. bez takich przymiotników zawartych w ogłoszeniu nie da się sprzedać używanego samochodu. Postanowiliśmy sprawdzić kilka losowo wybranych ofert pochodzących z internetu i z gazet. Wyniki mogą napawać niepokojem. Wszystko wskazuje na to, że sprzedawcy posługują się zazwyczaj nieco innymi definicjami niektórych terminów, niż robią to kupujący. "Auto idealne" to dla nich takie, które jeździ i na pierwszy rzut oka nie ma poważnych usterek. W żadnym wypadku nie oznacza to, że jest bezwypadkowe. Szczególną kategorią auta idealnego jest "auto idealne jak na swój wiek". Jeżeli taki samochód ma więcej niż 10 lat, trzeba się liczyć z tym, że nadaje się już tyko na złom. Jeśli oburzeni stanem faktycznym spytamy sprzedawcę, dlaczego wprowadził nas w błąd, zapewne odpowie: "A czego Pan oczekiwał po aucie w tym wieku?". "Stan bardzo dobry" może oznaczać, że samochód został przed wystawieniem na sprzedaż dokładnie umyty. "Stan dobry" budzi poważne podejrzenia, co do tego, czy auto nadaje się jeszcze do jazdy. A co z "bezwypadkowością"? Tutaj też wszystko jest względne - jako bezwypadkowe sprzedawane są auta, które nie spotkały się czołowo z tirem lub pociągiem, wszystko inne to dla niektórych tylko szkody parkingowe. "Książka przeglądów"? Znaczy, że jest, ale trzeba się liczyć z tym, że ostani wpis pochodzi z ubiegłego stulecia. O dziwo, od tego czasu auto zgodnie ze stanem licznika pokonało tylko kilka tysięcy kilometrów. Wpisy w książkach bywają też fałszowane. Jeszcze jedna definicja: "od pierwszego właściciela", czyli od pierwszego właściciela w Polsce - bez względu na ilość właścicieli np. w Niemczech. Przy przeglądaniu ofert nie można wierzyć w zapewnienia sprzedawcy. Jeżeli nie jesteśmy ekspertami, warto poprosić zaprzyjaźnionego mechanikao pomoc w sprawdzeniu auta. Jeżeli nie mamy takiego, to dobrze jest zabrać ze sobą po prostu drugą osobę, która bez emocji, chłodnym okiem obejrzy z nami auto. Pośpiech jest zawsze złym doradcą, nie warto zwracać uwagi na ponaglenia sprzedawcy mówiącego, że jest już umówiony z kolejnymi osobami, które są zainteresowane kupnem. Nigdy nie wierz sprzedawcy na słowoNawet niewprawny obserwator może bez większego problemu wychwycić różnice w odcieniu lub fakturze lakieru na poszczególnych elementach. Stosunkowo łatwo da się też zauważyć ślady niefachowych napraw blacharskich - najczęściej zdradzają je resztki lakieru lub szpachli na uszczelkach oraz nierówne szczeliny między elementami. Warto też dokładnie obejrzeć szyby. Oryginalne są najczęściej sygnowane przez producenta auta oraz mają naniesioną datę. Na wszystkich szybach powinna być podobna. Jeżeli w miejscu elementu oryginalnego znajduje się zamiennik lub szyba z innego rocznika, to nie dyskwalifikuje to oczywiście samochodu, ale budzi podejrzenia. Częstym błędem popełnianym przy naprawach jest lakierowanie elementów, które fabrycznie nie są wcale pokryte farbą, np. zamków, zawiasów drzwi itd.O ile oględziny wypadną pozytywnie, oglądamy środek auta. Jeżeli fotel jest wysiedziany, kierownica i dźwignia zmiany biegów są wyślizgane, to zapewniena o tym, że auto ma zaledwie sto tysięcy kilometrów przebiegu można włożyć między bajki. Jednak dobry stan kierownicy to też nie wszystko, bo obszycie kierownicy łatwo zmienić.W przypadku nowoczesnych aut ocenę stanu technicznego lepiej pozostawić specjalistom. Jeżeli sprzedawca nie ma nic do ukrycia, zgodzi się na sprawdzenie auta w wybranym przez nas warsztacie. Nabywca może samodzielnie skontrolować, czy nie ma widocznych wycieków oleju, czy silnik zapala bez problemów, czy nie wydaje dziwnych dźwięków. Uwaga! Sprzedawcy często tłumaczą niewłaściwą pracę silnika drobnymi usterkami, np. zużytymi świecami lub przewodami. Jeżeli rzeczywiście przyczyną jest taka drobnostka, to dlaczego nie naprawili samochodu przed sprzedażą?