Sprawdziłem już setki aut od handlarzy. Radzę uważać na pięć rzeczy

Handlarskie triki działają niezawodnie — gdyby nie to, tysiące samochodów w naprawdę złym stanie i po ciężkich wypadkach zalegałyby na placach niesprzedane. A jednak znajdują klientów, najczęściej nieświadomych, co kupują. "Urabianie" klienta zaczyna się już w ogłoszeniu i tylko wprawne oko widzi od razu "czerwoną lampkę".

Każde ogłoszenie sprzedawcy takie samo — i co z tego wynika?

Nie będziemy się czepiać, że ktoś, kto występuje w ogłoszeniu jako osoba prywatna, jednocześnie oferuje fakturę VAT. Często jest tak dlatego, że dla firm ceny internetowych ogłoszeń są bardzo drogie, o wiele droższe niż i tak wysokie ceny ogłoszeń dla sprzedawców prywatnych. Warto jednak spojrzeć, co nasz sprzedawca oferuje oprócz samochodu, który jest interesujący dla nas.
Patrz otwartym okiem: ten sprowadzony Tiguan miał być idealny, ale był dziwnie krzywo poskładany. Okazało się, że ma za sobą solidnego "dzwona"
Patrz otwartym okiem: ten sprowadzony Tiguan miał być idealny, ale był dziwnie krzywo poskładany. Okazało się, że ma za sobą solidnego "dzwona"Auto Świat
Może się okazać, że ktoś sprzedaje 30 samochodów i każdy z tych samochodów — a zwykle mówimy o różnych markach i modelach — w ogłoszeniu jest najbardziej niezawodny, trwały, ekonomiczny, a konkretny egzemplarz w idealnym stanie — "silnik pracuje wzorowo, nic nie puka, nic nie stuka". Dalej czytamy w ogłoszeniu, że samochód prezentuje się wyjątkowo pięknie, jest zadbany, serwisowany wyłącznie w ASO... Tak, to wszystko możliwe, ale staje się bardzo podejrzane, jeśli każde z ogłoszeń naszego sprzedawcy brzmi identycznie, a zamienione są tylko marki i modele samochodów. To jeszcze nie jest powód, aby uciekać, ale wskazówka, że ogłoszenie napisane jest metodą kopiuj-wklej i istnieje duże prawdopodobieństwo, że to wszystko nieprawda.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Zanim pojedziesz oglądać samochód, zadzwoń i dopytaj, poproś o numer VIN oraz datę pierwszej rejestracji auta w Polsce. Zapytaj, czy są dokumenty potwierdzające serwisowanie w ASO. Dopytaj, czy auto ma na sobie oryginalny lakier — auto naprawione po stłuczce nie musi oczywiście być powypadkowe, ale to bardziej konkretne pytanie niż "czy samochód jest bezwypadkowy". Dla wielu handlarzy auto jest pomimo szkód powypadkowe, dopóki ktoś nie zginął...

Handlarz wirtualnym pośrednikiem? Nie kupuj

Nie kupuj na Niemca
Nie kupuj na NiemcaAuto Świat
Jednym ze sposobów na bezpieczne pozbycie się kiepskiego samochodu jest sprzedaż samochodu z pozycji wirtualnego pośrednika, czy — jak kto woli — "na Niemca". Dzięki temu sprzedawca nie musi obawiać się odpowiedzialności z tytułu rękojmi. Trik polega na tym, że handlarz (to zdarza się także w normalnie wyglądających komisach samochodowych) ma samochód i umowę in-blanco wypisaną przez poprzedniego właściciela, często zagranicznego właściciela. Ta umowa może faktycznie być podpisana przez osobę, która miała w przeszłości ten samochód, ale — szczerze powiedziawszy — mało który rozsądny niemiecki właściciel auta zgodziłby się na podpisanie umowy in blanco. Takie umowy najczęściej tworzą sami handlarze, wpisując w rubrykę "sprzedawca" dane ostatniej osoby widocznej w dowodzie rejestracyjnym samochodu. I taką umowę dają do wypełnienia i podpisu klientowi w Polsce.
Jaki jest skutek podpisania takiej umowy? Wbrew pozorom nie trzeba najbardziej bać się tego, że samochód jest kradziony i ktoś się po niego zgłosi — tak oczywiście może być, ale to nie jest częsty przypadek. Najczęściej handlarze robią manewr z umową in-blanco z dwóch przyczyn: po pierwsze, unikają dzięki temu jakiegokolwiek opodatkowania, ponieważ formalnie nie występują jako strona transakcji. Po drugie, gdy okaże się, że samochód jest wadliwy, np. jest powypadkowy albo ma uszkodzony silnik, sprzedawca nie musi obawiać się reklamacji. Przecież on, formalnie, nigdy tego samochodu nie widział na oczy! Nigdy, ale to nigdy nie kupujcie samochodu "na Niemca" — z tego są same kłopoty!

Niższa kwota na fakturze — i możesz mieć problem

Dość typowym trikiem sprzedawców, komunikowanym zresztą dopiero na etapie finalizowania transakcji — gdy klient już jest przekonany do auta i oczami wyobraźni widzi się za kierownicą — jest propozycja wpisania do faktury niższej wartości auta niż cena, którą w rzeczywistości płacimy. Na zdrowy rozum argumentacja sprzedawcy ma sens: klientowi wszystko jedno, i tak nie płaci podatku, a dzięki zaniżeniu kwoty na fakturze sprzedawca płaci mniej i mógł zaproponować klientowi lepszą cenę.
Skutek jest jednak taki, że zaniżenie kwoty na fakturze ułatwia handlarzowi wymiganie się od odpowiedzialności za stan samochodu. Gdy wrócimy z reklamacją, pewnie zaproponuje nam zwrot pieniędzy – w kwocie takiej, jak na umowie.
Rada: po pierwsze, bądźcie twardzi i nie zgadzajcie się ani na zaniżenie kwoty na fakturze, ani na podwyższenie ceny samochodu. Jest duża szansa, że ostatecznie handlarz odpuści i wpisze na fakturze właściwą kwotę. Po drugie, całą kwotę w miarę możliwości zapłaćcie przelewem.
Gdyby doszło do reklamacji, żądajcie kwoty takiej, jak zapłacona, bez względu na zapis w umowie. Są znane przypadki odzyskania mimo wszystko całej kwoty.

"U nas nic nie było robione" — oto co naprawdę znaczy ten komunikat

Ta Skoda Superb okazała się nie tylko powypadkowa, lecz także miała cofnięty licznik
Ta Skoda Superb okazała się nie tylko powypadkowa, lecz także miała cofnięty licznikMaciej Brzeziński / Auto Świat
Czy samochód jest powypadkowy — to normalne pytanie zadawane w komisie samochodowym, gdy kupujemy używane auto. I równie normalna, choć obrażająca inteligencję klienta, odpowiedź: "u nas nic nie było robione". Albo: "tak przyjechał, jak teraz wygląda". Taką odpowiedź można śmiało interpretować jak: "coś tam było", albo lepiej: "no, niestety, powypadkowy".
Czy wyobrażacie sobie sytuację, że sprzedawca w komisie nie wie dokładnie, w jakim stanie jest samochód, którym handluje? Że sam kupuje auta na handel w ciemno, nie zwracając uwagi na to, co bierze, że jest naiwny i bezradny? To na jakiej podstawie wycenił ten samochód?
Niektóre auta są naprawiane tak źle, widać to bez miernika grubości lakieru
Niektóre auta są naprawiane tak źle, widać to bez miernika grubości lakieruMaciej Brzeziński / Auto Świat
W praktyce znaczy to tyle, że — jeśli dalej trwamy przy tej ofercie — powinniśmy zastosować dwustopniowe sprawdzenie auta: najpierw na placu z pomocą znajomego (nigdy samodzielnie), by ewentualnie od razu odrzucić ten samochód i nie brnąć w koszty, a jeśli auto przejdzie pierwsze sprawdzenie pozytywnie — w autoryzowanym warsztacie, za co jednak trzeba zapłacić. Trzeba mieć świadomość, że pewnie po tym drugim sprawdzeniu, gdy poznamy zakres niezbędnych napraw i prawdziwy stan samochodu, zrezygnujemy i poszukamy czegoś innego.
Dokładnie tak samo należy traktować komunikat sprzedawcy, który mówi, że nie wie, w jakim stanie jest auto i sugeruje, żeby samodzielnie je sobie obejrzeć.

Powrót na kołach z ubezpieczeniem, ale bez rejestracji. Można tak?

Bardzo miły sprzedawca tego Audi oferował w cenie auta ubezpieczenie pozwalające na powrót do domu na kołach. Problem w tym, że samochód nie był zarejestrowany w Polsce
Bardzo miły sprzedawca tego Audi oferował w cenie auta ubezpieczenie pozwalające na powrót do domu na kołach. Problem w tym, że samochód nie był zarejestrowany w PolsceŹródło: Auto Świat / Piotr Szykana
Handlarze w komisach są świadomi, że klienci często przyjeżdżają z daleka, aby obejrzeć i ewentualnie kupić auto. Wiadomo, że podróż w tę i z powrotem to kłopot, koszty i ewentualnie dodatkowy czas, aby się rozmyślić. Stąd często pojawiająca się oferta: "samochód ubezpieczymy na miejscu i można wracać na kołach".
Jest to możliwe, ale tylko w sytuacji, gdy samochód jest zarejestrowany w Polsce — czyli ma polskie tablice i dowód rejestracyjny. Jeśli samochód ma zagraniczne "blachy", z dużym prawdopodobieństwem został wyrejestrowany w kraju pochodzenia i nie jest dopuszczony do ruchu. Rzeczywiście, polisa OC wystawiona "na numer VIN" chroni nas przed ewentualną odpowiedzialnością za różne szkody, jakie możemy zrobić po drodze, ale jadąc na obcych numerach rejestracyjnych, zwłaszcza podrabianych (to się bardzo często zdarza, gdyż np. oryginalne niemieckie tablice rejestracyjne trzeba zwrócić podczas wyrejestrowania samochodu w Niemczech, co najmniej urzędnik usuwa znaki legalizacyjne), wystawiamy się na celownik policji. W razie kontroli samochód pojedzie na lawecie na parking depozytowy, a jeśli korzystaliśmy z podrobionych numerów rejestracyjnych, będziemy mieć poważne kłopoty — poważniejsze niż mandat.
Rada: jeśli kupujemy samochód z dala od miejsca zamieszkania, nie ma rady: należy najpierw go zarejestrować, a potem, mając już tablice rejestracyjne, wrócić po niego. Niektórzy sprzedawcy w przypadku droższych samochodów oferują zawiezienie samochodu na lawecie pod dom – to jest alternatywna, dobra opcja.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Autor Maciej Brzeziński
Pasjonat technologii, prywatnie także zapalony kolarz
Pokaż listę wszystkich publikacji

To jest materiał Premium

Dołącz do Premium i odblokuj wszystkie funkcje dla materiałów Premium:

czytaj słuchaj skracaj

Dołącz do premium
Skrót artykułu