Na pytanie o wartość aut "po przejściach" Jan Sobański, właściciel specjalizującej się w naprawach powypadkowych firmy Auto System, a zarazem dystrybutor wyposażenia dla warsztatów blacharskich, reaguje rozbawieniem pomieszanym jednak z lekką irytacją.

- Czy to, że miałem kiedyś grypę, a nawet złamaną nogę, świadczy, że jestem teraz mniej zdrowy czy też sprawny niż inni? - pyta. - Tak jak człowieka można wyleczyć, tak i samochód można naprawić w sposób przywracający mu wartość sprzed wypadku. Trzeba tylko zrobić to zgodnie z zasadami sztuki, normami technicznymi i zaleceniami producentów. Auta zabytkowe odbudowuje się niekiedy od podstaw i nikt nie powie, że ingerencja blacharza zmniejszyła ich wartość historyczną. A w wypadku zwykłych samochodów jedynym kryterium sensowności naprawy jest po prostu opłacalność całego przedsięwzięcia.

Czasy palnika odeszły już do przeszłości

Praca blacharza samochodowego wielu osobom wciąż kojarzy się z palnikiem trzymanym w jednej ręce, a młotkiem - w drugiej. To jednak przeszłość - tak jak jest dziś oczywiste, że ocena prawidłowości działania układów zasilaniai zapłonu w nowoczesnym aucie wymaga skorzystania z komputera diagnostycznego, tak nieodzownym wyposażeniem dobrego warsztatu blacharskiego stały się urządzenia pozwalające na pomiar tzw. punktów stałych nadwozia przed wykonaniem naprawy, w trakcie i po jej zakończeniu. Auta naprawia się zaś "na zimno" (a więc bez palnika), rozciągając zdeformowane elementy karoserii tak, by przywrócić jej prawidłową geometrię.

Nadwozie po prawidłowo wykonanej naprawie powinno spełniać normy fabryczne.W szczególności wszystkie wymiary (a już przede wszystkim punkty mocowania podzespołów mechanicznych oraz zawieszenia przedniego i tylnego) powinny być takie same, jak w nowym pojeździe.

Pomiar punktów stałych nadwozia rozpoczyna się od zamocowania auta na urządzeniu pomiarowym i określenia czterech (lub przynajmniej trzech) punktów odniesienia na płycie podłogowej pojazdu. Następnie powstaje tzw. raport pomiaru, który zawiera informacje pozwalające na dokładne ustawienie wszystkich elementów karoserii i przywrócenie jej właściwej geometrii. Wykorzystuje się przy tym wzorcowe karty pomiarowe dostępne dla niemal wszystkich modeli aut (zestaw kart jest co kilka tygodni aktualizowany przez producenta urządzenia).

Urządzenia tego rodzaju bardzo zmieniły pracę warsztatów blacharskich. Pomiar przeprowadzony przed naprawą pozwala wykonać ją szybciej i zgodnie z normami technicznymi. Znacznie łatwiejsze jest też oszacowanie kosztów. Pomiar po naprawie potwierdza z kolei, że wszystko zrobione zostało właściwie.

Nowoczesne urządzenia pomiarowe są też niezastąpione w tzw. trudnych przypadkach, kiedy to naprawy wykonane "na wyczucie" kończą się niepowodzeniem. Czesław Maciński, mistrz blacharni w firmie Auto System, zapamiętał Mercedesa, który "na oko", nawet przy jego doświadczeniu, wyglądał wzorowo, ale przy prędkości 90 km/h hałas i wbracje w aucie stawały się nie do wytrzymania. Dopiero pomiary pozwoliły stwierdzić, że przyczyną była stosunkowo niewielka, niespełna 1,5-centymetrowa deformacja podłużnicy.

Ostrożność na pewno nie zaszkodzi

W sumie naprawa Mercedesa kosztowała jego właściciela dużo więcej, niż gdyby od razu wykonano ją profesjonalnie. I tak jest zawsze, kiedy fachowcy muszą poprawiać po partaczach czy oszustach. To ostatnie wcale nie zdarza się tak rzadko. Całkiem niedawno do firmy trafił zrozpaczony klient z drogim Land Roverem kupionym jako "lekko uderzony", który zupełnie "nie chciał jeździć". W trakcie naprawy okazało się, że auto zostało celowo "puknięte", by ukryć skutki wcześniejszego, dużo groźniejszego wypadku. Jak ustrzec się takiego zakupu?

Gdy kupujemy auto rozbite, zdecydowanie najmądrzej będzie sprawdzić je na urządzeniu pomiarowym, co zresztą umożliwi też rzetelne oszacowanie kosztów naprawy. Kosztuje to 200-400 zł, a pozwoli wyeliminować ryzyko. To samo dotyczy pojazdów już naprawionych, szczególnie gdy brak dokumentacji robót.

Kiedy kupujemy auto (podobno) bezwypadkowe, na pewno warto skorzystać z urządzeń do pomiaru grubości lakieru. Niezbędna jest także uważna jazda próbna. W razie wątpliwości nie trzeba od razu jechać na pomiar bryły nadwozia. Na początek wystarczy wizyta w firmie zajmującej się geometrią układu jezdnego. Kontrola zbieżności, kątów pochylenia i wyprzedzenia kół itd. (koszt ok. 100 zł) na ogół pozwoli wykryć nieudolną naprawę powypadkową.

Nie drzwi i błotniki są najważniejsze

Nie błotniki są najważniejsze Foto: archiwum / Auto Świat
Nie błotniki są najważniejsze

Coraz bardziej popularne stają się przyrządy do badania grubości powłoki lakierniczej. Warto korzystać z nich w rozsądny sposób. Grubość lakieru na błotnikach czy drzwiach można oczywiście sprawdzić, ale ma to znaczenie drugorzędne, bowiem z jednej strony elementy te łatwo wymienić, z drugiej - mogły być lakierowane po drobnych, nieszkodliwych otarciach. Dużo więcej powie o aucie sprawdzenie lakieru w takich miejscach, jak podłoga bagażnika, progi, słupki czy dach.