Dziś (prawie) każdy chce kupić SUV-a lub terenówkę, szybko padają więc ostatnie bastiony: Lamborghini ma Urusa, Bentley ma Bentaygę, broni się jeszcze np. Ferrari (choć model Purosangue ma się pojawić już niebawem), zaś kierownictwo Bugatti, choć podobno bawiło się z myślą, by wypuścić na rynek pojazd tego typu, wciąż się jeszcze ociąga. Ale gdy zobaczą projekt Rafała Czanieckiego – to zdolny polski grafik przemysłowy pracujący obecnie w Shenzhen (Chiny) – powinni porzucić wszelkie obawy i wątpliwości. Pan Rafał wpadł bowiem na pomysł, by w wolnej chwili „przerobić” Chirona na podniesione auto terenowe. A tematem zajęły się m.in.: motor1.com, msn.com i drivetribe.com.

Jak sam nam napisał: "Terracross to marka-koncept stworzona przeze mnie, by mieć platformę do różnych eksperymentów projektowych. Pierwszy projekt to podrasowanie ekstremalnie sportowego samochodu do innego ekstremum – 4x4. Głównym motywem Bugatti Chiron Terracross 4x4 jest heksagon powielony w różnych elementach projektu. Nadkola, światła przednie i tylne, felgi, bieżnik opon terenowych oraz inne dodatkowe elementy korzystają z tego kształtu, jako punkt wyjściowy. Nadkola to wydrukowany w 3D metalowy szkielet zatopiony w przejrzystym tworzywie z recyklingu. Felgi to również elementy wydrukowane w 3D, idealnej technologii przy skomplikowanych kształtach. Lusterka zastąpiłem kamerami i skanerami terenu, dzięki czemu samochód może zaproponować najlepszą strategię pokonania trudnych terenów".

Niemniej ciekawe jest to, że pan Rafał, jak twierdzi, nigdy samochodu sam nie miał. Bo… nie potrzebował. "Nigdy nie był mi potrzebny jako codzienny środek transportu. Mieszkałem w Shenzhen, Nowym Jorku i Amsterdamie i w tych miastach podstawowym środkiem transportu jest metro lub rower. Samochody są jednak źródłem inspiracji – setki decyzji projektowych w jednym produkcie: od przycisków klimatyzacji, ikon na ekranie, obić siedzeń, wskaźników, kierownicy, schowków, uchwytów, po wszystkie elementy nadwozia, światła itd."

Nas, jako redakcję "Auto Świata", niezmiernie cieszy też fakt, że pan Rafał, zanim wyjechał z Polski, miał styczność z naszymi publikacjami. "Moi bracia kupowali Auto Świat, na zmianę przeglądaliśmy motoryzacyjne newsy. Mnie zawsze najbardziej fascynowały crash-testy, gdzie można było zobaczyć mały wycinek z procesu jaki przechodzą samochody przed wejściem na rynek. W erze przed YouTube (...) było to coś niesamowicie interesującego".