aucie. Waży ono ledwie 575 kg, a struktura nadwozia została zainspirowana rozwiązaniami z Formuły 1, więc auto jest nie tylko lekkie, ale także wytrzymałe i bardzo sztywne. Minimalna masa nie wymaga dużego silnika – umieszczona z tyłu jednostka ma 0,6 l pojemności, trzy cylindry i51 KM. Setka to kwestia 16,2 s, prędkość maksymalna to 145 km/h, a średnie spalanie to aż niewidoczne bez lupy 3,8 l/100 km.

Coś mi się wydaje, że T25 to przyszłość miejskich samochodów.