Wyobraźcie sobie przez chwilę, że macie np. nowego Hyundaia i30 i musicie podjechać do serwisu dilerskiego na sprawdzenie klimatyzacji. Upał niemiłosierny, a klima nie działa. Pewnie dlatego, że kilka dni temu zahaczyliście przodem auta o krawężnik – wygląda na to, że rozszczelnił się układ i czynnik chłodniczy uciekł do atmosfery. Trudno, trzeba będzie wymienić jakiś wężyk i wydać ze 150 zł na napełnienie klimy.

W serwisie – niespodzianka. Uprzejmy pracownik oznajmia, że naprawa będzie kosztowała jakieś 2000 zł (!). Czyżby padł kompresor klimy – myślicie gorączkowo – no bo skąd ta cena? Nie wierzycie własnym uszom, więc sprawdzacie wycenę wydrukowaną z komputera. Faktycznie, wpisano tam cenę 600 g czynnika – 1700 zł, reszta to robocizna. Brzmi absurdalnie, ale niestety, to prawda.

Wszystkiemu winne chłodziwo R-1234yf, które – przynajmniej teoretycznie – musi być stosowane w nowych modelach aut. I choć przykład Hyundaia jest wyjątkowo ekstremalny, w warsztatach dilerskich innych firm stosujących już nowy czynnik również tanio nie będzie. Dlaczego? Patent na produkcję nowego czynnika chłodniczego mają na razie tylko dwie firmy – Honeywell oraz DuPont.

Obie mogą w zasadzie dowolnie dyktować więc ceny, obie zresztą z tej okazji skwapliwie korzystają. Owszem, ceny nowego czynnika ostatnio zaczęły nieco spadać, ale w porównaniu ze stosowaną dotychczas substancją R-134a nadal są mniej więcej 20-25 razy wyższe.

W 2013 r. UE nakazała producentom nowych aut stosować czynnik R-1234yf, bo znacznie spowalnia on powstawanie efektu cieplarnianego. A że jest ekstremalnie łatwopalny i w razie nawet niegroźnej kolizji oraz rozszczelnienia układu może w kilka sekund wywołać pożar, to już inna sprawa. Pięknie umrzeć w imię ekologii, prawda?

Od dwóch lat mamy bałagan, bo wiele firm motoryzacyjnych przestawiło się na nowy czynnik, inne z kolei – np. VW, Seat i Mercedes – zostały przy starym środku R-134a. Burzliwe przejścia z nowym czynnikiem ma zwłaszcza ostatnia z tych marek, bo początkowo Niemcy chcieli nawet stosować w swych autach środek R-1234yf, ale w obliczu niepokojących wyników crashtestów zrezygnowali, a wyposażone w nową klimę pojazdy wezwali do serwisów i... przerobili układy na stary czynnik.

To jednak nie koniec, bo Francuzi przygotowali niespodziankę Stuttgartowi – zabronili sprzedawania u siebie nowych Mercedesów ze „starymi” klimatyzacjami. Niemcom udało się ostatecznie odwołać od tej decyzji, tyle że przepychanki na linii Paryż–Stuttgart trwają do dziś. Działania Mercedesa zapłodniły jednak twórczo umysły niektórych kierowców, więc coraz więcej osób szuka możliwości obniżenia kosztów związanych z obsługą „nowej” klimatyzacji.

Bo, jak się okazuje, istnieje sposób na w miarę bezbolesne przerobienie układu pracującego na czynniku R-1234yf i napełnienie go starym środkiem R-134a. Żeby usługa była poprawnie przeprowadzona, należy przede wszystkim wykonać płukanie układu – mimo że w obu przypadkach stosuje się identyczne sprężarki, to pracują one na innym oleju – i przerobić zawory do napełniania klimy.

Można co prawda stosować przejściówki, ale stwarza to ryzyko pomyłki w przyszłości, lepiej więc przerobić zawory na stałe. Ingerencji mogą też wymagać parownik i osuszacz, zatem pierwsze napełnienie nowego układu starym czynnikiem może okazać się kosztowne (nawet ponad 1200 zł), ale już każdy kolejny przegląd zmodyfikowanej klimy oznacza powrót do dotychczas znanych kosztów. Inny problem to (nie)przygotowanie polskich serwisów dilerskich do obsługi aut wyposażonych w klimatyzację nabitą nowym czynnikiem.

Przygotowując niniejszy materiał, wykonaliśmy kilkanaście telefonów do warsztatów różnych marek i np. serwis Mitsubishi odesłał nas do położonego nieopodal warsztatu Hyundaia. Powody do niepokoju mają też właściciele Renault Twingo i Kadjara, bo żaden z sześciu (!) wybranych przez nas serwisów (Kraków, Warszawa) nie mógł nam pomóc. Jak ustaliliśmy, sprzęt do obsługi aut z czynnikiem R-1234yf już zamówiono, ale jeszcze nie dotarł. Będzie może za dwa, może za trzy tygodnie.

A zatem przerabiać czy nie? Argumenty przemawiające za starym czynnikiem już przytoczyliśmy. Przeciw przemawia przede wszystkim utrata fabrycznej gwarancji na wszystkie elementy (w tym kompresor) związane z układem klimatyzacji. Poza tym, jak twierdzą przedstawiciele niektórych niezależnych serwisów klimatyzacji, na razie wykonano jeszcze zbyt mało takich przeróbek, żeby było wiadomo, czy na dłuższą metę nie pojawią się z nimi jakieś problemy.

Koszt nabicia klimatyzacji: czynikiem R-1234yf

W poniższej tabelce zestawiamy koszty napełnienia klimatyzacji „od zera”: ceny w lewej kolumnie wzięliśmy z serwisów dilerskich, cena po prawej to przeciętny koszt usługi w niezależnym serwisie naprawiającym klimatyzacje. Skąd taka duża różnica? Poprosiliśmy ASO o wycenę usługi w oparciu o przeznaczony do danego auta czynnik R-1234yf, więc ceny są odpowiednio wysokie.

W niezależnym serwisie najpierw trzeba przystosować układ do pracy na starym czynniku R-134a (patrz obok; cena ok. 1200 zł jednorazowo), a dopiero potem – tak jak w wypadku starszych aut – będzie można napełniać układ starym czynnikiem. I to jest cena w prawej kolumnie tabeli. Żaden z kilku zapytanych przez nas serwisów dilerskich marki Renault nie mógł nam pomóc – brak sprzętu do obsługi nowej klimy.

Fiat 500X od 900 zł
Hyundai i30 od 1700 zł
Kia Soul od 1000 zł
Mitsubishi Spacestar od 1400 zł
Opel Mokka od 1050 zł
Peugeot 308 od 1900 zł
Renault Twingo b.d.
Subaru Forester od 850 zł
Toyota GT86 od 800 zł

Przeróbka układu klimatyzacji na czynnik r-134a

Zdania o zabiegu przystosowania nowego układu (R-1234yf) do pracy na starym czynniku są podzielone. Z jednej strony otrzymujemy w perspektywie czasu układ znacznie tańszy w obsłudze i niestwarzający ryzyka wystąpienia pożaru, z drugiej – narażamy się m.in. na utratę gwarancji (dotyczy, rzecz jasna, tylko nowych aut).

Liczba niezbędnych przeróbek okazuje się stosunkowo mała, bo np. sprężarki są w obu wypadkach identyczne, tyle że pracują na innym oleju. To z kolei wymaga przed pierwszym zastosowaniem wypłukania układu, a to dość droga usługa.

Naszym zdaniem

Ekolodzy (a raczej lobbyści producentów chłodziw) jak zwykle chcieli dobrze i – jak zwykle – postawili na swoim. Coraz więcej nowych aut ma więc na pokładzie horrendalnie drogi i potencjalnie niebezpieczny czynnik chłodniczy.