Test pozornie wydaje się zabawny, ale nam żarty nie były w głowie. Coraz więcej aut jeżdżących po naszych drogach wyposaża się w rozliczne kamery. Najpierw miały one tylko pomagać przy cofaniu i parkowaniu, jednak w najnowszych modelach można już oglądać otoczenie pojazdu w różnych ujęciach z kilku kamer.

Teoretycznie więc przed kierowcą nie powinna się ukryć żadna przeszkoda, niezależnie od tego, czy znajduje się ona przed samochodem, za nim czy też z boku. Totalna kontrola? Czy rzeczywiście urządzenia są już tak doskonałe, że można im ślepo zaufać?

Sprawdziliśmy, co naprawdę potrafią kamery. Zasłonięte szyby zmusiły kierowców do całkowitego zdania się na elektronikę podczas manewrowania. Okazało się, że prowadzenie bez naturalnej widoczności to co najmniej dziwne doświadczenie, ale jest możliwe!

Najlepiej „uzbrojony” wystartował do testu Range Rover. Dwie kamery przednie, dwie w lusterkach, do tego piąta z tyłu. To więcej niż w niejednym studiu telewizyjnym, ale na tym nie koniec. Do zestawu należy jeszcze mobilna kamera Venturecam, którą można umieścić poza autem. Rejestrowane przez nią obrazy przesyłane są bezprzewodowo do monitora na desce rozdzielczej.

Rozbudowany jest też pakiet „wizyjny” oferowany przez Volkswagena do Touarega nowej generacji. Cztery kamery z obiektywami szerokokątnymi (pole widzenia 180 stopni) mają zapewnić widoczność w każdym kierunku. Cały ten cud współczesnej techniki nazywa się Area View.

Do testu stanęły też Kia Venga (jako reprezentantka samochodów wyposażonych w zwykłą kamerę cofania) oraz Mercedes klasy E, z kamerą przednią rejestrującą obrazy w podczerwieni (system Night Vision). Jej główne zadanie to zapewnienie kierowcy dobrej widoczności w czasie jazdy po ciemku. W dzień osiągnięcia systemu Mercedesa nie wzbudziły jednak w nas zachwytu.

RANGE ROVER - System zamontowany w luksusowej brytyjskiej terenówce może śmiało konkurować z monitoringiem miejskim z londyńskiego City – w obu przypadkach kamery uda się znaleźć dosłownie na każdym rogu.Kierowca może bawić się w reżysera, sterując pięcioma rozmieszczonymi wokół auta kamerami. Możliwy jest nawet zoom!

Niestety, do osiągnięcia kinowego efektu brakuje przede wszystkim odpowiedniej jakości obrazu. Dotykowy ekran reaguje ze znacznym opóźnieniem, a czytelność obrazu pogarsza dodatkowo lekko pochylony wyświetlacz na konsoli środkowej. Poza tymi zastrzeżeniami systemowi trudno cokolwiek zarzucić. Otoczenie obserwowane jest naprawdę czujnie i dokładnie, co rzeczywiście może się przydać podczas jazdy w terenie. Wyjątkową, naprawdę pożyteczną funkcją jest też kontrola holowanej przyczepy.

Volkswagen TOUAREG - Zmodernizowany system multimedialny nowego Touarega można za dopłatą 1130 euro wyposażyć w układ Area View. Podobnie jak w Range Roverze, pole widzenia kamer wynosi 360 stopni, chociaż Niemcom do osiągnięcia tego celu wystarczyły cztery kamery, czyli o jedna mniej niż w aucie brytyjskim.

To jednak żadna wada, bo rozdzielczość i jakość obrazu przekazywanego przez system są doskonałe. Po włączeniu przedniej kamery można było pewnie i zadziwiająco żwawo pokonywać tor testowy. Również widok do tyłu i na boki nie budził zastrzeżeń – Touaregiem można manewrować z dokładnością do kilku centymetrów. Wirtualnie wygenerowany widok z góry auta dostarcza ciekawych wrażeń i przypomina nieco efekty znane z gier komputerowych. Wyświetlane na ekranie linie pomocnicze dodatkowo ułatwiają wykonywanie manewrów.

KIA VENGA - Pakiet poprawiający widoczność kosztuje 610 euro. Za tę kwotę otrzymujemy jedną z najlepszych kamer cofania dostępnych na rynku. Obraz wyświetlany jest nie na monitorze, ale w lusterku wewnętrznym. Podczas cofania kierowca ma wszystko pod kontrolą, nie trzeba bowiem przenosić wzroku między lusterkiem a wyświetlaczem. Perfekcyjne są linie pomocnicze i ostrość obrazu.

MERCEDES E 350 - Pachołki latają! Mercedes porusza się między nimi jak słoń w składzie porcelany. Zamontowano w nim noktowizor, mający poprawiać bezpieczeństwo podczas jazdy nocą. Niestety, obiektyw o zbyt długiej ogniskowej pokazuje za mały wycinek obrazu, więc przeszkody znajdujące się tuż przed autem są niezauważalne, a precyzyjne manewrowanie – niemożliwe.