Miłośnicy zmian w autach dzielą się na zwolenników tuningu optycznego oraz mechanicznego. W przypadku terenówek częściej wykonywane są (nie licząc orurowań) przeróbki mechaniczne. Do specjalistów z działu doposażenia firmy Autotraper napłynęło ciekawe zlecenie: w pikapie Isuzu D-Max dokonać zmian mających poprawić wygląd i dać mu możliwość szybkiej jazdy – czy to dla przyjemności, czy na zawodach szybkościowych.

Zacznijmy od mechaniki. Diesel 3.0 stosowany przez Isuzu nie gwarantuje superosiągów, ale pozwala na płynną jazdę. Dlatego pozostał, podobnie jak cały układ napędowy, bez modyfikacji. Znacznie więcej „podziało się” w podwoziu. Ponieważ właściciele nie przewidywali montażu ciężkich akcesoriów (wyciągarki itp.), wysokość przedniego zawieszenia można było podnieść korzystając jedynie z regulacji drążków skrętnych.

Z tyłu pojawiły się resory Ironman (komplet 2100 zł), całości dopełniły zaś amortyzatory Bilstein (dostosowane do wyższej wysokości, 3400 zł). Efekt? Auto doskonale trzyma się drogi, nawet podczas szybkiej jazdy. Duży prześwit pozwala na odważne atakowanie nieznanych szlaków, jako że prześwit pod przednią osią wzrósł wyraźnie (połączenie zmian w zawieszeniu i większych kół). Dzięki oponom 265/75 R16 poprawił się również prześwit z tyłu. Średnica kół wzrosła z 29,5 cala do 32 cali.

Z przodu pojawiły się duże reflektory Hella Luminator Metal (średnica zewnętrzna 22,5 cm), które wymagały mocnej konstrukcji wspierającej. Kosztowały ponad 2000 zł. Ciekawe zmiany przeszło nadwozie. Założenia były proste: kontynuować „sportowy” styl. We wnętrzu znalazły się więc kubełkowe fotele Sparco i szelkowe pasy bezpieczeństwa mocowane do konstrukcji rurowej, która pojawiła się za fotelami. Boki drzwi i tylna kanapa zostały obszyte taką samą tkaniną jak na fotelach przednich, dostarczoną z fabryki Sparco – nie można było kupić jej nigdzie indziej.

Kierownica – również Sparco – została zamontowana przy pomocy naby przeznaczonej do D-Maxa. Ciekawostkę stanowi flokowana (na wzór rajdówek „płaskich”) tablica rozdzielcza. Flokowanie wymagało wydania 1700 zł. A doliczyć trzeba sporo kosztów robocizny, ponieważ przygotowanie elementów do tej operacji wymaga demontażu całości i „obrania” deski z włączników, kratek nawiewu itp. To dodatkowe kilka godzin pracy. Zastosowanie tej techniki zabezpiecza przed odbijaniem się światła w szybie.

Zewnętrzne elementy nadwozia, takie jak lusterka czy zderzak, seryjnie szare, zostały polakierowane na biało. Na skrzyni pojawiło się natryskowe wykończenie Speedliner. Dlaczego Isuzu nazwane zostało „Stage One”? Bo są już… wstępne założenia projektu „Stage Two” obejmujące zabudowę siedzeń i pasów z homologacją FIA, klatkę bezpieczeństwa, wyższe zawieszenie wyposażone w wyczynowe amortyzatory. Chętnie zobaczymy!