Przełom marca i kwietnia to w Polsce sezon na opony. Niektórzy kierowcy korzystają z dwóch kompletów felg i co pół roku sami przekładają je na działce lub w garażu, inni tracą czas w kilometrowych kolejkach przed serwisami oponiarskimi.

Są też i tacy, którzy ogumienia nie wymieniają, bo mają całoroczne albo... cały rok jeżdżą na zimówkach (to akurat dość kiepski pomysł – patrz niżej). Niezależnie od tego, do której z tych grup należycie, sprawdźcie, czy wiecie wszystko o poprawnej wymianie opon.

Sama wymiana ogumienia jest stosunkowo łatwą czynnością, zatem żaden porządny warsztat oponiarski spaprać jej nie powinien. Sęk w tym, że sezon wymiany opon jest bardzo krótki, a zarazem intensywny. To z kolei oznacza, że te usługi nierzadko oferują firmy, które na co dzień zajmują się czymś innym, np. wymieniają szyby, spawają tłumiki lub... handlują warzywami.

Do tego dochodzą pośpiech (trzeba się jak najwięcej nachapać!) i pragnienie w miarę szybkiego pozbycia się klienta. Jeśli więc chcecie, żeby opony w waszym aucie wymieniono jak najlepiej i w sposób gwarantujący bezpieczeństwo, rozejrzyjcie się za warsztatem, który profesjonalnie zajmuje się oponami na stałe, a nie tylko podczas sezonowych żniw.

Warto sprawdzić – oczywiście, o ile to możliwe – z jakich maszyn korzysta dany warsztat, gdyż przestarzały sprzęt stwarza zagrożenie dla felg i opon, tym większe, im niższy jest profil danej opony. Specjalistycznego sprzętu wymaga też ogumienie typu run flat.

Fachowy warsztat zawsze porządnie przygotowuje obręcze do montażu opon. Na tzw. stopkę i stykające się z nią krawędzie obręczy (uprzednio oczyszczone!) należy nałożyć specjalny smar, ułatwiający montaż i uszczelniający miejsce łączenia. Doświadczony mechanik może przy okazji wymiany ogumienia wykryć luzy w zawieszeniu i układzie kierowniczym. Uwaga: przed ponownym założeniem koła należy oczyścić piastę.

Większość serwisów w cenie usługi uwzględnia też wyważenie opon, ale czasem trzeba się niestety upomnieć o swoje. Ważne: opony i obręcze muszą być względnie czyste – wyważanie kół oblepionych błotem jest zwyczajnie bez sensu. Niewyważone opony nie tylko obniżają komfort jazdy, lecz także przyspieszają zużycie poszczególnych elementów zawieszenia i układu kierowniczego.

Niekiedy okazuje się, że wyważone koło zaczyna bić dopiero po zamontowaniu – w takiej sytuacji można się ratować doważaniem na aucie, ale to działanie z reguły tylko maskuje niesprawność samochodu (np. pokrzywione tarcze hamulcowe). Pamiętajcie o tym, że niewyważone koło daje o sobie znać z reguły tylko w pewnym zakresie prędkości – czasem nawet trudno się zorientować, że coś jest nie tak.

Mechanicy co prawda nie lubią, gdy patrzy się im na ręce, radzimy jednak sprawdzić, czy letnie opony, które w poprzednim sezonie pracowały na tylnej osi, tym razem na pewno trafiły na przód (i na odwrót). W ten sposób sprawicie, że ogumienie będzie się równomiernie zużywało i po dwóch czy trzech latach nie okaże się, że dwie opony są w świetnym stanie, a dwie nadają się do wyrzucenia.

Do częstych błędów należą niepoprawne dokręcenie kół (powinno się używać klucza dynamometrycznego!) i niewłaściwe ustawienie ciśnienia. Niektóre warsztaty proponują też (za dopłatą) pompowanie kół azotem, ale naszym zdaniem nie warto – w darmowym powietrzu jest ponad 78 proc. tego gazu. Przy okazji wymiany opon warto za to zainwestować w nowe wentyle.

A co, jeśli po wymianie opon auto zacznie ściągać na którąś ze stron? Przyczyn takiego stanu rzeczy może być wiele: od wady fabrycznej jednej z opon, przez nieprawidłowo ustawione ciśnienie, aż po problemy z geometrią i zużycie ogumienia.

Osobny temat stanowią nowoczesne auta wyposażone w system monitorowania ciśnienia. W takim wypadku wymiana opon będzie droższa i bardziej czasochłonna. Układ może wymagać zaprogramowania czujników za pomocą specjalnego urządzenia. Nie każdy warsztat oponiarski ma odpowiedni sprzęt – obowiązek stosowania układu TPMS w nowych autach wprowadzono niecałe pół roku temu.

Wielu kierowców korzysta z dwóch kompletów obręczy, bo wówczas wymiana sprowadza się przekładania całych kół. Problem polega na tym, że przydałoby się je wyważyć, a tego – jak wiadomo – na podwórku pod blokiem nie da się zrobić. A ja nic nie wyważam, wymieniam sam i jest dobrze – powie ktoś. Cóż, nie zawsze niewyważone koło daje spektakularne efekty (np. drgania pojawiają się w bardzo wąskim zakresie prędkości), ale usterki układu jezdnego to wówczas i tak kwestia czasu.