Dostałeś "mandat" przed marketem? Prawnik doradza, jak się zachować
Wielu kierowców, którzy nie mają na co dzień do czynienia z przepisami prawnymi, nie wie, jak zareagować na wezwanie do zapłaty pozostawione na parkingu przed marketem. Często pojawiają się pytania, czy należy od razu zapłacić, czy może lepiej skontaktować się z zarządcą parkingu lub może lepiej ze sklepem. Niepewność co do dalszych kroków to powszechna sytuacja, zwłaszcza wśród osób, które pierwszy raz spotykają się z taką sprawą.
Kancelaria Radcy Prawnego Karola Hojdy, który precyzyjnie opisuje taką sprawę, wyjaśnia, że wezwanie do zapłaty za brak biletu parkingowego nie jest mandatem w rozumieniu prawa. To jedynie żądanie uregulowania należności, a nie grzywna nałożona przez uprawniony do tego organ. Oznacza to, że kierowca nie ma obowiązku natychmiastowego uregulowania wskazanej kwoty, a zarządca parkingu ma ograniczone możliwości egzekwowania tej opłaty.
Mandat na parkingu pod marketem. Jakie są obowiązki zarządcy parkingu i prawa kierowcy?
Zarządca parkingu, podobnie jak kierowca, ma określone obowiązki. Przede wszystkim musi wyraźnie oznaczyć teren jako płatny oraz udostępnić regulamin korzystania z parkingu. Brak tych elementów może być podstawą do podważenia zasadności żądania zapłaty.
Jednym z najczęstszych błędów popełnianych przez kierowców jest nieświadome przekazanie swoich danych osobowych w odpowiedzi na wezwanie. Prawnik radzi, by nie podawać imienia, nazwiska ani adresu w korespondencji z zarządcą parkingu. Wskazuje, że pola te można pozostawić puste lub wypełnić przypadkowymi znakami, aby nie ułatwiać dochodzenia roszczenia przez drugą stronę.
W niektórych przypadkach w pismach pojawia się informacja o rzekomym obowiązku wskazania osoby, która zaparkowała pojazd. Jednak taki obowiązek może nałożyć wyłącznie uprawniony organ, taki jak policja czy Inspekcja Transportu Drogowego. Zarządca parkingu może jedynie poprosić o te dane, ale kierowca nie musi ich udostępniać.
Jak wygląda proces dochodzenia należności przez zarządcę parkingu?
Jeśli kierowca zdecyduje się złożyć anonimową reklamację, a zarządca parkingu jej nie uzna, kolejnym krokiem jest próba ustalenia właściciela pojazdu. Zarządca może wystąpić do Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK) o udostępnienie danych właściciela auta. Po ich uzyskaniu wysyła kolejne wezwanie do zapłaty, jednak nadal nie ma pewności, kto faktycznie prowadził pojazd w danym momencie.
Kancelaria prawna zaleca, by w odpowiedzi na takie pismo jasno wskazać, że nie uznaje się roszczenia, domagać się wystawienia faktury za usługę, złożyć sprzeciw wobec wpisu do rejestru dłużników oraz sprzeciwić się przetwarzaniu danych osobowych i zażądać ich usunięcia. Cały proces można podsumować w kilku krokach:
- 1 jasno wskazać, że nie uznajemy roszczenia,
- 2 domagać się przesłania podpisanej umowy oraz faktury za rzekomo wykonaną usługę,
- 3 złożyć sprzeciw przeciwko wpisowi do rejestru dłużników,
- 4 złożyć sprzeciw w zakresie przetwarzania danych osobowych oraz domagać się ich usunięcia.
Co grozi kierowcy, jeśli sprawa trafi do sądu?
Zarządcy parkingów często wysyłają kolejne pisma przez wiele tygodni, grożąc wpisem na tzw. czarną listę lub skierowaniem sprawy do sądu. Nawet jeśli dojdzie do rozprawy, to — jak tłumaczy Karol Hojda — to na zarządcy parkingu spoczywa obowiązek udowodnienia wszystkich elementów umowy, w tym tego, że właściciel pojazdu był osobą, która zaparkowała auto i nie uiściła opłaty lub nie pobrała biletu. W praktyce jest to bardzo trudne, ponieważ nagrania z monitoringu nie są przechowywane przez długi czas, a bez nich ustalenie tożsamości kierowcy jest niemal niemożliwe.
Warto mieć świadomość, że nawet jeśli zarządca parkingu będzie próbował dochodzić swoich roszczeń, to udowodnienie winy kierowcy może okazać się dla niego bardzo problematyczne.