Jak doniósł serwis Cyberdefence.24.pl w co najmniej dwóch jednostkach wojskowych obowiązują już zakazy wjazdów dla samochodów wybranych marek. Co najmniej w dwóch jednostkach, bo dotychczas takie zakazy nie były (i nie są) podawane do publicznej wiadomości. Znane są natomiast przypadki odmowy wjazdu na teren wojskowy samochodem, który potencjalnie mógłby zostać wykorzystany jako narzędzie szpiegowskie wbrew woli i wbrew zamiarom jego użytkownika: jeden przypadek dotyczyć ma terenu 1. Warszawskiej Brygady Pancernej im. Tadeusza Kościuszki, na który nie wpuszczono kierującego Teslą; drugi przypadek dotyczy żołnierza służącego w jednym z Wojskowych Oddziałów Gospodarczych, który niedawno kupił prywatnie samochód chińskiej marki. Ostatnio dowiedział się, że nie może nim przyjeżdżać na służbę.
Przeczytaj także: Chińskim autem nie wszędzie wjedziesz. Nowe zasady uderzą w kierowców
Pojawiają się też zakazy łączenia służbowych telefonów komórkowych z systemami multimedialnymi chińskich aut. Systemy te na co dzień służą do korzystania z zestawu głośnomówiącego, nawigacji, odtwarzania muzyki z telefonu, itp.
Z nieoficjalnych informacji wiadomo, że pojedyncze zakazy (które, mówiąc na marginesie, mają podstawę prawną) ma zastąpić jeden, ogólny rozkaz ze Sztabu Generalnego. Ma on dotyczyć nie tylko terenów "za szlabanem", lecz także w niektórych wypadkach także parkingów w sąsiedztwie jednostek wojskowych.
Czy można zgodnie z prawem zakazać wjazdu chińskim samochodom?
Co do podstawy prawnej zakazów, to jest ich kilka ze szczególnym uwzględnieniem ustawy o obronie Ojczyzny. Jeden z artykułów tej ustawy mówi o zakazie fotografowania:
Zakazuje się, bez zezwolenia, fotografowania, filmowania, utrwalania w inny sposób lub przesyłania danych obrazu obiektów, zajmowanych przez jednostki wojskowe lub służby specjalne, (...), jeżeli zostały oznaczone znakiem graficznym wyrażającym ten zakaz, zwanym dalej "znakiem zakazu fotografowania", ruchomości oraz wizerunku osób, znajdujących się w tych obiektach.
Jak wiadomo, praktycznie każdy kupowany dziś samochód wyposażony jest w kamerę lub kilka kamer; najbardziej zaawansowane samochody, w tym Tesle, nagrywają obraz podczas jazdy i przechowują go na dysku aż do momentu nadpisania przez nowe nagrania. Wiele chińskich aut ma wbudowany wideorejestrator – wystarczy zainstalować w samochodzie kartę SD. Samochody wyposażone są też w mikrofony i szereg czujników monitorujących otoczenie. A to oznacza, że praktycznie każdy współczesny samochód podlega pod cytowany wyżej przepis. Kluczowe wydają się przy tym słowa: "bez zezwolenia", co w praktyce oznacza, że dowódca jednostki może zezwolić na nagrywanie i fotografowanie. Może zezwolić np. w ten sposób: "zezwala się na wjazd na teren jednostki pojazdów wyposażonych w urządzenia przeznaczone do rejestracji obrazu i dźwięku, z wyjątkiem samochodów marki Tesla oraz samochodów chińskich marek".
A więc z formalnego punktu widzenia wszystko jest w porządku.
Warto jeszcze wspomnieć, że rzecznik chińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych wyraził już niezadowolenie z powodu planowanych i obowiązujących już w Polsce zakazów dotyczących chińskich aut, mówiąc o "nadużywaniu pojęcia bezpieczeństwa narodowego". Co za hipokryzja!
Chiny zabezpieczają się od lat przed samochodami z zagranicy. U nich zakazy wjazdu są na porządku dziennym
W Chinach obowiązuje szereg obostrzeń dotyczących samochodów wyposażonych w nowoczesne urządzenia do rejestracji obrazu i dźwięku. Jeśli producent chce, aby jego klienci nie byli narażeni na różne ograniczenia, samochody muszą przejść skomplikowany proces certyfikacji, aby uzyskać "zezwolenie", które zresztą nie jest wydawane bezterminowo, a jedynie na określony czas – zazwyczaj nie dłuższy niż dwa lata. Skomplikowane i kosztowne procesy certyfikacji przychodzić muszą między innymi samochody marki Tesla. Rząd Chin chce mieć pewność, że samochody te będą wykorzystywane wyłącznie "zgodnie z interesem państwowym Chin".
Jeśli samochód nie przejdzie procesu certyfikacji, nie może poruszać się wybranych lokalizacjach. O tym, że auto nie przejdzie procesu certyfikacji, może przesądzić np. możliwość zbierania dokładnych danych geoprzestrzennych i niekontrolowanego przesyłania ich poza granice ChRL; zakazane jest m.in. nagrywanie obrazu w sposób pozwalający na rozpoznanie twarzy przechodniów – muszą one na bieżąco być anonimizowane.
Przeczytaj także: Chińskie samochody zagrożeniem dla bezpieczeństwa kraju? OSW alarmuje
Co potrafi samochód i czy naprawdę może zostać szpiegiem?
Samochód nie zostanie szpiegiem, ale może zostać wykorzystany jako doskonałe narzędzie szpiegowskie. Dość przypomnieć słynną w swoim czasie aferę dotyczącą Tesli: pracownicy tego producenta, korzystając z kamer zewnętrznych zainstalowanych w samochodach tej marki i z możliwości zdalnego łączenia się z pojazdem oraz przesyłania danych, zaglądali do garaży posiadaczy Tesli; czasem udawało się zaobserwować klientów tej marki w niekompletnym stroju, co na pewno było świetną zabawą. Niewątpliwie to samo można powtórzyć w przypadku samochodów wjeżdżających na teren jednostek wojskowych. Da się to powtórzyć bez wiedzy i zgody użytkowników tych pojazdów – tzn. nie wolno, ale można.
Prawie każdy chiński samochód ma kartę SIM. I co z tego wynika?
Normą staje się wyposażenie nowych samochodów w łączność cyfrową: samochody wyposażone są w łączność pozwalającą na zdalne sterowanie. Do samochodu ma dostęp właściciel, który może korzystać z aplikacji zainstalowanej na telefonie komórkowym. Za pomocą tej aplikacji można zlecać różnym elementom auta proste czynności: włącz światła, włącz klakson, uruchom ogrzewanie, włącz klimatyzację, odpal silnik. To żadne science fiction, to już norma, to działa nawet w starszych modelach sprzed kilku lat. W moim aucie mogę np. latem włączyć klimę, a zimą – mimo iż zasadniczo jest to zabronione – uruchomić na 20 minut silnik, by, zanim dojdę do auta, nagrzało się jego wnętrze.
Bardziej cyfrowe auta mają m.in. funkcję rozpoznawania ruchu i włączania kamer na postoju (sentry mode): gdy ktoś kręci się wokół auta, samochód nagrywa Intruza, a jednocześnie przesyła ostrzeżenia do właściciela, który może zdalnie np. uruchomić alarm, jeśli uzna to za niezbędne. Można?
A jeśli chodzi o przesył danych, to już dawno możliwości samochodów wykraczają daleko poza banalną aktualizację oprogramowania. Nowe modele mają szerokopasmowe łącza internetowe, które pozwalają nawet podczas jazdy oglądać filmy, korzystać ze stron internetowych, a obraz jest ostry jak brzytwa. Niektóre funkcje dostępne w chińskich samochodach są nielegalne w UE, ale i tak są oferowane klientom:
Zobacz na filmie, jak to wygląda w praktyce:
Poznaj kontekst z AI
A teraz warto z tych puzzli złożyć obrazek: producent samochodu może zdalnie aktualizować auto, dodawać i dezaktywować różne aplikacje, włączać różne urządzenia, może odbierać dane zbierane przez auto i – gdyby założyć, że ma nieczyste intencje albo działa na polecenie "z góry" – to wszystko może dziać się bez wiedzy i zgody użytkownika. To, że narzędzia są, nie powinno budzić najmniejszych wątpliwości.
Czy samochód można wykorzystać jako narzędzie dywersji?
Nie ma żadnych wątpliwości, że samochód można wykorzystać na różne sposoby, także jako rodzaj broni. Przykłady? Proszę bardzo:
- Blokując w jednym momencie większą liczbę samochodów, można zablokować szlaki komunikacyjne, utrudniając ewakuację; o tym, że zdalne unieruchomienie większej liczby samochodów jest możliwe, przekonali się ostatnio użytkownicy samochodów Porsche na terenie Rosji. Bez względu na to, czy masowe usterki Porsche były spowodowane usterką "chmury danych" czy celowym działaniem, mamy dowód, że jest to możliwe;
- Samochody są potencjalnie podatne na cyberataki, co znaczy, że mogą być wykorzystywane jako rodzaj broni nie tylko przez państwa, lecz także przez przestępców. Nie trzeba mówić, jak niebezpieczna mogłaby być ingerencja w działanie układów kierowniczych albo hamulców podczas jazdy, a przecież i układy kierownicze, i układy hamulcowe są obecnie sterowane elektronicznie – w tym przez urządzenia wsparcia kierowcy.
- Za pomocą kamer, radarów, lidarów, czujników ultradźwiękowych oraz kamer na podczerwień instalowanych w najnowszych modelach samochodów można rejestrować trójwymiarowe obrazy cyfrowe przestrzeni, w których poruszają się samochody. Można nagrywać i przechwytywać rozmowy w kabinie. To tak jak z telefonem: powiedz "OK, Google" – a telefon się odezwie. Znaczy: słucha.
Dlaczego na celowniku znalazły się akurat chińskie samochody?
Prawdopodobnie pojawiające się zakazy oraz ograniczenia skierowane przeciwko samochodem z niskiego pochodzenia to pokłosie niedawno opublikowanego raportu Ośrodka Studiów Wschodnich, który opisuje potencjalne zagrożenia związane z chińskimi samochodami. Z raportu dowiadujemy się też, jak Chińczycy podchodzą do tematu potencjalnych zagrożeń ze strony "inteligentnych" samochodów. W największym skrócie: są bardzo świadomi potencjalnych zagrożeń i już od lat wprowadzają ograniczenia, zakazy i testy samochodów zwłaszcza obcego pochodzenia. Ośrodek rekomenduje: róbmy to samo, co oni.
Ważne spostrzeżenie dotyczy tego, iż Chiny nie są krajem demokratycznym, państwo ma udziały w wielu firmach samochodowych, ma też możliwość zlecać działania praktycznie dowolnym firmom działającym na terenie ChRL. Kto się sprzeciwi?
Warto też dodać, że podobne zakazy dotyczące chińskich samochodów pojawiają się w różnych krajach: w Wielkiej Brytanii (zakaz poruszania się w pobliżu obiektów militarnych), w Izraelu (zdecydowano o zezłomowaniu dużej liczy samochodów chińskiego pochodzenia kupionych na prywatne potrzeby oficerów izraelskich sił zbrojnych), ostrzeżenia o potencjalnym zagrożeniu ze strony chińskich samochodów pojawiają się też w Czechach.
Polskie zakazy nie są więc czymś szczególnym i niewątpliwie – zwłaszcza w przypadku obiektów wojskowych – mają sens. To przedsięwzięcia właściwie bezkosztowe i nawet jeśli nie są lekiem na wszystkie zagrożenia, to lepiej robić coś niż zupełnie nic.