Słowacki Trencin w ostatnią sobotę lipca gościł motoryzacyjne show Hyundai Power Fest 2011. Impreza cieszy się niezwykłą popularnością u naszych południowych sąsiadów, czemu nie sposób się dziwić ponieważ to „tłusta” uczta dla wszystkich fanów dwóch i czterech kółek. Organizatorzy ponownie przygotowali dla publiczności szereg atrakcji, aby dzień spędzony na płycie lotniska przyniósł mnóstwo wrażeń i na długo zapadł w pamięć.

Choć piątkowe ulewy nie wróżyły nic dobrego i pojawiły się obawy czy widowisko w ogóle się odbędzie, wraz z sobotnim wschodem słońca sytuacja na szczęście się ustabilizowała, a wiatr przegonił ciemne chmury. Już od samego rana w wyznaczonym miejscu gromadzili się amatorzy tuningu, w innym właścicielezabytkowych i współczesnych Mustangów oraz pozostałych amerykańskich muscle-carów, a jeszcze kawałek dalej można było natknąć się na kultowe klasyczne pojazdy w niemal fabrycznym stanie. Między nimi znalazło się miejsce na „targ” z oryginalnymi amerykańskimi „blachami” i mnóstwem naklejek na samochód.

Kolejną z atrakcji były konkursy na najlepsze car audio, najładniejszy pojazd imprezy, najlepsze wnętrze, najbardziej oryginalny oldtimer i palenie gumy (czyżby to nadal dla Słowaków było tak pasjonujące?). Nie zabrakło również wyjątkowej myjni, której pracownicami były skąpo ubrane piękne kobiety. Trzeba przyznać, że cieszyła się szczególnym zainteresowaniem mimo tego, że każdy przyjechał dopieszczonym autem.

Główną część programu stanowiły natomiast wyścigi na dystansie ¼ mili. Lotnisko w Trencinie gościło czołówkę środkowo-europejskiego drag racingu. Najliczniej stawili się kierowcy ze Słowacji, ale nie zabrakło reprezentantów Czech, Węgier, Niemiec, Austrii oraz Polski. Biało-czerwonych barw, jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić, bronili zawodnicy z Dunlop No Limit VTG Racing Teamu.

Liczba zgłoszeń mogła wprawić w osupienie – 350, w tym motocykliści i kierowcy czterech kółek. Do ciekawszych pozycji z pewnością należy zaliczyć: sprytnego Caterhama, 7, zadziornego Forda GT40, siedmiozmysłowego Nissana GT-R (jego obecność staje się powoli rutyną), zakamuflowanego Golfa IV, leniwą Carrerę Turbo, smolistego poczciwego Fiata 126p, który zostawiał za sobą równie smolistą gęstą chmurę czy Ładę 2105 rodem z rally-crossowego toru. Zapowiadała się zatem ekscytująca rywalizacja niemal w każdej klasie. Dobrze przygotowany tor i profesjonalna organizacja zagwarantowała zawodnikom świetne warunki, a publiczności ogrom wrażeń.

Pierwsze biegi kwalifikacyjne szybko zweryfikowały możliwości uczestników. W niższych i seryjnej klasie walka faktycznie toczyła się o setne sekundy, jednak w najmocniejszej z nich, karty szybko zostały rozdane. Okazało się, że polski zespół Dunlop No Limit VTG Racing Team nie ma sobie równych i rywalizacja o najwyższe lokaty toczyła się jedynie pomiędzy Grzegorzem Staszewskim w Chevrolecie Corvette VTG, a Marcin Blauthem w GMC Typhoon No Limit.

W finałowym biegu wygrała Corvette z nieznaczną różnicą, tym samym gwarantując Grzegorzowi Staszewskiego mistrzowski tytuł w cyklu European Drag Racing Championship 2011. Tym razem nie padł nowy rekord, ale czasy były i tak zadowalające: Grzegorz Staszewski kręcił średnio 8,5s natomiast Marcin Blauch musiał zadowolić się średnim czasem na poziomie 9,0s.

Na zakończenie emocjonującego dnia organizatorzy przewidzieli niespodziankę dla wszystkich gości w postaci plenerowego koncertu zespołu Kiss Forever Band. Mocne rockowe brzmienie z pewnością nie ostudziło i tak rozgrzanej atmosfery...