W skrócie

Z układami wykorzystującymi AdBlue, czyli wodny roztwór mocznika, do oczyszczania spalin z tlenków azotu od lat zmagają się kierowcy ciężarówek, w silnikach samochodów osobowych to wciąż nowość. O tym, że problemy z układem zdarzają się często, świadczy choćby to, że po wpisaniu w wyszukiwarce internetowej hasła „AdBlue” znaczna część wyników to... reklamy firm oferujących (nielegalne) wyłączanie układów w aucie.

Teoretycznie stosowane w autach systemy SCR (układy tzw. selektywnej redukcji katalitycznej) powinny być niemal całkowicie bezobsługowe – jeszcze niedawno wielu producentów twierdziło nawet, że w większości przypadków kierowca nie będzie musiał samodzielnie dolewać AdBlue, bo zbiornik tego środka ma wystarczać od przeglądu do przeglądu, na którym zajmą się tym mechanicy.

Kiedy zużycie dodatku wzrośnie

To jednak dosyć optymistyczny scenariusz – w nowych modelach lepiej na to nie liczyć. Z jednej strony producenci aut nie chcą montować zbyt dużych zbiorników na AdBlue, bo zwiększają one masę samochodu i zabierają sporo miejsca. Z drugiej – po aferze z volkswagenowskimi dieslami odpowiednie instytucje zaczęły się dokładniej przyglądać temu, co wylatuje z rur wydechowych aut również podczas normalnej jazdy, a nie tylko w trakcie urzędowych testów w warunkach laboratoryjnych. Z niezależnych badań wynika, że w przypadku wielu modeli rzeczywiste zużycie AdBlue było zbyt niskie, żeby układy oczyszczania spalin faktycznie mogły działać. Na razie producenci aut deklarują, że zużycie AdBlue powinno wynosić od 1 do ok. 5 proc. zużycia oleju napędowego, oczywiście, w zależności od obciążenia silnika oraz warunków jazdy. W praktyce zdarza się, że rzeczywiste zużycie tego środka wynosi mniej niż 0,5 proc.! To się może jednak szybko zmienić, jeśli producenci zostaną zmuszeni do zaktualizowania oprogramowania sterowników silników.

W obecnie produkowanych autach zbiorniki AdBlue mają zwykle pojemność od ok. 8 l (np. w Oplu Insignii) do ponad 30 litrów (w Jeepie Grand Cherokee). W niektórych modelach (np. w Mercedesie klasy C) klient może zadecydować, czy woli mieć np. większy bagażnik i mniejszy zbiornik AdBlue, czy też odwrotnie – rzadziej dolewać płynu, ale za to mieć nieco mniej miejsca do przewożenia bagaży.

Dolej, bo nie pojedziesz

W praktyce już teraz w wielu modelach zapas AdBlue na pokładzie wystarcza na 8-10 tys. km, niekiedy system dopomina się o dolewkę znacznie wcześniej. Jeśli wszystko działa poprawnie, układ z dużym wyprzedzeniem, z reguły na ok. 2 tys. km przed wyczerpaniem płynu, ostrzega o konieczności dokonania dolewki. Jeśli kierowca zbyt długo ignoruje ten komunikat, silnik może przejść w tryb awaryjny, który pozwala poruszać się jedynie z ograniczoną prędkością. Później, po wyłączeniu silnika, nie da się go już uruchomić! Często w takiej sytuacji nie wystarczy tylko dolewka płynu, lecz konieczna jest wizyta w warsztacie i tam podłączenie auta do komputera diagnostycznego oraz zresetowanie systemu. Jeśli układ oczyszczania spalin przestanie działać z powodu usterki, silnik też przejdzie w tryb awaryjny lub nie pozwoli się uruchomić.

Zapas w bagażniku? zapomnij!

Teoretycznie przed konsekwencjami wyczerpania się zapasu płynu można by się zabezpieczyć przez wożenie w bagażniku np. litrowej butelki z AdBlue (do kupienia w sklepach motoryzacyjnych i na stacjach za ok. 10-15 zł). Niestety, w naszym klimacie to niezbyt dobry pomysł. Przegrzany AdBlue (czyli przechowywany przez dłuższy czas w temperaturze powyżej 30˚C) rozkłada się i zaczyna śmierdzieć, z kolei z nadmiernie wychłodzonego płynu (przechowywanego w temperaturze poniżej 5˚C) wytrącają się kryształki mocznika, a w dodatku łatwo zamarzający płyn może rozerwać opakowanie i wylać się w bagażniku. Takiego ryzyka lepiej unikać, bo AdBlue ma silne właściwości korozyjne.

Nie ma zimowego AdBlue

Inaczej niż w przypadku oleju napędowego, nie da się stworzyć zimowego AdBlue. Olbrzymie znaczenie dla skuteczności działania układu oczyszczania spalin ma czystość preparatu, nie można więc do niego dodawać żadnych środków poprawiających odporność na zamarzanie. Układy są tak wrażliwe, że już samo nalanie AdBlue przy użyciu lejka ubrudzonego paliwem lub olejem silnikowym może doprowadzić do kosztownej awarii. Przelewanie płynu do opakowań po innych środkach też jest ryzykownym pomysłem, o czym przekonało się już wielu kierowców samochodów ciężarowych.

Warto wiedzieć, że w niskich, ujemnych temperaturach system SCR może zacząć działać dopiero wtedy, gdy AdBlue w zbiorniku rozmarznie. Jeśli zrobi się naprawdę zimno, lepiej, żeby nowoczesny, ekologiczny diesel stał przez noc w ciepłym garażu.

Nie znosi mrozu ani upałów

Foto: 123RF / Auto Świat
Adblue nie lubi zimy

AdBlue to 32,5-proc. wodny roztwór mocznika. W naszym klimacie jego najpoważniejszą wadą jest to, że z racji wysokiej zawartości wody zamarza już w temperaturze niewiele niższej niż 11˚C i nie powinien być przez dłuższy czas wystawiony na działanie temperatury poniżej 5˚C. Podczas schładzania z roztworu wytrącają się kryształki mocznika, które w postaci białego osadu zbierają się na ściankach zbiornika. Jest to proces odwracalny – kryształki mogą się ponownie rozpuścić w roztworze, jeśli zostanie on delikatnie podgrzany i starannie wymieszany.

Układy montowane w samochodach są – przynajmniej teoretycznie – zabezpieczone przed zamarznięciem płynu. Zbiorniki wykonane z tworzywa odpornego na rozsadzenie przez zamarzający płyn są wyposażone w układ podgrzewania, który jednak działa tylko wtedy, gdy silnik pracuje. Dodatkowo, żeby zamarzający AdBlue nie rozerwał przewodów układu, po zgaszeniu silnika cały układ jest osuszany, a płyn trafia do zbiornika. Mimo tych środków zapobiegawczych w przypadku częstych zmian temperatury w układach mogą zbierać się kryształki mocznika, które blokują przewody, zawory dozujące i pompę.

Warto też wiedzieć, że AdBlue powoduje korozję aluminium, stali, miedzi i wielu innych metali – elementy mające kontakt z tym płynem w większości są wykonane z tworzyw sztucznych. Zimą pojemników z AdBlue nie należy zostawiać w aucie, a na stacjach benzynowych powinny one być przechowywane w ogrzewanych pomieszczeniach. Dlaczego? Jeśli płyn zamarznie i na ściankach opakowania wytrącą się kryształki mocznika, to stężenie roztworu znacznie spadnie, przez co zmniejszy się skuteczność oczyszczania spalin. Układ może zgłaszać komunikaty o usterkach, a silnik przejdzie wtedy w tzw. tryb awaryjny.

Uwaga! Płynu AdBlue nie należy też wystawiać na długotrwałe działanie temperatury powyżej 30˚C i światła słonecznego, bo przyspiesza to jego rozkład. Dystrybutory AdBlue montowane na stacjach paliw są specjalnie klimatyzowane – zimą zbiorniki i pistolety dystrybutorów są podgrzewane. Kupując płyn w bańce, warto obejrzeć opakowanie – jeśli jest ono oblepione kryształami, zawartość nie nadaje się do użycia!

Gdzie tankować AdBlue?

Uzupełnienie AdBlue w większości aut nie jest wcale trudniejsze od... dolewania płynu do spryskiwaczy. Z reguły najdroższym sposobem na dolewkę jest wizyta w ASO lub zakup w sklepach lub na stacjach benzynowych małych opakowań, które mogą kosztować nawet ok. 20 zł za litr. Płyn będzie znacznie tańszy, jeśli kupicie go w opakowaniu co najmniej 10-litrowym, tyle że wtedy trudniej go nalać przez z reguły mały i często ukryty w zakamarkach bagażnika wlew – można jednak dokupić odpowiednie zestawy ułatwiające tankowanie. Tanim rozwiązaniem jest skorzystanie z dystrybutorów na stacjach benzynowych – warto jednak pamiętać, że są one przeznaczone do ciężarówek, trzeba więc bardzo ostrożnie tankować!

Dodatki do paliw

Foto: Robert Pykała / Auto Świat
Kiedy depresator?

W każdym sklepie motoryzacyjnym i na każdej stacji paliw są oferowane różne dodatki do paliw. Producenci aut z reguły przestrzegają przed ich stosowaniem (choć robią wyjątki dla produktów oferowanych w ASO). Jeśli tankujecie paliwo o dobrej jakości, dostosowane do panującej pory roku, a samochód jest użytkowany normalnie, to w zasadzie nie ma potrzeby dolewania czegokolwiek do paliwa. Są jednak sytuacje, kiedy dolewka dodatku ma sens. Tak jest np. w przypadku sporadycznie użytkowanych aut, które zima może zastać z letnim paliwem w baku – w takiej sytuacji użycie tzw. depresatora lub antyżelu pozwoli uniknąć problemów z wytrącaniem się kryształów parafiny z oleju napędowego.

W autach z silnikami benzynowymi wyposażonych w instalacje gazowe, w których benzyna często bardzo długo zalega w baku, warto użyć tzw. stabilizatora, który spowalnia starzenie paliwa. W starszych samochodach czasem niezłe efekty daje użycie środków czyszczących układ paliwowy.

Naszym zdaniem

Układy SCR to jak na razie najskuteczniejszy sposób na oczyszczenie spalin nowoczesnego diesla z nadmiaru szkodliwych tlenków azotu. Sam płyn AdBlue nie jest drogi, a z jego zakupem od dłuższego czasu nie ma problemów, bo ciężarówki potrzebują tego preparatu od lat. Niestety, takie rozwiązanie ma też poważne wady. Źródłem problemów może być sam płyn AdBlue, zachowujący swoje pożądane właściwości tylko w wąskim zakresie temperatur, jak i to, że taki system składa się z wielu elementów, które mogą się zepsuć. Układy SCR są tak skonfigurowane, żeby nie można było ignorować ich usterek. W razie awarii uniemożliwiają jazdę, dlatego więc tak nie lubią ich kierowcy ciężarówek.