Jak przekazał nadkom. Sylwester Marczak, rzecznik Komendy Stołecznej Policji, stołeczni policjanci z wydziału do walki z przestępczością samochodową od dłuższego czasu rozpracowywali grupę złodziei, działającą w Warszawie i okolicznych powiatach. "Ustalili, że tym razem po swój łup wybrali się na Śląsk. Tam w Gliwicach i Sosnowcu skradli dwa mitsubishi outlander" - powiedział rzecznik KSP.

Kradzież tych samochodów o wartości 100 i 65 tysięcy złotych miała miejsce w piątek, 17 kwietnia. Tego samego dnia, kilka godzin później, doszło do zatrzymania. "Gdy funkcjonariusze ustalili, że mężczyźni jadą skradzionymi pojazdami na północ kraju, najpierw w kierunku Warszawy, a później dalej trasą S7 w kierunku Pomorza, przygotowali blokadę na moście na Wiśle w okolicach Zakroczymia" - relacjonował policjant.

Jak dodał, w akcji stołecznym policjantom pomagali funkcjonariusze wydziału ruchu drogowego komendy powiatowej w Nowym Dworze Mazowieckim. "Policjanci zatrzymali trzech mężczyzn poruszających się dwoma mitsubishi oraz samochodem towarzyszącym. Zaskoczeni nie stawiali oporu, nie próbowali też uciekać" - podkreślił.

"Zatrzymani, w wieku od 23 do 29 lat, to mieszkańcy Warszawy. Jeden z nich jest znany policji, poszukiwany był właśnie listem gończym w celu doprowadzenia do zakładu karnego w celu odbycia kary 7 miesięcy pozbawienia wolności za paserstwo. Drugi, jak się okazało, kierował samochodem mimo orzeczonego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych" - dodał policjant.

Następnego dnia podejrzani mężczyźni zostali doprowadzeni do prokuratury. "Wszyscy usłyszeli zarzuty kradzieży z włamaniem dwóch pojazdów" - powiedział PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga Marcin Saduś. "Żaden z mężczyzn nie przyznał się do popełnienia zarzucanych czynów; wszyscy skorzystali z prawa do odmowy składania wyjaśnień" - poinformował prokurator i dodał, że dwóch zatrzymanych było wcześniej karanych za przestępstwa przeciwko mieniu.

Sąd uwzględnił wniosek prokuratury i zdecydował o tymczasowym aresztowaniu trzech podejrzanych na trzy miesiące. "Zarzucane im przestępstwa zagrożone karą pozbawienia wolności do lat 10" - dodał prokurator Marcin Saduś. Jak podkreślają śledczy, sprawa jest rozwojowa i możliwe są dalsze zatrzymania.