W eterze zalega cisza. Prawie przez cały luty nadajnik ukryty w nawigacji GPS milczy, ostatni meldunek pochodzi z początku miesiąca (5 lutego). Wówczas sprzęt, skradziony pod koniec listopada 2015 r. w Hamburgu, wysłał sygnał z parkingu położonego w mieście Xianyang w Chinach. Dokładnie rzecz biorąc, były to 34 stopnie, 20 minut i 22,4 sekundy szerokości geograficznej północnej oraz 108 stopni, 43 minuty i 55,3 sekundy długości wschodniej. Czyli nie na giełdzie w Poznaniu lub Słomczynie, lecz na drugim końcu świata.

Włamania do BMW to plaga

Do 22 listopada 2015 r. fabryczna nawigacja siedziała w BMW 320d GT, należącym do długodystansowego parku aut redakcji „Auto Bilda”. Jednak nie jest to zwykły sprzęt. Ten egzemplarz otrzymał elektronikę, dzięki której będzie można go namierzyć niemal w dowolnym miejscu na kuli ziemskiej.

Wersja specjalna: w nawigacji ukryto nadajniki mające informować o położeniu sprzętu

Koledzy z „AB” postanowili bowiem sprawdzić, co dzieje się z wyposażeniem ginącym z nowych aut BMW. W Niemczech to prawdziwa plaga: okazuje się, że zabezpieczenia są niezbyt skuteczne, a zapotrzebowanie na niedrogą elektronikę do BMW – ogromne. Nadajnik ma pomóc ustalić, co dzieje się ze skradzionym sprzętem i jak wyglądają kanały przerzutowe. Oto historia dziennikarza „Auto Bilda” Claudiusa Maintza.

Rybka łapie przynętę...

Włamywacze kazali na siebie trochę poczekać, ale w nocy z 22 na 23 listopada 2015 r. w zaparkowanym na hamburskim osiedlu BMW 320d GT ktoś wybił prawą tylną szybę, otworzył przednie drzwi i wymontował: nawigację, ekran, poduszkę kierowcy i kontroler układu iDrive. Jesteśmy w domu? Nie do końca, początkowo śledztwo groziło fiaskiem, bo nadajnik z nieznanych przyczyn milczał. I to przez całe dwa tygodnie.

Wreszcie przełom: 5 grudnia nasza nawigacja zalogowała się do sieci komórkowej za pośrednictwem masztu położonego przy litewskiej drodze A8. Sprawdzamy – to okolice miejscowości Pagilupys na północ od Kowna. Dokładniejsze dane GPS przyszły dopiero dzień później: 6 grudnia skradziony sprzęt był już w okolicach Rygi, stolicy Łotwy. Jedziemy.

Wygląda na to, że Łotwa jest dużym punktem przerzutowym w drodze do Chin.

Sprzęt trafił do którejś ze starych hal przemysłowych na północny wschód od miasta. Ciężko stwierdzić do której, bo sygnał GPS blokowały solidne dachy, a po masztach komórkowych też trudno się zorientować – stoją zbyt blisko siebie.

Byliśmy w kropce, bo przez kilka dni nic się nie działo. W końcu, 16 grudnia rano, trefna nawigacja ruszyła w dalszą drogę. Zapewne przez punkt spedycyjny firmy FedEx przy ulicy Puszkina trafiła w okolice lotniska, żeby następnego dnia (17 grudnia) wysłać sygnał z Finlandii. Położenie: droga N101 w pobliżu Helsinek. Po dwóch dniach kolejny meldunek, tym razem lotnisko Charles’a de Gaulle’a w Paryżu. Czyżby szykowała się dalsza podróż?

Kierunek Hongkong

Na odpowiedź musieliśmy poczekać kolejne dwa dni. 21 grudnia nasza paczka zgłosiła swoją pozycję z Hongkongu. Przypadek? Nie sądzimy, bo ta niegdysiejsza kolonia brytyjska cieszy się statusem strefy wolnego handlu, więc siłą rzeczy stanowi jeden z głównych punktów przerzutowych różnych towarów transportowanych do Azji. Między 21 a 29 grudnia nawigacja 19 razy zalogowała się do sieci komórkowej, ale nie dała rady wysłać sygnału GPS. Dlatego jej pozycję możemy określić tylko w przybliżeniu. 29 i 30 grudnia zapadła całkowita cisza.

Pan Ning jest w szoku

Nic jednak dziwnego – na morzu masztów komórkowych nie ma. Po dwóch dniach okazało się, że nawigacja – zapewne zamknięta w kontenerze – pokonała 900 km drogą morską i wylądowała w Wietnamie. Stamtąd (przypuszczamy, że nie do końca legalnie) trafiła do Chin, po czym podobną trasą wróciła do... graniczącego z Hongkongiem miasta Shenzhen.

Foto: Auto Świat
18 tys. km: z Hamburga do Chin

Nie łatwiej więc było przewieźć sprzęt z byłej kolonii brytyjskiej do Shenzhen np. komunikacją miejską? To nie takie proste, bo zapewne nasza nawigacja stanowiła część dużego transportu kradzionych części i należało ją przerzucić przez znacznie słabiej strzeżoną granicę wietnamsko-chińską. Przez kolejne 7 dni nie otrzymaliśmy sygnału GPS, jedynie przybliżoną pozycję z masztów komórkowych.

Jak się okazało, w tym rejonie Shenzhenu działa wiele sklepików z używanymi częściami do aut, w tym jeden specjalizujący się w nawigacjach. Pytamy o urządzenie Professional do BMW serii 3. – Tak, możemy załatwić na dziś wieczór. Czyżbyśmy odkryli jednego z pośredników?

Kolejny etap podróży skradzionej nawigacji zaczął się 12 stycznia. Sprzęt zameldował się z lotniska Ningbo pod Szanghajem, skąd został wysłany do miasta o nazwie Xianyang. O godzinie 15.36 przesyłka była już na miejscu, a potem przez prawie trzy tygodnie nic się nie działo. Wreszcie 2 lutego znów zrobiło się gorąco. Trochę nam, a trochę naszej nawigacji – według czujników temperatura wewnątrz urządzenia wzrosła do 34,1 stopnia Celsjusza. Do lata jeszcze daleko, mamy więc niezbity dowód na to, że ktoś uruchomił skradziony sprzęt.

Jak się okazało, w tym rejonie Shenzhenu działa wiele sklepików z używanymi częściami do aut, w tym jeden specjalizujący się w nawigacjach.

Dokładny adres udało się ustalić 4 lutego, bo ukryty w nawigacji moduł GPS 20-krotnie zameldował się z jednego, tego samego miejsca – Xianyang. I gdy mieliśmy już wsiadać do samolotu do Chin, częstotliwość meldunków znacznie zmalała. Czyżby ktoś w ostatniej chwili zwietrzył podstęp? Na szczęście technikom udało się przez wysłanie SMS-a zmusić ukryty moduł do meldowania się trzy razy na dobę. Zatem w drogę.

Potem wszystko stało się szybko. Na miejscu ustaliliśmy, że nawigacja znajduje się w białym BMW 520i zaparkowanym pod siedmiopiętrowym blokiem. Właściciel auta, pan Ning, był zaskoczony obecnością dziennikarzy, ale poznał na zdjęciu sprzęt, który zamontowano w jego aucie.

Przyznał, że chciał mieć lepszy model i kupił używany egzemplarz. W przeliczeniu zapłacił ok. 970 euro. Umówiliśmy się z panem Ningiem w warsztacie, który zamontował nawigację, ale gdy dotarliśmy na miejsce, BMW już tam było. Pracownik serwisu poinformował, że nawigację właśnie wymontowano i odesłano do pośrednika z Ningbo. Niezbity dowód na to, że serwis doskonale zdawał sobie sprawę z tego, czym handluje.

Wygląda na to, że wpadliśmy na trop dobrze zorganizowanej europejsko-chińskiej siatki. Na koniec odwiedziliśmy Rygę i położony w pobliżu punktu przerzutowego z 16 grudnia sklep z używanymi częściami do BMW. Jest tu wszystko – od mechaniki po elektronikę. Właściciel tego przybytku, Rosjanin Igor W., nie ma nic do ukrycia, pokazuje nawet karton części czekających na wysyłkę do Chin. Ponoć zapotrzebowanie jest duże, bo tamtejsi kierowcy lubią niemieckie auta, a nie zawsze mogą liczyć na takie wyposażenie, jak klienci w Europie czy USA. – Mam rachunki, wszystko jest udokumentowane. Tak się jednak dziwnie składa, że z 16 grudnia żadnych papierów nie widać. Na koniec Rosjanin przyznaje, że tak naprawdę jest mu wszystko jedno, skąd pochodzą części, którymi obraca.

Handlarz prawdę ci powie! Wyjątkowo rozmowny Rosjanin działający w Rydze potwierdza, że część swojego towaru – ponoć legalnego – wysyła do Chin.

Następnego dnia z ukrycia obserwowaliśmy punkt spedycyjny FedEx przy ulicy Puszkina w Rydze, przez który, zapewne 16 grudnia, przewinęła się skradziona nawigacja. W pewnej chwili ze swoim towarem pojawił się nasz dobry znajomy Igor W. Wkrótce podjechał kolejny SUV marki BMW, a jego kierowca wyładował z bagażnika kartony z częściami samochodowymi.

Kolegom z „Auto Bilda” należy się uznanie. Przeprowadzona z wielkim rozmachem akcja pokazuje, jak sprawnie działają szajki złodziei. I udowadnia, że rozpowszechnione w Niemczech przekonanie o tym, że kradzione części muszą trafić do Polski, nie zawsze jest prawdziwe.