• Retrofity LED sprawdziliśmy też w laboratorium – markowe diody świecą tak, że gdyby były żarówkami, to spełniałyby wymogi niezbędne do uzyskania homologacji
  • Obok zestawów firmowanych przez renomowanych producentów, nie brakuje też retrofitów nieznanych marek. Ich jakość to często loteria
  • Zestaw dwóch lamp wraz z modułem, który pozwala podpiąć je również do instalacji nowoczesnego samochodu, kosztuje kilkaset złotych

Dłuższa żywotność (w teorii nawet 30-krotnie, choć chyba aż tak dobrze nie będzie), dwa razy więcej światła, i to o barwie zbliżonej do światła dziennego, o połowę niższe zużycie prądu. Brzmi świetnie? Wszystko to obiecują tzw. retrofity LED, czyli zestawy zaprojektowane w ten sposób, żeby nowoczesnymi diodami zastąpić poczciwe żarówki. Ile w tych obietnicach prawdy?

Podobnie przecież jeszcze nie tak dawno temu były reklamowane zestawy do konwersji zwykłych lamp na ksenonowe, które w rzeczywistości może i dawały więcej światła, ale oślepiały jadących z przeciwka, niszczyły reflektory i zakłócały elektronikę auta. Tyle że zestawy ksenonowe były wytwarzane głównie przez nieznane azjatyckie firmy (choć czasem sprzedawcy usiłowali przekonać nabywców, że to wyroby renomowanych producentów, przez bezprawne nanoszenie na nie cudzych znaków towarowych), a retrofity LED trafiły ostatnio również do oferty najbardziej znanych i uznanych firm z branży oświetlenia samochodowego. Czas więc wymienić żarówki na LED-y? Nie tak szybko! Nawet z najlepszymi zestawami jest pewien problem – stosowanie ich na razie okazuje się niezgodne z przepisami.

Lampy LED montowane na takich trzonkach, jak żarówki halogenowe, są dostępne w sprzedaży od lat. Kiedy tylko pojawiły się na rynku – początkowo ściągane przez drobnych importerów prosto z Azji – zaczęliśmy je testować. Wyniki pierwszych prób rozczarowały. Co z tego, że światło emitowane przez diody było jaskrawe, skoro droga przed autem pozostawała niemal nieoświetlona? Producenci eksperymentowali, oblepiając korpusy „żarówek” dziesiątkami niewielkich diod, bo pojedyncze mocne diody były ekstremalnie drogie. Świeciło to słabo, pstrokato, a w dodatku z reguły krótko, bo diody wzajemnie się przegrzewały. Od pewnego czasu sytuacja zaczęła się jednak zmieniać, bo wydajne markowe diody stały się po prostu tańsze.

Skoro już zestawy do konwersji reflektorów halogenowych na diodowe trafiły do ofert renomowanych producentów, to nie może być z nimi źle. Sprawdziliśmy to! Przynajmniej niektóre zestawy, które teraz pojawiają się na rynku, świecą naprawdę dobrze. Subiektywne wrażenie jest takie, że przed autem jest wyraźnie jaśniej, choć pomiary wykazują, że czasem zasięg świateł okazuje się nieco krótszy. Światło ma jednak bardziej jaskrawą, zimniejszą barwę – żeby uniknąć oślepiania innych uczestników ruchu, reflektory (szczególnie lewy!) muszą być naprawdę starannie ustawione. Na szczęście, inaczej niż w przypadku zestawów ksenonowych, reflektory wyposażone w retrofity LED da się w większości przypadków poprawnie wyregulować.

Retrofity LED sprawdziliśmy też w laboratorium – markowe diody świecą tak, że gdyby były żarówkami, to spełniałyby wymogi niezbędne do uzyskania homologacji. Do podobnych wniosków po wykonanych przez siebie testach doszli też przedstawiciele niemieckiego automobilklubu ADAC, którzy lobbują za zmianą obowiązujących przepisów. W tej chwili normy europejskie po prostu nie przewidują zastępowania żarówek innymi źródłami światła: lampy halogenowe są homologowane według normy ECE R37, ksenony według regulaminu ECE R99 i ECE R128 w przypadku lamp diodowych.

Jeżdżąc z niewłaściwymi lampami, ryzykujemy m.in. mandat i zatrzymanie dowodu rejestracyjnego, a diagnosta czy policjant raczej zauważą przeróbkę, bo różnicę w barwie i jakości światła widać z daleka!