Internauci mają mieszane uczucia na temat akcji, którą chwalą się policjanci z Gdańska; w komentarzach jednak nie brakuje pozytywnych opinii i zaproszeń do innych lokalizacji. A chodzi o to, że gdańscy policjanci są do akcji przeciwko rowerzystom przygotowani nawet bardziej niż do standardowych kontroli drogowych nastawionych na kierowców samochodów.
Jaki jest limit prędkości dla roweru elektrycznego?
Na policyjnym filmiku widać, że policjanci ustawiają się na drodze dla rowerów z laserowym miernikiem prędkości i mierzą prędkość przejeżdżających rowerzystów. To o tyle ciekawe, że w Polsce nie ma specjalnych limitów prędkości dla rowerzystów, również — wbrew temu, co sądzą niektórzy — nie obowiązuje specjalny limit prędkości dla rowerów elektrycznych. To oznacza, że jeśli na drodze limit prędkości wynosi 50 km na godz., to dotyczy zarówno samochodów, jak i rowerzystów.
Jest limit prędkości dla hulajnóg elektrycznych (20 km na godz.), a jeśli chodzi o rowery ze wspomaganiem, to przepisy wymagają jedynie, aby przy prędkości 25 km na godz. wspomaganie elektryczne całkowicie się wyłączało. Czy nie znaczy to, że rowerzysta, kręcąc pedałami, nie ma prawa jechać szybciej.
Co zatem może być nie tak z rowerem elektrycznym? Otóż rowery elektryczne są dość powszechnie "chipowane", czyli odblokowywane, aby ich napęd elektryczny działał bez względu na aktualną prędkość jazdy. A jeśli chodzi o elektryczne rowery-samoróbki albo jednoślady sprowadzane z Chin, to one po prostu nie mają blokad; wiele z nich ma natomiast — jest to dość typowe dla kurierów zajmujących się dostawami jedzenia — manetki gazu. Sama obecność manetki gazu oznacza, że formalnie taki rower przestaje być rowerem. Staje się rowerem albo motocyklem – w zależności od osiągalnej prędkości maksymalnej. I właśnie drugi pomiar, jakim zajmuje się policja, dotyczy prędkości maksymalnej jednośladów i działania wspomagania.
Jak policjanci mierzą prędkość maksymalną hulajnóg i rowerów elektrycznych?
Policjanci ustawiają się na drodze z przenośną hamownią. Najpierw mierzą prędkość przyjeżdżających jednośladów, wyszukując kandydatów do bardziej szczegółowej kontroli. A potem mierzą maksymalną prędkość jednośladu za pomocą hamowni. Przy okazji sprawdzają trzeźwość — podczas jazdy na rowerze czy hulajnodze elektrycznej obowiązuje bowiem taki sam limit alkoholu jak w przypadku kierowania samochodem. Kary nie są aż tak surowe jak w przypadku prowadzenia samochodu po pijanemu, ale dotkliwe — można zapłacić mandat w wysokości 1000 zł albo 2500 zł.
Na przenośnej hamowni służącej do testowania jednośladów można też badać motorowery. Jeśli motorower jest w stanie rozpędzić się do prędkości wyższej niż 45 km na godz., policjanci z miejsca karzą kierującego mandatem za korzystanie z pojazdu niespełniającego wymogów technicznych, a ponadto — jeśli użytkownik nie ma prawa jazdy na motocykl — sprawa trafia do sądu: kierowca odpowiada za jazdę bez odpowiednich uprawnień, co oznacza nie tylko grzywnę, lecz także obligatoryjny zakaz prowadzenia pojazdów.