• Taksówkarze mogą czuć niepokój - rywalizuje z nimi już nie tylko Uber, lecz także car- i bike-sharing
  • Car-sharing to wygoda, ale lepiej nie miej stłuczki. Regulaminy zawierają wyłączenia i obostrzenia – warto je dobrze znać!
  • Ile zapłacisz, co wypożyczysz? Przeglądamy oferty samochodów i skuterów na minuty.

Nowoczesność w końcu dotarła i do nas. Wystarczy w jakimś dużym polskim mieście wyjechać na ulice w godzinach szczytu, żeby już po chwili natknąć się na zaparkowane w płatnej strefie albo mknące zygzakiem między innymi uczestnikami ruchu auto któregoś z operatorów wynajmujących samochody na minuty. Gdy w połowie zeszłego roku projekt ruszał, na rynku działało kilku operatorów, a dziś jest ich już co najmniej dwa razy więcej. Przypadek? W żadnym razie – car- i bike-sharing to wygoda, np. dla tych, którzy kiedyś zrobili prawko, ale nie mają swoich własnych czterech kółek, a muszą się akurat gdzieś dostać i coś przewieźć, albo dla tych, którym nagle coś wypadło, nie mają biletu miesięcznego, a ich własny samochód stoi w serwisie. Możliwości wykorzystania car-sharingu jest naprawdę mnóstwo.

Na początek – małe przypomnienie. Wynajem pojazdów na minuty działa – niezależnie od operatora i typu pojazdu – z grubsza na podobnych zasadach. Różnice dotyczą m.in. miejsc, w których auto/skuter mogą być wynajęte i zwrócone (patrz tabela na s. 32), ale poza tym da się stworzyć pewną ogólną instrukcję obsługi. I tak, zaczynamy od ściągnięcia aplikacji danego operatora (bez smartfona się więc z reguły nie obejdzie!), zakładamy konto – z reguły jest wymagane zrobienie skanu (zdjęcia) prawa jazdy i podanie numeru karty kredytowej. Po tym, jak konto zostanie zaakceptowane, możesz już za pomocą aplikacji namierzać samochody i jednoślady – stoją albo „na mieście”, albo w tzw. bazie. W zależności od operatora po wybraniu danego pojazdu masz od kilku do kilkudziesięciu minut na to, żeby do niego dotrzeć. W aplikacji mogą być podane przybliżony czas dojścia do danego samochodu na piechotę i aktualny stan paliwa. Gdy jesteś na miejscu, skanujesz za pomocą aplikacji kod QR umieszczony na szybie samochodu/ramie skutera i z reguły od tej chwili (lub po 2-3 min – chwila na zapoznanie) zaczyna być naliczany czas. Ważne: samochód/skuter warto najpierw dokładnie obejrzeć pod kątem uszkodzeń i jeśli takowe wyjdą na jaw – zgłosić je operatorowi.

Opłata z reguły dzieli się na koszt kilometra i czas użytkowania/jazdy oraz parkowania (pauza), co w sumie daje końcowy koszt wynajmu. Kluczyki do auta znajdują się np. w schowku lub podłokietniku, tak samo zresztą, jak dokumenty lub ich kopia i – ewentualnie – karta paliwowa, na wypadek, gdyby trzeba było zatankować. No właśnie, paliwo: najczęściej jest wliczone w cenę, w zależności od operatora dostajesz albo wspomnianą kartę, albo (prawie) pełny bak – za tankowanie i mycie odpowiadają w takim wypadku pracownicy operatora.

Co ciekawe, ostatnio firmy prześcigają się w nowych pomysłach, w ofertach pojawiają się m.in. vany (Traficar), w Warszawie działanie car-sharingu – na zasadzie pilotażowego projektu – sprawdzała spółka Innogy, która udostępniła m.in. BMW i3. Można też wypożyczać elektryczne skutery (m.in. Jeden Ślad, blinkee.city).

Po zakończonej jeździe „wylogowujesz się” przez aplikację z samochodu, zamki zostają zdalnie zablokowane, a z twojej karty/konta pre-paid (abonament) – ściągnięta należna kwota. Kopia faktury może zostać, w razie potrzeby, przesłana drogą elektroniczną. Parkowanie i zwrot auta? Tu pojawiają się największe różnice, bo część operatorów pozwala zaparkować w wyznaczonej strefie (dane w aplikacji, parkomaty z reguły w cenie!), inni każą oddać samochód w jednym z punktów bazowych (mniej wygodne), a jeszcze inni korzystają z obu systemów. Uwaga: jeżeli zwrot nie odbywa się w „bazie”, to operatorzy każą zaparkować samochód zgodnie z zasadami kodeksu drogowego, na parkingu publicznym i w zasięgu sieci komórkowej, co jednocześnie wyklucza np. parkingi podziemne i te należące m.in. do galerii handlowych.

Foto: Auto Świat
Car-sharing

Wracając do dowodu rejestracyjnego i polisy OC: niektórzy operatorzy udostępniają oryginały, inni – kopie lub ewentualnie kopie poświadczone notarialnie. Brak oryginałów w świetle przepisów oznacza mandat, bo ksero dokumentem de facto nie jest. Nic jednak dziwnego, że nie wszyscy operatorzy palą się do udostępniania oryginałów – wyższe ryzyko kradzieży. W kwestii zmiany przepisów dotyczących obowiązku okazywania oryginałów dokumentów interweniował pod koniec 2017 r. nawet Rzecznik Praw Obywatelskich. Chwilowo musicie zatem liczyć na pobłażliwość policjanta albo na to, że pracownik wypożyczalni dostarczy dokumenty na miejsce. Uwaga: jest szansa, że jeszcze w 2018 roku zniknie obowiązek wożenia ze sobą dowodu rejestracyjnego i polisy OC – funkcjonariusz wszystko sprawdzi w komputerze.

Na razie więc (prawie) wszystko prosto i przyjemnie. Ale car- i bike-sharing to też liczne obostrzenia, wyłączenia i opłaty dodatkowe, naliczane np. w razie zgubienia kluczy i/lub dokumentów pojazdu. Jeszcze gorzej robi się wówczas, gdy dojdzie do stłuczki lub uszkodzenia samochodu. Pół biedy, gdy mamy do czynienia ze zwykłą kolizją, w przypadku której nie było mowy o naruszeniu przepisów – w takim wypadku większość operatorów ustala tzw. udział własny (do kilku tys. zł), za to np. Traficar w przypadku braku „umyślności” pokrywa szkody z własnej polisy. Natomiast w przypadku rażącego naruszenia przepisów drogowych i ewentualnej kolizji szkody w całości pokryjecie z własnej kieszeni – tu wszystkie firmy są zgodne! Co więcej, niektórzy operatorzy (Traficar) potrafią doliczyć nawet 35 proc. do wartości szkody.

Spośród innych ciekawostek warto wymienić opłatę dodatkową za przekroczenie średniego zużycia paliwa o 100 proc. w ruchu miejskim (4mobility), ogólnie musicie też liczyć się z zakazem przewożenia zwierząt i palenia. Operatorzy potrafią naliczać też kary m.in. za zabrudzenie wnętrza samochodu, zgubienie karty paliwowej, tablic i kluczy. Mandaty zawsze są przekazywane osobie wypożyczającej auto wraz z dodatkową opłatą.

Ceny, regulamin i flotę kilku operatorów przedstawiamy w tabelce. Skupiliśmy się głównie na warszawskim rynku z jednego prostego powodu – jest największy. Kilka firm działa na większym obszarze.

Samochody i skutery na minuty – przegląd ofert

Foto: Auto Świat
Samochody i skutery na minuty

Kolizja wypożyczonym autem – co dalej?

Stawki za przejazd w przypadku samochodów i skuterów na minuty są stosunkowo niskie, ale poniekąd to efekt tego, że dość wysoki (od kilku, kilkunastu proc. wartości szkody wzwyż!) jest udział własny w przypadku szkody zawinionej przez wypożyczającego (wyjątek to np. Traficar; musi to być jednak tzw. szkoda nieumyślna). Jak to rozumieć? Otóż tak, że jeżeli jadąc autem na minuty, spowodujesz kolizję, to operator koszty naprawy do kwoty określonej w umowie przerzuci z reguły na ciebie – i to nawet mimo tego, że dany samochód ma wykupione AC. Przed wypożyczeniem auta przeczytaj więc dokładnie regulamin i nie spodziewaj się, że jeżeli złapie cię np. fotoradar, to ujdzie ci to na sucho – operator przekaże dane odpowiednim służbom, pobierając za to od ciebie dodatkową opłatę.

Naszym zdaniem

Taksówkarze mogą czuć niepokój: rywalizuje z nimi już nie tylko Uber, lecz także – w wielu przypadkach nieco korzystniejsze cenowo! – car-i bike-sharing. Narzekają za to też niektórzy mieszkańcy centrów miast, bo auta na minuty zajmują miejsca do parkowania...