Otwieramy więc drzwi i… duża porcja śniegu w mgnieniu oka ląduje na fotelu. Pozostaje zmieść go, wydobyć ze schowka skrobaczkę i rozpocząć mozolne czyszczenie szyb. Już po kilku chwilach grabieją palce, a nastrój kierowcy upodabnia się szybko do warunków pogodowych.