W tym roku wyprzedaż modeli z 2017 r. trwa wyjątkowo długo i nie dlatego, że nie kupujemy nowych aut. W styczniu 2018 z salonów wyjechało 46 tys. nowych samochodów, a w lutym nieco ponad 42 tys. Widocznie dilerzy zamówili na 2017 rok tak duże stoki aut, że mają zapasy do dziś. Stąd gorące wyprzedaże – zarówno w markach premium, jak i w popularnych. Różnica jest taka, że marki premium zwykle nie podają konkretnego upustu, zachęcając do kontaktu bezpośrednio z dilerem lub zachęcają do skorzystania z leasingu na specjalnych warunkach. Chodzi zapewne o to, aby nie psuć wizerunku marki konkretnym upustem.

W markach popularnych jest (dla klientów) lepiej i przejrzyściej. Na stronach internetowych importerów i dilerów danej marki biją w oczy informacje o maksymalnych upustach i obniżonych cenach konkretnych modeli.

Sprawdziliśmy, jak wyglądają wyprzedaże u liderów rynku – w Skodzie, Toyocie, Volkswagenie, Oplu, Fordzie.

W Skodzie, na stronie internetowej importera znajdziemy bardzo czytelne i konkretne informacje, jaką obniżką objęte są poszczególne modele. Np. Superba i Superba kombi można teraz kupić z upustem w wysokości 15 tys. zł (to ok. 10 proc. ceny podstawowej). Octavia jest teraz o 8 tys. zł tańsza, a wersja RS o 7 tys. zł. Za Kodiaqa zapłacimy o 5 tys. mniej, za Rapida – 9500 zł, a za Rapida Spacebacka – aż 10 500 zł. Fabia kombi jest teraz tańsza o 4 tys. zł.

Toyota chwali się upustami nawet do 35 tys. zł. Ale trzeba pamiętać, że dotyczą one najdroższych i najbardziej „wypasionych” modeli.

A teraz konkrety: Aurisa w wersji hybrydowej teraz można kupić o 13 tys. zł taniej. Jeszcze wyższy upust otrzymamy na CH-R-a – to aż 17 500 zł. Terenowego RAV4 Hybrid kupimy o 19 200 zł taniej, a za małe Aygo zapłacimy 8 tys. mniej.

W Volkswagenie chwalą się rabatami do 24 tys. zł, ale konkretne informacje otrzymamy po wysłaniu formularza z zapytaniem o konkretny model (na stronie WWW). Golfa można teraz kupić z upustem 12-15 tys. zł w zależności od wersji, a Polo – o4500 zł taniej.

Opel na swojej stronie internetowej w bardzo przejrzysty sposób podaje informacje o obniżkach na modele z roku 2017. Np. Corsa jest teraz tańsza o 8500 zł, Astra sedan o 10 tys. zł, Crossland X jest do kupienia z rabatem 4 tys. zł, Mokka X – z rabatem 8500 zł, a Insignię kupimy o 12 tys. zł taniej.

Ford, zajmujący piątą pozycję w rankingu sprzedaży nowych aut również kusi wyprzedażowymi cenami. Malutki Ka+ z rocznika 2017 jest do kupienia 5500 zł taniej, upust na Fiestę wynosi 10 tys. zł, Mondeo kupimy teraz 12 tys. taniej. Taki sam upust otrzymamy na Focusa. Kuga z ub. roku jest tańsza o 13 650 zł, a najwięcej zaoszczędzimy, decydując się na Forda Edge – 15 500 zł.

O czym warto pamiętać decydując się na skorzystanie z późnej wyprzedaży?

Przede wszystkim nie należy kierować się samą wielkością upustu. Dilerzy kuszą wysokimi sumami, ale należy skonfrontować je z cennikami. Może się bowiem okazać, że wysoki upust (np. 20-25 tys. zł) dotyczy drogiej wersji z dużym silnikiem i bardzo bogatym wyposażeniem. W skrajnych przypadkach niektóre auta z rocznika 2017 z wysokim upustem mogą okazać się droższe od modeli podstawowych lub średnich z roku 2018.

Auta na wyprzedażach są już skonfigurowane i niewiele możemy w nich zmienić. Zastanówmy się, czy na pewno chcemy konkretne auto bez możliwości wyboru koloru karoserii, tapicerki czy wyposażenia.

Jeśli auto kupujemy na krótko – 2-3 lata, to podczas jego odsprzedaży cena będzie odpowiednio niższa, gdyż będzie o rok „starsze”. Nadal nie liczy się u nas przebieg, ale rocznik. Dlatego w styczniu auto z jesieni roku poprzedniego ma już rok, choć w rzeczywistości zaledwie kilka miesięcy.

Dilerzy mający jeszcze zapasy aut z poprzedniego rocznika są trochę przyciśnięci do muru – auta na placu to dla nich dodatkowy koszt. Dlatego teraz są skłonni do negocjacji cenowych – można próbować wytargować cenę jeszcze niższą niż w ofercie. Nie będą to duże sumy, ale kilka procent jest do „urwania”.