• Jadąc w ten sposób pokazujesz, że myślenie nie jest Twoją mocną stroną
  • Nie zachowując bezpiecznego odstępu ignorujesz zasady bezpiecznej jazdy
  • „Napierając” na poprzedzającego kierowcę prowokujesz nerwowe zachowania

Mówi się, że kultura jazdy na polskich drogach powoli się poprawia. Załóżmy, że tak właśnie jest – i coraz częściej można spotkać rozsądnie, przepisowo jeżdżących kierowców, dających dobry przykład innym kierowcom i swoim pasażerom, np. dzieciom, które kiedyś będą jeździły tak jak mama lub tata.

Wyobraźmy sobie na moment, że wszyscy jesteśmy dobrymi kierowcami, którzy potrafią przestrzegać przepisów i także myśleć o innych uczestnikach ruchu. Jadąc wiemy, że jeżeli popełnimy jakiś błąd, to czuwa nad nami nie tylko nasza własna uwaga i koncentracja, lecz także uwaga innych kierowców, którzy starają się być zawsze przygotowani na to, że ktoś jakiś błąd popełni.

A teraz z tej sielanki wróćmy na polskie drogi.

Jesteśmy dość specyficznymi kierowcami i specyficznym społeczeństwem, które daje powszechne przyzwolenie na nieprzestrzeganie przepisów ruchu drogowego. A brutalna prawda jest taka, że ktoś, kto nie posiadł umiejętności jazdy zgodnej z przepisami, nie powinien w ogóle wyjeżdżać na drogę.

Dlaczego – zapytają mistrzowie prostej?

Dlatego, że brakuje mu podstawowych umiejętności, pozwalających na jazdę po drodze publicznej. Jeżeli ktoś jest tak nieodpowiedzialny, że tego nie rozumie, nie powinien wsiadać do auta, bo stanowi zagrożenie dla siebie i innych uczestników ruchu.

Uff, mamy to za sobą!

Bo niełatwo jest wyjść poza zakres komfortu własnej wysokiej samooceny i przyznać, że często jako kierowcy nie potrafimy przestrzegać podstawowych zasad, za których znajomość dostaliśmy prawo jazdy.

Ale obok przepisów jest jeszcze zdrowy rozsądek. Nie jest on normowany ani zdefiniowany prawnie, ale to nie znaczy, że nie powinniśmy choć trochę go od siebie wymagać. Jest też kultura jazdy. I teraz zajmiemy się zachowaniem na drodze, które za nic ma i rozsądek i kulturę jazdy. Czyli…

Jazdą na zderzaku.

Na pewno wiesz, o czym mowa.

Nie? To wyobraź sobie, że jedziesz dowolną drogą o dowolnej liczbie pasów ruchu – bo proceder ten uprawiany jest praktycznie wszędzie. Jedziesz z maksymalną dozwoloną prędkością, a nagle coś rośnie w lusterku.

To jadący z tyłu inny samochód, którego kierowca nie rozumie, co to jest ograniczenie prędkości i że dostał prawo jazdy za znajomość przepisów i umiejętność stosowania się do nich na co dzień.

W zależności od tego, czy taki kierowca zachowuje się jak tylko cham, zwykły cham czy supercham, stosuje różne techniki, mające zachęcić Cię do ustąpienia mu miejsca na pasie.

Ci najbardziej „kulturalni” podjeżdżają tylko pod Twój zderzak, na bardzo małą odległość, nawet kilku metrów. Mniej wychowani zjeżdżają jeszcze na lewą stronę pasa, żeby pokazać Ci się lepiej w lewym lusterku wstecznym. Natomiast wybitni specjaliści od spychania innych z drogi stosują obie techniki, migając do tego długimi światłami. Ci „najlepsi”, ale to jest już naprawdę absolutna „elita”, dodają do tego klakson.

Niefajnie. A teraz pomyślmy, czym to grozi.

Przede wszystkim, wszystkie wymienione techniki, stosowane przez kierowców „spychaczy”, są skrajnie nieroztropne od strony psychologicznej. Niewielu jest kierowców, którym nie skoczy puls i ciśnienie, kiedy zobaczą w lusterku auto, próbujące zepchnąć ich z drogi swoim majestatem.

Człowiek za kierownicą szybko robi się nerwowy i ma tendencję do wyjątkowo nieroztropnego zagospodarowywania tych nerwów – np. hamując, co doprowadza i tak już nieźle nabuzowanego kierowcę „spychacza” do wściekłości.

A to wszystko nie dzieje się na zamkniętym odcinku drogi, tylko zwykle na drodze szybkiego ruchu, gdzie jest mnóstwo innych samochodów. Podczas hamowania i zmiany pasa – a spychany i spychający kierowca potrafią wyprawiać na jezdni naprawdę ekwilibrystyczne figury, wyprzedzając się i hamując na przemian, a przy tym zmieniając pas ruchu – nietrudno o kolizję.

A że prędkość jest duża, to – bum!

I nie daj uwieść się magii niewielkiej prędkości względnej między jadącymi 120 km/h samochodami – taka jazda wygląda jak sielanka tylko kiedy nic się nie dzieje i droga jest wolna. Ale wystarczy, że jakieś auto w peletonie zahamuje, nagle zmieni kierunek jazdy i szybko robi się chaos, a prędkości względne między autami gwałtownie rosną.

Ale może jeszcze inny scenariusz.

„Spychacz” napiera na Twój tylny zderzak i zjeżdża coraz bardziej na lewą stronę jezdni. Miejsce to wygląda różnie na różnych drogach – może tam być np. trawa, barierka ochronna czy nawet krawężnik.

Kiedy „spychacz” na moment się zagapi i zbyt mocno zjedzie na lewo, nietrudno będzie zawadzić kołem o krawężnik, a wtedy wszystko potoczy się tak szybko, że kierowca „spychacza” niewiele z tego zapamięta.

W ułamku sekundy uderzenie koła w krawężnik wyrwie mu kierownicę z dłoni, auto obróci się w lewo i uderzy w barierę. Pewnie wjadą na nie inne samochody. Niemożliwe? Nie widzieliście tego na żywo?

I całe szczęście.

Tak naprawdę, nie musi być wcale krawężnika, wystarczy, że auto „napierające” na Twój zderzak będzie często zjeżdżało z lewej krawędzi pasa ruchu na prawą, „skacząc” z lewej na prawo i odwrotnie. To częsta praktyka.

Podczas takich gwałtownych ruchów kierownicą nietrudno o kolizję z innym samochodem, bo kierowca „spychacza” wysyła niejednoznaczne i sprzeczne sygnały – nie wiadomo, co zamierza zrobić.

Co możemy zrobić?

Żeby nie było jazdy „na zderzaku”?

Chamom niczego nie da się wytłumaczyć, bo – jak ktoś kiedyś napisał – duma czyni chama niereformowalnym. Ale możemy sami dawać dobry przykład. Prowadź auto zgodnie z przepisami, niech Twoi pasażerowie i inni uczestnicy ruchu widzą, że przestrzegasz przepisów i posiadasz zdrowy rozsądek.

Szczególnie zwracaj uwagę na to, żeby jeździć mądrze i przepisowo, gdy wieziesz dzieci, które kiedyś mogą jeździć tak, jak Ty. Kiedy wieziesz znajomych, pokaż im, jak dobrym jesteś kierowcą – daj im dobry przykład.

W razie dyskusji, bądź twardy – lub twarda. Kiedy ktoś zacznie się z Ciebie śmiać, że jeździsz defensywnie i bezpiecznie, czili jak ciamajda, daj świadectwo swojej odpowiedzialności i przywiązania do przepisowej jazdy.

Powiedz, że lubisz prowadzić i chcesz to robić jak najdłużej, nie kończąc na drzewie lub innym samochodzie, a w szczególności…

…na jego tylnym zderzaku.

A teraz zróbmy eksperyment – wyobraź sobie na moment, że jesteś właśnie kierowcą „spychaczem”. Kiedy jedziesz, zawsze jeździsz na zderzaku innych, przepisowo jadących aut, aby wywrzeć na nich presję i zmusić do zjechania Ci z drogi. Co wtedy czujesz?

Napisz o tym w komentarzach.

Nalegamy!

Może w ten sposób uda nam się wspólnie ustalić, co myśli kierowca auta, spychającego innych z jezdni poprzez jazdę „na zderzaku”. Może to wcale nie jest celowe i nie wynika z pogardy dla innych uczestników ruchu? Tylko to taki…

…tik nerwowy?

Mamy pewien własny typ. Otóż obstawiamy, że kierowca, jeżdżący notorycznie „na zderzaku” innych uczestników ruchu i wymuszający na nich zmianę pasa, ma ich po prostu w…

Właśnie tam.