Ustawa z dnia 4 grudnia 2025 r. o zmianie niektórych ustaw w celu poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego to kolejna próba zreformowania obowiązujących w Polsce przepisów drogowych. Niestety, jak to zwykle bywa, politycy i urzędnicy wybrali drogę na skróty — zamiast stworzyć od nowa spójne i dostosowane do współczesnych realiów prawo, po raz kolejny postanowili łatać i punktowo zmieniać dotychczasowe przepisy, przez co stały się one jeszcze bardziej zagmatwane i trudne do zrozumienia. Tak, jak poza garstką prawników nikt nie jest dziś w stanie z pamięci powiedzieć, co grozi w Polsce za jazdę po alkoholu (choć mamy jedne z najbardziej restrykcyjnych przepisów w Europie), tak również i te najnowsze zmiany będą czytelne i zrozumiałe tylko dla wtajemniczonych. Także dlatego, że wprowadzenie nowych obostrzeń wymagało zmiany aż siedmiu różnych ustaw: Kodeksu wykroczeń, Kodeksu karnego, Kodeksów postępowania karnego i w sprawach o wykroczenia, Prawa o ruchu drogowym, Ustawy o kierujących pojazdami, a nawet ustawy o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich.
Poznaj kontekst z AI
Wciąż też niejasna jest przyszłość wchodzących właśnie w życie przepisów, bo choć prezydent ustawę podpisał, to najwyraźniej nie był w pełni przekonany do wprowadzanych przez nią rozwiązań, bo skierował do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o ich zbadanie w trybie tzw. kontroli następczej. Oznacza to, że przepisy wchodzą w życie, ale Trybunał ma w przyszłości rozpatrzyć kwestię ich zgodność z konstytucją. Nie wiadomo jednak ani kiedy to zrobi, ani co się stanie, jeśli zakwestionuje zawarte w ustawie przepisy, bo obecny status Trybunału też nie jest jasny.
Nowe przepisy od 29 stycznia 2026 r. Co dokładnie się zmienia?
Zaostrzone przepisy, zgodnie z intencją ich pomysłodawców, mają przede wszystkim uderzać w kierowców, którzy z premedytacją łamią przepisy i działają w warunkach recydywy, m.in. prowadząc auto czy motocykl mimo wydanego wcześniej sądowego zakazu. Takie przypadki nie są wcale odosobnione, w wielu sprawach głośnych tragedii drogowych z ostatnich lat okazywało się, że sprawcy byli wcześniej wielokrotnie karani i nie mieli prawa siadać za kierownicą. W ubiegłym roku policja odnotowała ponad 16 tys. przypadków, kiedy auta prowadziły osoby objęte sądowym zakazem!
Według znowelizowanych przepisów takie osoby, poza innymi sankcjami, zostaną ukarane obligatoryjnym, dożywotnim zakazem prowadzenia pojazdów mechanicznych. Osoba, która złamała sądowy zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych, będzie też obciążona obowiązkiem zapłaty świadczenia pieniężnego na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej w wysokości co najmniej 10 tys. zł.
Trudno się spodziewać, że to realnie coś zmieni, bo skoro ktoś ignorował kolejne sądowe zakazy i nie bał się tego, że niezastosowanie się do orzeczonych środków karnych to przestępstwo, za które grozi kara pozbawienia wolności do pięciu lat, to raczej nie ma co liczyć na to, że przed jazdą powstrzyma go ryzyko dożywotniej utraty prawa jazdy. Ale z drugiej strony — to kara, która kierowców jakkolwiek szanujących przepisy i zachowujących minimum rozsądku, po prostu nie dotyczy.
Dożywotnio prawo jazdy mają też tracić sprawcy wypadków podczas nielegalnych wyścigów, sprawcy wypadków, którzy znajdowali się pod wpływem środka odurzającego oraz ci, którzy zbiegli z miejsca zdarzenia lub pili alkohol lub zażywali środki odurzające po popełnieniu czynu, a przed poddaniem badaniu.
Zaostrzone zostały też przepisy dotyczące konfiskaty (przepadku) samochodów wobec kierowców, którzy prowadzili po alkoholu i z orzeczonym zakazem prowadzenia pojazdów. Jeśli kierowca będzie miał od 0,5 do 1,5 promila alkoholu we krwi i jest objęty zakazem prowadzenia pojazdów, sąd będzie mógł zdecydować o przepadku pojazdu. Z kolei przy stężeniu alkoholu powyżej 1,5 promila sąd obligatoryjnie orzeka o konfiskacie pojazdu (poza kilkoma wyjątkami przewidzianymi w przepisach). Tu również można jednak uznać, że do takiego złamania prawa nie dochodzi nigdy przypadkiem — takie stężenie alkoholu nie wynika w zasadzie nigdy z tego, że ktoś nieświadomy swojej nietrzeźwości usiadł za kierownicą na drugi dzień po imprezie!
O co chodzi z karą więzienia za przekroczenie prędkości?
Kolejna zmiana, o której jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów w mediach było głośno, to wprowadzenie kar więzienia za przekroczenie prędkości. Ale bez obaw — to absolutnie nie oznacza, że w momencie, kiedy nie zauważymy znaku i przekroczymy prędkość o kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt kilometrów na godzinę, automatycznie grozi nam odsiadka — do zasad obowiązujących np. w Norwegii nawet po zaostrzeniu przepisów jeszcze nie doszliśmy.
Art. 178d dodany do Kodeksu karnego: Kto prowadzi pojazd mechaniczny rażąco przekraczając prędkość oraz rażąco naruszając inne zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym i przez to naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo nastąpienie skutku określonego w art. 156 § 1 lub w art. 157 § 1, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
Jak widać, w przepisie tym nie ma "widełek" prędkości, przy których przekroczeniu grozi odsiadka.
Ministerstwo Sprawiedliwości bardzo szybko zareagowało na obawy dotyczące tego przepisu i opublikowało komunikat, w którym zwraca uwagę, że jest on skonstruowany tak, że samo przekroczenie prędkości nie jest jeszcze przesłanką do orzeczenia kary pozbawienia wolności. Żeby to nastąpiło, trzy przewidziane w przepisie przesłanki muszą wystąpić jednocześnie, a więc musi dojść do:
- prowadzenia pojazdu z rażąco nadmierną prędkością;
- rażącego naruszenia innych przepisów o ruchu drogowym;
- narażenia innego człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub uszczerbku na zdrowiu.
Pewne obawy może budzić brak konkretnych definicji pojęć "rażąco nadmiernej prędkości" czy "rażącego naruszenia innych przepisów drogowych", ma to jednak pozwolić sądom elastyczne i sprawiedliwe stosowanie przepisów w konkretnych okolicznościach — tak przynajmniej twierdzą przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości.
Samo przekroczenie ograniczenia prędkości pozostaje wykroczeniem. Warto też zwrócić uwagę, że przed zmianami, które weszły w życie 29 stycznia 2026, narażenie człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub uszczerbku na zdrowiu (czyli jedna z przesłanek do nałożenia zaostrzonej kary) i tak było przestępstwem zagrożonym karą więzienia do lat 3.
Niezgłoszone zloty, nielegalne wyścigi - nowe kary
Tym, co zapewne martwi fanów motoryzacji, jest ograniczenie swobody organizowania nieformalnych zlotów aut. Powód wprowadzenia nowych przepisów jest oczywisty — dotychczas często takie zloty ("spoty") motoryzacyjne bywały przykrywką albo po prostu wstępem do nielegalnych wyścigów na drogach publicznych.
Kierowcy spotykali się w wyznaczonym miejscu, z którego przemieszczali się na drogi, na których zaczynali się nielegalnie ścigać. Dopóki nie dochodziło do wyścigów czy innych potencjalnie niebezpiecznych zabaw, policja mogła się tylko przyglądać i kontrolować stan techniczny pojazdów uczestniczących w zlocie, choć wszyscy doskonale wiedzieli, że to zabawa w kotka i myszkę — radiowozy były blokowane, a chętni na wyścigi przejeżdżali na z góry ustalone miejsca. Niestety, wylano dziecko z kąpielą, bo przecież nie każde nieformalne spotkanie miłośników aut kończyło się nielegalnymi wyścigami. Teraz w przepisach (w Prawie o ruchu drogowym) pojawiła się bardzo restrykcyjna definicja zlotu motoryzacyjnego, powiązana z wymogiem zawiadamiania o takim spotkaniu odpowiedniego organu gminy.
Art. 65ja Prawa o ruchu drogowym: Spotkanie właścicieli, posiadaczy lub użytkowników pojazdów samochodowych na otwartej lub ogólnodostępnej przestrzeni, którego celem jest prezentacja pojazdów samochodowych w liczbie większej niż 10, w szczególności wprowadzonych w nich modyfikacji, wymaga wcześniejszego zawiadomienia organu gminy(...).
Jeśli więc np. umówię się z ośmioma zmotoryzowanymi znajomymi na parkingu (np. z fanami aut jakiejś marki czy konkretnego modelu), a zatrzymają się obok nas trzy kolejne samochody, to możemy mieć problem, chyba że wcześniej, na wszelki wypadek zgłosiliśmy taki zlot w gminie. Za sam udział w niezgłoszonym zlocie grozi grzywna (od 20 zł), ale znacznie większe kłopoty może mieć ktoś, kto zostanie uznany za organizatora zlotu — takiej osobie grozi kara ograniczenia wolności albo grzywny nie niższej niż 2000 złotych!
Miłośnicy tuningu pod szczególnym nadzorem. Kary za blokowanie dróg
Po konstrukcji przepisu widać intencje autorów — mowa jest w nim o "prezentacji pojazdów samochodowych (…) a w szczególności wprowadzonych w nich modyfikacji", co zapewne miało najbardziej uderzać w zloty aut po tuningu, przygotowanych do driftu lub do wyścigów. To nie oznacza jednak, że nowe obostrzenia nie dotyczą seryjnych aut!
Dodatkowo pojawiła się też kara za utrudnianie ruchu podczas nielegalnego (niezgłoszonego) zlotu — wynosi ona nie mniej niż 1000 zł, a jeśli wykroczenie spowodowało poważne zakłócenie ruchu drogowego, sąd będzie mógł orzec nawiązkę w wysokości do 1500 złotych na cel społeczny. Ten przepis prawdopodobnie ma być odpowiedzią na dotychczasową taktykę organizatorów nielegalnych wyścigów czy driftów — auta uczestników blokowały przejazd policji albo utrudniały wjazd osobom postronnym na odcinki, na których dochodziło do wyścigów.
A skoro już o nielegalnych wyścigach czy driftowaniu na dogach publicznych, to znowelizowane przepisy wprowadzają w Kodeksie karnym ich definicję:
Nowa definicja nielegalnego wyścigu w Kodeksie karnym: Nielegalnym wyścigiem pojazdów mechanicznych jest:
1) rywalizacja kierujących co najmniej dwoma pojazdami mechanicznymi w ruchu lądowym, w szczególności z zamiarem pokonania odcinka drogi w jak najkrótszym czasie, z naruszeniem zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym, lub
2) celowe wprowadzenie pojazdu mechanicznego w poślizg lub celowe doprowadzenie do utraty styczności z nawierzchnią chociażby jednego z kół pojazdu mechanicznego, wykonane w trakcie spotkania zorganizowanego na otwartej lub ogólnodostępnej przestrzeni
— odbywające się bez wymaganego zezwolenia.
W tym przypadku Ministerstwo Sprawiedliwości również uspokaja, że nie każde równoczesne, dynamiczne ruszenie spod świateł to nielegalny wyścig, liczyć ma się intencja popełnienia czynu zabronionego, ale przepis rzeczywiście jest sformułowany bardzo ogólnikowo. Praktyka pokaże, jak interpretować go będą policjanci.
Nielegalny wyścig to przestępstwo
Ponieważ organizacja nielegalnych wyścigów została uznana za przestępstwo, a nie wykroczenie, to kary są poważne — za zorganizowanie nielegalnego wyścigu lub uczestnictwo w nim w charakterze kierowcy grozić będzie kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat, drastycznie zaostrzono też kary dla sprawców wypadków, do których dojdzie podczas nielegalnych wyścigów.
Co ważne, karać będzie można też za umyślne uczestnictwo w nielegalnym wyścigu także w charakterze widza czy pasażera, tyle że wtedy — jeśli ktoś nie jest kierującym pojazdem — to jest to już tylko wykroczenie, za które grozi grzywna, a nie przestępstwo. Dotychczas takie nielegalne czy nieformalne wyścigi przyciągały spore rzesze widzów — teraz, jeśli nie chcemy mieć problemów, lepiej trzymać się od nich z daleka.
No i jeśli postanowimy podriftować samemu, nie podczas nielegalnych wyścigów czy niezgłoszonych zlotów, ale np. poćwiczyć poślizgi na parkingu pod centrum handlowym, to za to też przewidziano zaostrzone kary: grzywna to teraz nie mniej niż 1500 zł, a jeśli spowoduje to realne zagrożenie dla innych uczestników ruchu, kara to nie mniej niż 2500 zł. Co również ważne, te wykroczenia dopisano do listy wykroczeń, w przypadku których, w razie recydywy w ciągu dwóch lat kara grzywny nie może być niższa niż dwukrotność dolnej granicy (czyli od 3000 zł lub 5000 zł wzwyż). Czasy, kiedy można było bezkarnie poszaleć po śliskim, bezpowrotnie minęły — teraz można to robić już tylko na zamkniętych torach.
Które przepisy nie spodobały się prezydentowi?
Prezydent Karol Nawrocki zdecydował się na skierowanie do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o zbadanie zgodności z konstytucją znowelizowanych przepisów, argumentując to tym, że m.in. definicja nielegalnego wyścigu jest niejednoznaczna, a granica między czynem, który jest wykroczeniem, a zachowaniem, które może uznać za przestępstwo, jest płynna i może zależeć od oceny organu. Karolowi Nawrockiemu nie spodobały się też przepisy dotyczące karania uczestników i widzów zlotów, które mogą stanowić nadmierną ingerencję w wolność zgromadzeń. Co prawda przepis wskazuje, że warunkiem karalności jest umyślne uczestnictwo, ale udowodnienie przy masowej imprezie, że ktoś znalazł się w danym miejscu umyślnie, czy przypadkowo, może być trudne, a co za tym idzie albo nowe prawo pozostanie martwe, albo wręcz przeciwnie — może być stosowane arbitralnie i uderzać w osoby, które rzeczywiście nie miały nic wspólnego z nielegalną imprezą.