Są małe, szybkie w montażu i tanie. Koszt najtańszych urządzeń to około 70 złotych. Droższe, kosztujące 400-600 zł, zapewniają świetną jakość obrazu i rejestrują też prędkość jazdy. Wideorejestratory robią w Polsce zawrotną karierę. Nikt nie potrafi powiedzieć, ile takich urządzeń jest zamontowanych w autach, ale z pewnością są ich dziesiątki tysięcy. Służą najczęściej do rejestrowania zachowań innych kierowców. Niektóre z tych nagrań trafiają w ręce policji.

Kilka lat temu w internecie zaczęły pojawiać się filmiki dokumentujące wypadki czy też brawurę na drogach. Najwięcej nagrań publikowali kierowcy z Rosji. Mówiło się, że tam prawo nie działa normalnie, więc każdy powinien mieć rejestrator, bo bez niego w oczach milicji szybko z ofiary może stać się sprawcą wypadku lub kolizji.

Setki takich filmów publikowanych, złożonych w rozmaite kompilacje, można znaleźć w sieci. Czy zatem ten zwyczaj przyszedł do nas z Rosji? Być może, ale pewne jest to, że trafił na podatny grunt. Według powszechnej opinii polscy kierowcy jeżdżą bardziej brawurowo i agresywniej niż inni w Europie. W dodatku często publikują swoje niechlubne wyczyny w internecie.

Gdzie wysłać film z kamerki?

Jak wyjaśnia Marek Konkolewski, ekspert w dziedzinie ruchu drogowego z Komendy Głównej Policji, trzeba było coś z tym zrobić i znaleziono sposób. Policja zaproponowała kierowcom mającym dosyć drogowego balansowania na granicy życia i śmierci, żeby pomogli nam w walce z drogowymi piratami.

Proszę zauważyć, że jeszcze pięć czy sześć lat temu rejestrowano różnego rodzaju naruszenia przepisów prawa, ale te filmiki najczęściej pojawiały się w sieci, żeby wzbudzić sensację. Chodziło o popularność, żeby miały jak największą liczbę odsłon, w wirtualnej przestrzeni nie zwracano uwagi na aspekt wychowawczy związany z bezpieczeństwem. Nie chodziło o to, żeby sprawca będący bohaterem filmiku poniósł odpowiedzialność.

W tej chwili świadomość prawna jest na znacznie wyższym poziomie i coraz częściej ludzie zaczynają współpracować z policją. Nie tolerują chamskich, agresywnych, bezprawnych zachowań na drogach i te filmiki nie są już nagrywane tylko po to, żeby umieszczać je w sieci. Teraz z tych filmików robi się użytek po to, żeby z ulic eliminować tych, którzy już dawno powinni stracić prawo jazdy. Stan bezpieczeństwa na polskich drogach pomimo tego, że z roku na rok ulega poprawie, nie jest do końca zadowalający.

Do wizji „zero wypadków” jest nam naprawdę bardzo, bardzo daleko. Obawiamy się tych, którzy są na bakier z prawem. No i wreszcie społeczeństwo mówi stanowczo: NIE piratom drogowym, a my, wychodząc naprzeciw nowym zdobyczom techniki i coraz większej dostępności urządzeń rejestrujących, zaproponowaliśmy współpracę.

Po co macie umieszczać filmiki w sieci, po co ludzie, którzy nie zasługują na miano bohatera, dalej mają jeździć po polskich drogach? Prześlijcie taki materiał nam, a my z tego zrobimy użytek. Ustalimy, kto jest sprawcą tego wykroczenia i poniesie on zasłużoną karę.

Policja w każdej komendzie wojewódzkiej uruchomiła skrzynkę poczty elektronicznej, na którą można nadsyłać odpowiednio opisane filmiki dokumentujące naruszenie przepisów przez innych uczestników ruchu drogowego.

Filmów napływa ogromna liczba. Komenda Główna Policji nie dysponuje danymi z całej Polski, ponieważ nie prowadzi takich statystyk. Jeśli jednak przyjmiemy, że tylko w Małopolsce w 2014 roku było 300 filmów, a w roku 2015 nadesłano ich już około tysiąca, to wyraźnie widać, jak ogromny jest to wzrost. Zakładając, że podobnie jest w innych województwach, można przyjąć, że mówimy o 15-20 tysiącach filmów rocznie.

Podkomisarz Joanna Biel-Radwańska z małopolskiej policji podaje, że około 2/3 kierowców nagranych na filmach jest karanych mandatami lub ich sprawy kieruje się do sądów. Podobne wyniki uzyskuje się w całej Polsce, bo i powody odrzucenia nagrania są takie same. To najczęściej słaba jakość materiału lub brak opisu albo ważnych jego elementów, takich jak informacje o czasie i miejscu zdarzenia. Wygląda jednak na to, że użytkownicy kamerek są zdyscyplinowani i czytają ze zrozumieniem wskazówki dotyczące filmów, podane na policyjnych stronach – tylko 1/3 nagrań nie spełnia wymaganych standardów.

Co najcześciej rejestrują kamery w samochodach?

Marek Konkolewski opowiada, że na filmach najczęściej widać: nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu, przejechanie na czerwonym świetle, wyprzedzanie niezgodnie z przepisami, zajeżdżanie drogi, nagłe gwałtowne hamowanie utrudniające komuś ruch czy też agresywne manewry, kiedy ktoś próbuje innym wymierzyć sprawiedliwość. Są też sytuacje świadczące o aroganckim i prostackim zachowaniu.

Jeżeli ktoś jedzie i przekroczy prędkość o 5 km/h, jeśli ktoś w dzień zapomni włączyć świateł mijania, a włączy światła pozycyjne, ktoś skręca w prawo i  zapomni włączyć prawego kierunkowskazu, a nie stwarza przy tym żadnego zagrożenia, to z prawnego punktu widzenia jest to wykroczenie, ale społeczna szkodliwość czynu jest znikoma. Nie o takie przypadki nam chodzi, nie chodzi o to, żeby nagrywać wszystkich i wszystko. Zależy nam, żeby nagrania dotyczyły naruszenia przepisów prawa, które doprowadziły do rzeczywistego zagrożenia bezpieczeństwa na drodze – twierdzi Konkolewski.

Czy filmy od kierowców to spoób na podniesienie statystyk?

To oczywiście tylko teoria, praktyka jest taka, że funkcjonariusze reagują też w błahych przypadkach, nawet jeśli nie doszło do faktycznego zagrożenia bezpieczeństwa. Zastrzegający sobie anonimowość funkcjonariusz drogówki wyjaśnia nam, że tak się dzieje, bo policjanci są rozliczani z mandatów.

W niektórych komendach liczba wystawionych mandatów staje się kryterium oceny naszej pracy. A tu proszę, wynik sam wpada w ręce. Nie trzeba nawet wychodzić na dwór.

O ile jednak funkcjonariusze chętnie korzystają z filmów, na których udokumentowano wykroczenia zwykłych kierowców, o tyle amatorskie nagrania dokumentujące szokujące niekiedy wyczyny samych policjantów są przez nich przyjmowane z reguły z mniejszym entuzjazmem. Trzeba jednak przyznać, że w tej dziedzinie widać pewną poprawę – zdarzają się przypadki zarówno zachowań graniczących z szykanowaniem autorów takich nagrań, jak i przykładnego ukarania sprawców wykroczeń.

Nadal większość takich materiałów jest anonimowo publikowana w sieci. W praktyce... policjanci wiedzą lepiej niż zwykły kierowca, jak się wymigać od mandatu. Niewiele trzeba, żeby nagrywającego zmusić do osobistego złożenia zeznań w komendzie i sądzie – po serii odwiedzin w komisariacie i na rozprawach nagrywający zastanowi się w przyszłości dwa razy, zanim doniesie na policjanta czy innego kierowcę.

Moda na donoszenie

Jak na użytkowników kamerek samochodowych reagują inni użytkownicy dróg? Zdania są podzielone – w polskim społeczeństwie wciąż dość powszechna jest opinia, że informowanie policji o wykroczeniach innych kierowców to coś niestosownego, a wręcz zwykłe donosicielstwo.

To jednak się zmienia. Wielu kierowców traktuje to jako obywatelski obowiązek, formę działania na rzecz wspólnego bezpieczeństwa. Przede wszystkim jednak sama świadomość, że poza radiowozami policji po drogach poruszają się tysiące aut potencjalnie wyposażonych w sprzęt rejestrujący, działa na kierowców dyscyplinująco. Najbardziej zresztą na tych, którzy sami z kamerek korzystają.

Dlaczego Kierowcy montują kamerki?

Foto: Szypulski Piotr / Auto Świat
Kamera w aucie

Pobudki, dla których tak wielu kierowców decyduje się na rozpoczęcie jazdy z kamerą za szybą samochodu, bywają różne. Oto, co o użytkownikach takiego sprzętu uważa psycholog transportu Paulina Łopata : Z moich obserwacji wynika, że kierowców instalujących kamery w samochodach można hipotetycznie podzielić wg motywów na co najmniej 3 grupy:

- kierowcy instalujący kamery na potrzeby własne. Nagrań mogą użyć po kolizji lub w sytuacji próby wymuszenia odszkodowania, gdy często jedynym dowodem zdaje się słowo przeciwko słowu innego uczestnika ruchu. W takiej sytuacji używanie wideorejestratorów wydaje się uzasadnione i pomocne;

- osoby chcące przyczynić się do poprawy bezpieczeństwa. Poza używaniem wideo dla własnych potrzeb nagrania z brawurowego zachowania kierowców przekazują policji. Podkreślam – brawurowego zachowania, czyli rażących wykroczeń innych kierowców, mających realny wpływ na bezpieczeństwo pozostałych użytkowników drogi. Taki sposób pomocy policji jest wskazany i może przyczynić się do realnego wzrostu bezpieczeństwa, przez eliminowanie z dróg piratów drogowych i ich karanie, ale również przez samokontrolę, powodowaną choćby strachem przed możliwością bycia nagranym i późniejszych tego konsekwencji;

- szeryfowie, czyli niespełnieni policjanci. To zazwyczaj kierowcy uważający siebie za najlepszych i najsprawniejszych, często niedowartościowani w innych sferach. Nie dostrzegają u siebie popełnianych błędów, za to chętnie widzą je u innych. Twierdzą, że pozostali uczestnicy ruchu mają za małe umiejętności i przeszkadzają im w swobodnej jeździe. Wykazują więc tendencje do nauczania innych, często w sposób karcący, np. ubliżając w celu edukacyjnym kierowcom, którzy jadą w ich mniemaniu za wolno.

W ramach zemsty bądź nauki tacy kierowcy chętnie wysyłają nagrania policji, szczególnie z błahych powodów, np. nieprawidłowo zaparkowanego samochodu. Celem nie jest przyczynienie się do zwiększenia bezpieczeństwa, lecz chęć ukarania innego kierowcy i satysfakcja z tego, że pokazali swoją wyższość. Ważne jest to, żeby rozgraniczyć popełniane przez kierowców drobne błędy od poważnych wykroczeń. Takie przypadki, jak źle zaparkowane auto, niewłączenie kierunkowskazu, świateł itp., zdarzają się każdemu kierowcy, bez względu na posiadane umiejętności.

Wobec takich drobnych potknięć powinniśmy być mimo wszystko tolerancyjni. W moim odczuciu nie jest wskazane wysyłanie policji filmów z takimi nagraniami. Niestety, w praktyce skrzynki w komendach są jednak zasypywane głównie takimi informacjami.

Pamiętajmy, że błąd może się przydarzyć każdemu z nas, ale jeśli jesteśmy świadkami rażącego naruszenia zasad bezpieczeństwa, to pomagajmy policji w łapaniu prawdziwych przestępców drogowych. Kierowcy wysyłający nagrania policji powinni mieć również świadomość tego, że stają się potencjalnymi świadkami i w razie potrzeby mogą być poproszeni przez policjantów o złożenie zeznań.

Tanie kamerki się nie przydadzą!

Foto: Szypulski Piotr / Auto Świat
Tanie kamerki się nie przydadzą!

Najtańsze kamery, kosztujące po kilkadziesiąt złotych, pozwalają na nagrywanie filmów nadających się najwyżej do pokazania znajomym. Choć w większości przypadków sprzedawcy takiego sprzętu twierdzą, że nagrywa on obraz w jakości HD lub nawet Full HD, to w rzeczywistości rozdzielczość jest tak słaba, że np. nie sposób odczytać numerów rejestracyjnych mijanych aut czy rozpoznać twarzy nagranych osób. Niekiedy w warunkach dobrego oświetlenia jakość obrazu jest jeszcze akceptowalna, za to na nagraniach wykonanych w deszczu lub po zmroku widać tylko rozmazane plamy.

Za 200-300 zł można kupić urządzenia, z których nagrania są rzeczywiście czytelne, choć i w tej kategorii cenowej zdarzają się kamery niespełniające nawet minimalnych wymagań co do jakości obrazu. Szczególnie od czasu wprowadzenia nowych przepisów pozwalających policjantom na zatrzymywanie praw jazdy za przekroczenie prędkości o więcej niż 50 km/h w terenie zabudowanym coraz większą popularnością cieszą się też rejestratory ze zintegrowanymi modułami GPS.

Można je kupić już za ok. 400 zł, a poza obrazem rejestrują również przebieg trasy oraz prędkość auta. Nagranie z takiej kamery, mimo że nie ma ona tzw. zatwierdzenia typu czy legalizacji ani żadnych innych dokumentów pozwalających uznać ją za sprzęt do wykonywania pomiarów prędkości, może być przydatnym argumentem w rozmowie z policjantem lub podczas sprawy przed sądem.

Zawsze to lepsze niż samo słowo obwinionego kierowcy przeciwko zeznaniom policjanta posługującego się oficjalnie zalegalizowanym sprzętem. Wybór właściwej kamery do samochodu nie jest wcale łatwy.

Warto poszukać rejestratora, który zapewnia dobrą jakość obrazu (pomocne mogą być np. recenzje internetowe i zamieszczane w sieci filmy z konkretnych urządzeń), wyposażonego w GPS, a przy tym możliwie niepozornego. To ostatnie ma znaczenie z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, wiele kamer ma duże obudowy z błyszczącymi elementami, które widać z daleka – strach zostawić samochód z takim sprzętem na parkingu.

Po drugie, w wielu sytuacjach wcale nie jest dobrze, jeśli inni uczestnicy zdarzenia wiedzą, że są nagrywani (np. policjant domagający się łapówki czy uczestnik kolizji, w której to my ewidentnie jesteśmy winni). Niestety, te najbardziej dyskretne rejestratory nie mają wbudowanych wyświetlaczy, nie można więc w razie potrzeby, np. na miejscu, pokazać zainteresowanym filmu lub przed przekazaniem go policjantowi sprawdzić, co się dokładnie nagrało.

Czy za granicą można używać kamerek?

W Niemczech - można okazjonalnie nagrywać dla celów prywatnych, ale publikowanie bez zgody widocznych na nagraniu osób jest nielegalne. Kamery monitoringu powinny być oznakowane. Niemieckie sądy nie mają jednolitego stanowiska co do wartości dowodowej takich filmów w postępowaniach sądowych. Zdarzały się zarówno postanowienia o wykorzystaniu nagrań, jak i przypadki odmów oraz ukarania autorów filmów. Niemiecki urząd zajmujący się ochroną danych ostrzega, że w określonych przypadkach wykonywanie i używanie nielegalnych nagrań może być ukarane grzywną w wysokości do 300 000 euro!

Słowacja - Nie wolno używać kamer samochodowych. Przepisy zabraniają umieszczania czegokolwiek na szybie auta w polu widzenia kierowcy.

Na Węgrzech - jeśli nagranie jest publikowane bez zgody widocznych na nim osób, twarze i numery rejestracyjne nie mogą być czytelne. Nagrania źródłowe bez zatartych szczegółów mogą być przechowywane co najwyżej przez 5 dni roboczych. Wyjątek od tej reguły przewidziano dla filmów używanych w celach dowodowych, np. w postępowaniu sądowym.

W Austrii - filmowanie jest bardzo ryzykowne. Nawet w przypadku filmów dokumentujących cudze wykroczenia autorzy muszą się liczyć z surowymi karami, ponieważ do ścigania osób łamiących prawo są powołane jedynie odpowiednie służby. Kamerę z auta lepiej więc zdemontować!

Naszym zdaniem

Skoro mogę nagrywać innych, to przecież oni mogą nagrywać również mnie! Do takiego wniosku dochodzi wielu użytkowników samochodowych rejestratorów i to właśnie skłania ich do ostrożniejszej jazdy. Zresztą przecież sami też dokumentują swoje ewentualne wykroczenia.

Czy warto zainwestować w kamerkę? Są poważne argumenty, które za tym przemawiają. Nawet jeśli nie chcemy bawić się w policjantów i ścigać sprawców wykroczeń, to nagranie z własnej kamery może stanowić dowód potwierdzający naszą niewinność, jeśli zostaniemy pomówieni o złamanie przepisów czy spowodowanie kolizji.