Po raz pierwszy serwisy nie musiały śpieszyć się by przygotować maszyny do kolejnego dnia walki.

Sytuacja zmieniła się w sobotni poranek. Rest Day to nie tylko czas na regenerację dla zmęczonych zawodników, ale również odbudowę nadszarpniętych trudem rywalizacji maszyn.

Zawodnikom pierwsze sześć dni dało mocno w kość. Organizator zapowiadał, że poziom trudności rajdu w tym roku wzrośnie i się nie mylił. Najbardziej zmęczenie odczuwają motocykliści, którzy pokonali już 4136 kilometrów (OS 2192). Wśród nich jest jedyny reprezentant Polski - Kuba Przygoński, który plasuje się na wysokim siódmym miejscu w klasyfikacji generalnej.

- Noc spędziłem w hotelu, w końcu mogłem zregenerować zmęczony organizm. To właśnie komfortowy sen był najważniejszy, jego najbardziej brakuje mi podczas zawodów. Codziennie wstajemy wściekle rano, a odcinki są długie i wyczerpujące. Teraz czeka mnie masaż i przez cały dzień zamierzam odpoczywać. W tym czasie mój motocykl przejdzie gruntowny serwis. Zostaną wymienione wszystkie elementy poza silnikiem. Pozostawiamy jednostkę napędową, bo w przeciwnym razie otrzymałbym 15 minut kary. Sprawdziliśmy kompresję i wszystko jest w porządku – opowiada Kuba Przygoński.

Inaczej trud rywalizacji daje się we znaki Markowi Dąbrowskiemu i Jackowi Czachorowi, którzy po przejechaniu kilkunastu Dakarów na motocyklach w tym roku debiutują w rajdowym Hiluxie. Ich lokata generalna to również 7. pozycja.

- Jestem zmęczony w zupełnie inny sposób niż startując na motocyklu. Jestem przekonany, że jadąc jako kierowca samochodowy w tak dobrze zorganizowanym zespole nie wkładam tyle energii w rywalizację co motocykliści. Ponieważ jednak debiutujemy w aucie to każda rzecz jest dla nas nowością, naturalnie poświęcamy jej więcej czasu i uwagi. Do tego chcemy wypaść jak najlepiej, a na to wszystko wymaga większej energii. Dlatego też ten odpoczynek jest dla nas niezwykle istotny. Podobnie jak dla naszego auta, które jest przebudowywane pod kątem drugiej części rajdu. Przepisy zabraniają jedynie wymiany silnika i oczywiście ramy, reszta zostanie albo gruntownie przebudowana, albo wymieniona na nowe: sekwencyjna skrzynia, oba dyferencjały przedni i tylny, amortyzatory i szereg innych drobniejszych rzeczy – opowiada Marek Dąbrowski.

Foto: Auto Świat
Dakar 2014: dzień ładowania akumulatorów

- Tu nie ma tak dużego wysiłku fizycznego jak na motocyklu. Główny ból jaki odczuwam jest od pasów bezpieczeństwa, które dają o sobie znać na każdym wyboju. Za to jestem bardzo zmęczony psychicznie. Muszę się niewiarygodnie koncentrować, żeby zgrywać tempo dyktowania z trasą i niczego nie pomylić. Dlatego też ten odpoczynek będzie bardzo ważny. Bardzo późno kończymy dzień rajdowy. Zjeżdżamy około 19, później około 2-3 godzin zajmuje mi zrobienie mapki do kolejnego etapu i kładę się spać koło północy, a startujemy już 5-6 rano. Mam to szczęście, że mogę jeszcze dospać na dojazdówce, kiedy Marek już prowadzi, ale on za to nie musi robić mapki więc chodzi chwilę wcześniej spać – dodał Jacek Czachor.

Na regeneracji potrzebuje również niewątpliwie Adam Małysz, który w Dakarze jedzie po raz trzeci. Po sześciu etapach zajmuje świetną dziesiątą pozycję. Załoga ORLEN Team przez pierwsze dni nieustannie walczyła z przeciwnościami losu, jednak wydaje się, że na dzień przed przerwą odnalazła swoje tempo.

- Tegoroczny rajd jest naprawdę ekstremalnie trudny. Dodatkowo doskwierają nam upały, ale weszliśmy już w pewien rytm zawodów. Taki dzień przerwy zawsze trochę rozbija. Mam nadzieję, że jednak nie stracimy naszego tempa i wszystko będzie dalej dobrze szło. Najbardziej dał nam w kość piąty, najdłuższy etap, na którym straciliśmy wspomaganie kierownicy, a dodatkowo trzy razy musieliśmy wymienić koło. Przyjechaliśmy naprawdę wyczerpani po tych wszystkich przygodach, które spotkały nas po drodze. Mam nadzieję, że w tym kontekście trochę odpoczniemy i zregenerujemy siły – mówił Adam Małysz.

Do tej pory Martin Kaczmarski radził sobie świetnie. Mimo, że czwartego dnia narzekał na spadekformy, pokonał dwa najtrudniejsze odcinki tegorocznego rajdu, a szóstego dnia pojechał rewelacyjnie i zakończył odcinek na 11 pozycji. Z uznaniem patrzą na Martina zawodnicy światowej czołówki, a wśród nich także Krzysztof Hołowczyc, który zna przecież możliwości Martina najlepiej ze wszystkich.

Foto: Auto Świat
Dakar 2014: dzień ładowania akumulatorów

- Jestem dumny z mojego ucznia, który jedzie bardzo rozsądnie, szybko i pewnie. Jego dzisiejszy wynik nawet mnie wprawił w osłupienie. 12. miejsce w takiej stawce to nieprawdopodobny wynik jak na debiutującego w Dakarze 23 –latka! – napisał Krzysztof Hołowczyc na Facebooku.

Za młodym kierowcą już niemal 30 godzin morderczej jazdy podczas odcinków specjalnych Dakaru. Martin Kaczmarski regularnie dociera na metę w pierwszej dwudziestce. Rozpoczął dobrze, pierwszego dnia zajął 22 miejsce, na 151 startujących samochodów. Kolejny dzień, uchodzący za najszybszy w tegorocznym Dakarze, to 18. pozycja. Tego dnia Martin miał szansę pokazać swoje zachowanie fair play, 40 km przed metą wyciągał z opresji zakopanego w piachu Adama Małysza. Trzeci dzień należał do zawodników Lotto Team. Martin Kaczmarski był 12! Kolejny dzień przyniósł kryzys i niezasłużoną karę, która okazała się błędem systemu. 657 km ostrej jazdy Martin pokonał z 21. czasem. Piątego dnia Uczeń Lotto Team był już 15., ale w związku z trudnością w odnalezieniu jednego z waypoinów (wokół którego krążyło wielu, nawet bardziej doświadczonych zawodników, ze względu na złe oznaczenie trasy), stracił wiele czasu i dostał godzinną karę, kończąc odcinek na 24 pozycji. Szósty dzień to doskonała 11. pozycja i strata jedynie 14 minut do lidera odcinka.

- Moim celem w rajdzie jest meta. Po tygodniu zmagań najbardziej cieszę się z tego, że udaje mi się w pełni realizować mój dakarowy plan. – mówił Martin na półmetku w argentyńskiej Salcie. – Udaje mi się utrzymać moje tempo, cały czas kontroluję sytuację. Nie podpalam się. Jadę swoje. Na żadnym z tych sześciu etapów nie miałem niebezpiecznej sytuacji, która zagrażałaby konstrukcji samochodu, nie mówiąc już o moim zdrowiu. Obok mnie siedzi facet, który jest już siódmy raz na Dakarze, doświadczenie mojego pilota daje mi spokój i pozwala skupić się na prowadzeniu auta. Pamiętajmy jednak, że to dopiero połowa, tu może wydarzyć się jeszcze dosłownie wszystko! – dodaje kierowca Lotto Team.

Mimo braku ciśnienia i presji na wysoki wynik, debiut „Ucznia” Lotto Teamu jest niezwykle udany. W połowie rajdu w klasyfikacji generalnej jest na wysokiej 16. pozycji. Przed nim jeszcze wiele kilometrów. Miejmy nadzieję, że przyjęta taktyka pozwoli mu osiągnąć wymarzoną metę w Valparaiso.

Foto: Auto Świat
Dakar 2014: dzień ładowania akumulatorów

W internecie trwa akcja „Kibicuję Martinowi”, wspierająca poczynania kierowcy Lotto Teamu podczas Dakaru.

Do końca rajdu jeszcze siedem etapów. Jutro na zawodników czeka ponownie długa i niezwykle zróżnicowana trasa w kształcie pętli wokół Salty. OS ma 500 kilometrów. Rozpoczyna się kamienistym podłożem, później rajdowcy wjadą na bardzo szybką część, która przeistoczy się w techniczną partię. Wszystko to rozegra się na wysokości 3500 m n.p.m. Rywalizacja kończy się na rozległym solnym płaskowyżu.

Fot. Willy Weyens, Orlen Team