Logo

Multimedia

Koenigsegg Agera R

Koenigsegg Agera R

Auto szwedzkiej marki zostało zaprezentowane podczas Salonu Samochodowego w Genewie. Koenigsegg Agera R stanowi udoskonaloną wersję modelu Agera. Sporo zmian zaszło w komorze silnika, którego pojemność zwiększono z 4,7 do pięciu litrów. Podwójnie doładowane V8 generuje 1115 KM przy 6900 obr./min. i 1200 Nm 4100 obr./min. Na uwagę zasługuje również fakt, że 1000 Nm kierowca ma do dyspozycji w zakresie 2700-6170 obr./min. Agera R imponuje dynamiką. "Setka" jest kwestią 2,9 sekundy, a po 7,5 s od startu auto może pędzić 200 km/h. Koenigsegg podaje, że samochód jest w stanie osiągnąć 419 km/h. Kto chciałby cieszyć się pełnymi parametrami, musi wlać do baku bioetanol E85. Po zatankowaniu benzyny ulegają zmianie nastawy elektroniki sterującej silnikiem, co skutkuje spadkiem parametrów do 940 KM i 1100 Nm. Podczas jazdy autostradowej silnik powinien zużywać 12,5 l/100km. Średni wynik z cyklu mieszanego to 14,7 l/100km. Zaawansowaniem technicznym imponuje także nadwozie, które wykonano z włókna węglowego, w newralgicznych miejscach wzmacnianego aluminiowymi wkładami o strukturze plastra miodu oraz zestawiono z chromo-molibdenowymi ramami pomocniczymi. Wszelkie elementy zostały ukształtowane w sposób zwiększający siłę dociskającą Koenigsegga do podłoża. Przy 250 km/h siła docisku aerodynamicznego sięga już 300 kilogramów. Samochód w gotowości do jazdy waży 1435 kilogramów. Bagażnik o pojemności 120 litrów pozwala snuć plany o jakichkolwiek dalszych wyjazdach. Progi zwalniające nie powinny być przeszkodą nie do pokonania, ponieważ gazowo-hydrauliczne zawieszenie wyposażono w funkcję zwiększania prześwitu. Napęd przenosi 7-biegowa, dwusprzęgłowa skrzynia, którą można obsługiwać manetkami przy kierownicy. Agera R otrzymała także karbonowo-ceramiczne hamulce ze sportowym systemem ABS. Tempo wytracania prędkości jest imponujące. Droga hamowania ze 100 km/h wynosi zaledwie 30,5 metra. Wyposażenie standardowe obejmuje m.in. dwie poduszki powietrzne, pedały i kolumnę kierownicy z możliwością regulacji położenia, monitor przeciążeń oraz panoramiczny dach. Na liście opcji znalazły się m.in. podgrzewane siedzenia, kamera cofania, karoseria z nielakierowanego włókna węglowego, wielopunktowe pasy oraz boks dachowy. Szwedzki supersamochód jest objęty 3-letnią gwarancją. Cena? Kto o nią pyta, z pewnością nie może sobie pozwolić na Koenigsegga. Dla formalności dodajmy, że kwota, jaką trzeba przygotować jest bliska 5 mln złotych.
Volkswagen Jetta

Volkswagen Jetta

Wkrótce w salonach sprzedaży pojawi się nowa Jetta. Trójbryłowy Volkswagen jest większy od dotychczas oferowanego modelu. Powstał, by wypełnić lukę między Golfem i Passatem. Warto dodać, że wymiary nowej Jetty minimalnie odbiegają od gabarytów Passata B5. Stylizacja karoserii jest spójna z kształtami pozostałych nowości w gamie Volkswagena. Trzeba przyznać, że prostym formom nie brakuje elegancji. Podobnie jest w kabinie - rzeczowo, funkcjonalnie i ergonomicznie. Na uwagę zasługuje wysoka jakość tworzyw wykończeniowych. Pasażerowie na tylnej kanapie docenią natomiast większą niż w Golfie ilość miejsca na nogi, którą można było wygospodarować dzięki dużemu rozstawowi osi. Bagażnik ma pojemność 510 litrów, jednak pełne wykorzystanie dużej przestrzeni utrudnią wnikające do wnętrza zawiasy pokrywy. Gama jednostek napędowych nie jest szeroka. Do Jetty przewidziano 105-konne silniki 1.2 TSI (benzynowy) oraz 1.6 TDI (wysokoprężny). Za dopłatą oba warianty mogą zostać wyposażone w pakiet BlueMotion Technology, który zmniejsza zużycie paliwa. Jedynie do diesla można natomiast zamówić zautomatyzowaną przekładnię DSG. Na szczycie oferty znalazła się Jetta 2.0 TDI. Samochód ze 140-konnym silnikiem kosztuje nie mniej niż 92 390 złotych. Podstawowa Jetta otrzyma silnik 1.2 TSI, sześć poduszek powietrznych, elektrycznie sterowane szyby i lusterka, radioodtwarzacz, komputer pokładowy, klimatyzację oraz ESP z funkcją wspomagania ruszania pod górę. Samochód wyceniono na 69 390 złotych. Niewielki silnik z turbodoładowaniem zaskakująco dobrze radzi sobie z Jettą, pozwalając na przyśpieszenie do "setki" w 10,9 sekundy oraz rozpędzanie się do 190 km/h. Deklarowane przez producenta średnie spalanie w cyklu mieszanym wynosi zaledwie 5,7 l/100km. Za bazowego diesla 1.6 TDI trzeba zapłacić 78 590 złotych. Dynamika samochodu jest zbliżona do podobna do wersji benzynowej, jednak zużycie ropy powinno wynieść 4,5 l/100km. Za 1900 złotych Jetta może otrzymać pakiet BlueMotion Technology, na który składają się opony o niskich oporach toczenia oraz systemy odzyskujące energię podczas hamowania i wyłączające silnik na czas postoju. Wspomniane dodatki redukuję średnie spalanie do skromnych 4,2 l/100km. Przedstawiciele Volkswagena zapowiadają, że w ciągu roku gamę silników benzynowych wzbogacą jednostki TSI, rozwijające 122, 160 i 200 KM. W ich przypadku przewidziano możliwość dopłacenia za zautomatyzowaną przekładnię DSG. Słabsze motory otrzymają skrzynie z siedmioma biegami, natomiast 200-konna Jetta 2.0 TSI 6-stopniową przekładnię.
Skoda 1100 OHC

Skoda 1100 OHC

Historia Skody jest nierozerwalnie związana ze sportem motorowym. W tym roku Czesi świętują 110-lecie istnienia Skoda Motorsport. Przez lata firma odniosła wiele znaczących zwycięstw. Część z nich odniosły samochody przygotowane wyłącznie do sportu. Jednym z nich jest prototypowa Skoda 1100 OHC. Fabryka w Mlada Boleslav przygotowała zaledwie pięć egzemplarzy samochodu. Trzy z nich miały otwarte nadwozia, pozostałe dwa były rasowymi coupe. Pod maskę Skody 1100 OHC trafił czterocylindrowy silnik o pojemności zaledwie 1089 ccm. Motor otrzymał dwa górne wałki rozrządu, co przed laty było innowacyjnym rozwiązaniem. Rozrząd typu OHC zyskał popularność w połowie lat 60. ubiegłego wieku. Do skonstruowania silnika inżynierowie Skody użyli seryjnego bloku modelu 440, który nakryto głowicą odlaną z aluminium. Motor zasilały dwa gaźniki Jikov. Maksymalna moc sięgała 92 KM przy 7500 obr./min. Biorąc pod uwagę niewielką pojemność motoru oraz brak turbodoładowania, trzeba przyznać, że wartość robi wrażenie nawet dzisiaj. Moment obrotowy trafiał na tylną oś za pośrednictwem pięciobiegowej skrzyni z niezsynchronizowaną "jedynką". W zależności od przełożeń mostu opływowa Skoda o masie ok. 600 kilogramów mogła rozpędzać się do 190-226 km/h. Karoseria prezentowanej Skody 1100 OHC została wykonana z włókna szklanego. Elementy o pięknym kształcie okrywały rurowy szkielet. Nadwozia coupe było aluminiowe. Obie wersje otrzymały niezależne zawieszenie. Za wytracanie prędkości odpowiadały bębnowe hamulce. Przednie bębny umieszczono tuż za szprychowymi felgami. Tylne znalazły się w sąsiedztwie skrzyni biegów, którą dla lepszego rozkładu masy umieszczono przy osi. Czechosłowacki samochód występował w zawodach obywających się w krajach bloku wschodniego - auto ścigało się m.in. w Budapeszcie, Leningradzie i Pradze. Skoda 1100 OHC odniosła spektakularne sukcesy w 1958 roku. Czechosłowacka wyścigówka wygrała niemal wszystkie wyścigi, w których wzięła udział. Ostatni raz zespół fabryczny pojawił się na zawodach w 1963 roku. Niedługo później jedno z auto trafiło do muzeum fabrycznego Skody, a pozostałe sprzedano prywatnym kierowcom. Po latach Skoda znów dysponuje dwoma egzemplarzami. Brytyjskie przedstawicielstwo marki odkupiło wyścigówkę z rąk kolekcjonera za niemal 190 tys. złotych. Egzemplarz znajdujący się w rękach centrali firmy jest na co dzień prezentowany w Muzeum Skody w Mlada Boleslav. Stanowił także ozdobę salonów samochodowych - m.in. Techno Classica w Essen. Warto dodać, że Skoda OHC jest utrzymana w stanie pełnej gotowości do jazdy.
Skoda VOS-L

Skoda VOS-L

W 1948 roku Czesi rozpoczęli produkcję limuzyny dla najważniejszych osób w kraju. Podwozie zaprojektowała Skoda, a karoserię dostarczyła firma Sodomka. Prezydent Klement Gottwald dysponował opancerzoną wersją auta. W produkcji znajdował się także rządowy model VOS-L z lekkim nadwoziem. Obecnie jeden z egzemplarzy stanowi ozdobę muzeum Skody w Mlada Boleslav. Specjalny samochód powstawał przy współpracy największych producentów. Sześciocylindrowy rzędowy silnik dostarczyła Praga, karoseria i wnętrze powstały w Karosa Vysoke Myto, natomiast podwozie przygotowywał firmowy serwis Skody w Kosmonosach. Całość montowano w Mlada Boleslav, co sprawiło, że na masce pojawiła się nazwa Skoda. Samochody były użytkowane przez najwyższych urzędników Czechosłowacji. Część wyeksportowano. Skoda VOS trafiła m.in. do Chin, gdzie podróżował nią Mao. Jeden z pierwszych prototypów musiał być ponownie rozebrany i przedłużony, ponieważ żona prezydenta Gottwalda nie mieściła się na tylnym siedzeniu. Pancerne blachy miały pięć milimetrów grubości, natomiast szyby - 5,2 centymetra. Te ostatnie można było uchylić tylko o dwa centymetry, więc niezbędnym elementem wyposażenia pojazdu stała się klimatyzacja, której elementy wypełniły niemal cały bagażnik. W trosce o bezpieczeństwo stosowano dwuobwodowe układy hamulcowe ze specjalnymi okładzinami sprowadzanymi z Holandii. Kord opon wykonano z egipskiej bawełny. Był to jedyny samochód osobowy, który zaprojektował Oldrich Meduna. Jego specjalnością były bowiem ciężarówki, autobusy, ciągniki i czołgi. Karoseria Skody VOS ma 5,7 metra długości i blisko dwa metry szerokości. Wersja opancerzona ważyła 4400 kilogramów, natomiast model VOS-L - niecałe trzy tony. Do napędu obu wersji limuzyny posłużył silnik Praga o pojemności 5,2 litra. Jednostka rozwijała 120 KM przy 3500 obr./min. oraz 150 KM przy 4000 obr./min. Samochód był wyposażony w czterobiegową skrzynię i mógł rozpędzać się do 115-130 km/h. Skoda VOS była produkowana do 1953 roku. Z fabryki w Mlada Boleslav wyjechało sto egzemplarzy auta.
Samochody Beatlesów

Samochody Beatlesów

Kolorowy Rolls-Royce Johna Lennona to najsłynniejsze auto Beatelsów. W garażach muzyków przez lata zagościły także inne samochody. Prezentujemy najciekawsze z nich. Rolls-Royce Phantom V Na drogach zwykliśmy widać limuzyny w stonowanych kolorach. Rolls-Royce Johna Lennona jest inny. Jego nadwozie było pokryte czarnym matem, a w 1967 roku ozdobiły je psychodeliczne motywy kwiatowe… Rolls-Royce Phantom V był produkowany w latach 1959-1968. Fabrykę opuściło zaledwie 516 limuzyn. Każda z nich została wyposażona w silnik 6,2 V8. Najsłynniejszy egzemplarz sprzedano w 1965 roku. Czarna limuzyna trafiła w ręce Johna Lennona. Samochód pozostał seryjny przez krótką chwilę. Sześć miesięcy po odebraniu auta Lennon wyposażył je w radiotelefon. Później w miejsce tylnej kanapy zamontowano podwójne łóżko. Lennon nie poprzestał na tych modyfikacjach, zlecając wyposażenie Rollsa w telewizję oraz niewielką lodówkę. W 1967 roku artysta uznał, że nie zamierza dalej podróżować czarną limuzyną. Lennon zlecił firmie J.P. Fallon Limited przemalowanie Rolls-Royce. Cyganie, którzy wcześniej przygotowali wóz stojący w ogrodzie muzyka, pokryli żółtą karoserię kwiatowymi motywami. Warto dodać, że psychodeliczne wzory nie przez wszystkich były dobrze odbierane - ludzie o bardziej konserwatywnych poglądach uważali, że Lennon sprofanował szlachetną limuzynę. Ekstrawagancki Rolls-Royce w 1970 roku został przetransportowany do USA. Lennon nie tylko osobiście podróżował limuzyną - wypożyczał ją również zaprzyjaźnionym artystom. Siedem lat później Lennon popadł konflikt z amerykańskim urzędem skarbowym. Artysta zaproponował, że samochód wyceniony na ponad 200 tysięcy dolarów jako zabezpieczenie finansowe trafi do nowojorskiego muzeum Cooper-Hewitt. To z kolei, nie mając pieniędzy na ubezpieczenie kosztownego eksponatu trzymało Rollsa w magazynie. W 1985 roku Cooper-Hewitt Museum zdecydowało się na sprzedanie samochodu. Na licytacja padła imponująca kwota 2,3 mln dolarów, co uczyniło z Rolls-Royce’a jedno z najdroższych aut w historii. Po kilku publicznych prezentacjach samochód trafił w 1993 roku do Royal British Columbia Museum w kanadyjskiej Victorii. Do dnia dzisiejszego Rolls-Royce pozostaje w pełnej gotowości do jazdy. Muzeum ograniczyło się jedynie do konserwacji i niewielkich napraw powłoki lakierniczej.
Nieoznakowany Seat Leon Cupra

Nieoznakowany Seat Leon Cupra

Nieoznakowany Seat Leon Cupra to postrach piratów drogowych. Ma 288 KM i może przekroczyć 250 km/h. Na jego pokładzie zamontowano klasyczny wideorejestrator oraz system pozwalający na mierzenie prędkości aut nadjeżdżających z… naprzeciwka! Radiowóz był testowany przez funkcjonariuszy drogówki z wielu komend w kraju. Początkowo auto technicznie nie odbiegało od produkcyjnej Cupry. Potężne hamulce, sztywne zawieszenie oraz silnik 2.0 TFSI o mocy 240 KM umożliwiały sprawne zatrzymywanie kierowców łamiących przepisy. W trakcie jednej z przerw w służbie Leona poddano tuningowi elektronicznemu, który wykrzesał z turbodoładowanego silnika z bezpośrednim wtryskiem paliwa dodatkowe 48 KM i 100 Nm. Pomiar na hamowni wykazał, że Leon osiąga 288,3 KM przy 5480 obr./min. oraz 438 Nm przy zaledwie 2725 obr./min. Podniesione parametry jednostki napędowej skróciły czas rozpędzania od 0 do 100 km/h do niecałych sześciu sekund oraz pozwalają na przekraczanie 250 km/h. "Wyczyny" kierowców łamiących przepisy rejestruje sprzęt przygotowany przez firmę PolCam. Sercem systemu jest rejestrator, który nagrywa obraz z kamery umieszczonej przy lusterku. Zatrzymani kierowcy mogą obejrzeć swoje wykroczenia na dużym wyświetlaczu. W celu dokonania pomiaru załoga radiowozu musi przez krótką chwilę utrzymywać prędkość, z jaką porusza się nagrywany pojazd. Wideorejestrator PolCamu wyświetla bowiem prędkość radiowozu, a nie namierzanego pojazdu. W niedalekiej przyszłości policja będzie dysponowała jeszcze nowocześniejszymi systemami pomiaru prędkości. Testowano je na pokładzie Leona. Seat został wyposażony w radar, który informuje o prędkości pojazdu jadącego nawet kilkaset metrów przed radiowozem - bez konieczności zbliżania się i zrównywania tempa jazdy. To jednak nie koniec... Radar zamontowany w Leonie informuje także o prędkości aut nadjeżdżających z… naprzeciwka! Podczas służby wideorejestrator jest stale włączony, więc kierowcę jadącego z niedozwoloną prędkością będzie można ukarać, jeżeli oko kamery uchwyciło przednią tablicę rejestracyjną pojazdu.
BMW Concept C

BMW Concept C

Po eksperymencie z kontrowersyjnym skuterem C1 BMW zrezygnowało z produkcji miejskich jednośladów. Wkrótce sytuacja może ulec zmianie. W berlińskiej fabryce BMW najprawdopodobniej będzie powstawał maksi-skuter. Aktualnie Bawarczycy sondują, czy ich nowy pojazd przypadnie klientom do gustu. Pierwsze opinie na temat BMW Concept C firma zebrała na salonie motocyklowym EICMA. Zaprezentowany w Mediolanie skuter wyróżnia się odważnie stylizowanymi owiewkami. Fani bawarskich motocykli doszukają się w ich kształtach analogii z turystycznym BMW GS oraz sportowym 1000RR. BMW Concept C został naszpikowany najnowocześniejszymi rozwiązaniami technicznymi. Snop światła padającego z przedniej lampy pochodzi LED-ów, rolę lusterek bocznych przejęły kamery i dwa ciekłokrystaliczne wyświetlacze na kokpicie. Trzeci informuje o prędkości, obrotach silnika i poziomie paliwa. Wyposażenie skutera obejmuje także podgrzewane manetki, nawigację, system audio, bezstopniową przekładnię CVT oraz ABS. Dane techniczne pozostają owiane tajemnicą. BMW ograniczyło się do stwierdzenia, że dwucylindrowy silnik będzie jednym z najmocniejszych w klasie. Konkurencyjne jednoślady o podobnych gabarytach są napędzane jednostkami o pojemności 450-650 ccm i mocy 50-65 KM. Warto dodać, że BMW Motorrad opracowało również elektryczny wariant prototypu Concept C. BMW liczy, że oba jednoślady dadzą początek segmentowi maksi-skuterów klasy premium. Pojazdy mają charakteryzować nie tylko najwyższą jakością wykonania. BMW zapewnia, że skomplikowane zawieszenie zapewni ponadprzeciętne właściwości jezdne. Maszyna może więc trafić w gusta najbardziej wymagających motocyklistów. Z analiz przeprowadzonych przez BMW wynika, że maksi-skutery są często wybierane także przez osoby, które po latach rozważają możliwość ponownego zajęcia miejsca za kierownicą jednośladu, jednak z różnych powodów nie chcą kupować klasycznego motocykla. Produkcyjna wersja BMW Concept C ma powstawać w berlińskiej fabryce. Data uruchomienia taśm montażowych nie została ujawniona, jednak zaawansowanie projektu pozwala przypuszczać, że jest kwestią najwyżej 2-3 lat.
Ducati Diavel

Ducati Diavel

Na wystawie w Mediolanie Ducati zaprezentowało model Diavel. Motocykl doskonale wygląda i jest jedną z najszybszych maszyn na ziemi. Od 0 do 100 km/h przyśpiesza w zaledwie 2,5 sekundy! Pierwsze doniesienia o nowej maszynie Ducati pojawiły się kilka miesięcy temu. Szczegółów dotyczących modelu Diavel nie poznaliśmy jednak do dnia oficjalnej prezentacji.  Zły jak diabeł - tak jedna z osób miała opisać prototyp nowego Ducati. Włoska firma postanowiła pójść za ciosem. Nowy jednoślad otrzymał nazwę Diavel. W bolońskim dialekcie słowem Diavel określa się diabła. Prezentowany motocykl jest młodszym bratem modelu Monster. Diavel ma charakteryzować się doskonałym prowadzeniem. Jednoślad otrzymał najlepsze z możliwych komponentów. Wyposażenie standardowe obejmuje ABS i kontrolę trakcji z różnymi trybami pracy. Ramę odlano z aluminium, elementy przedniego zawieszenie dostarczyła renomowana firma Marzocchi, tylny amortyzator został przygotowany przez Sachsa , natomiast hamulce są sygnowane przez Brembo. Za dopłatą można zamówić m.in. sportowy układ wydechowy i turystyczną owiewkę.   Nowy model Ducati będzie występował w wersji Diavel oraz Diavel Carbon. Druga z wymienionych otrzyma kute alufelgi firmy Marchesini. Ducati szczyci się, że dzięki ich obecności masę jednośladu udało się obniżyć o 2,5 kilograma. Ducati Diavel Carbon waży 207 kilogramów. Do napędu motocykla posłużył dwucylindrowy silnik Ducati Testastretta 11° o pojemności 1198 ccm. Jednostka dostarcza 162 KM przy 9500 obr./min. i 127,5 Nm przy 8000 obr./min. Elektronicznie sterowane przepustnice oraz odpowiednio zaprojektowany układ wydechowy sprawiły, że krzywa przebiegu momentu obrotowego jest płaska. Diavel dysponuje więc pełnią siły nawet na niskich obrotach. Zadanie przeniesienia potężnego momentu obrotowego na asfalt spoczęło na tylnej oponie Pirelli Diablo Rosso II o monstrualnej szerokości 240 milimetrów. Zastosowanie najnowocześniejszych materiałów pozwoliło na wydłużenie okresów międzyprzeglądowych do 24 tysięcy kilometrów. Wynik jest 2-4 krotnie lepszy od większości konkurentów. Warto dodać, że pod nazwą Diavel Ducati będzie oferowało również ubrania, zegarki i kosmetyki, które z pewnością będą cieszyły się dużym wzięciem wśród przyszłych fanów modelu.