• ­Policja nie ma obowiązku udostępnienia alkomatu osobie, która o to prosi
  • Funkcjonariusz ma obowiązek zbadać trzeźwość kierowcy, który „po prośbie” przejechał na komendę samochodem, którym kierował
  • Jeśli kierowca ma we krwi zabronione stężenie alkoholu, podlega odpowiedzialności karnej
  • Trzeźwość można zbadać samodzielnie za pomocą podręcznego alkomatu, ale tylko droższe modele dają wiarygodne wyniki. Osoby biegłe w rachunkach i mające dobrą pamięć mogą swoją trzeźwość... obliczyć

Policja nigdy nie musiała udostępniać alkomatu tym, co chcieli sobie dmuchnąć, by np. za godzinę wsiąść za kierownicę, ale też zwykle nie był to jakiś problem – czego jak czego, ale jednorazowych ustników do badania trzeźwości policji nie brakuje. Owszem, to pewien wysiłek – czasem dyżurny musi dopiero uruchomić alkomat, ten musi się rozgrzać, co trwa do kilku minut, ale to wszystko.

Tego typu „usługi dla ludności” mają znakomity walor prewencyjny – kierowca, który ma wątpliwości, czy powinien jechać, jeśli się dowie, że ma jeszcze we krwi np. pół promila alkoholu, po prostu nigdzie nie pojedzie – nie spowoduje zagrożenia i nie będzie niepotrzebnie ryzykował zatargów z organami ścigania. Warto wiedzieć przy tym, że poranna zawartość alkoholu we krwi nie jest powiązana z samopoczuciem – można się czuć doskonale i być formalnie pijanym; można mieć strasznego kaca i zerową zawartość alkoholu we krwi!

Samo badanie trwa kilka sekund i wynik pojawia się od razu (uwaga, by pomiar był wiarygodny, nie wolno dmuchać w jakikolwiek (!) alkomat w ciągu kilku-kilkunastu minut od ostatniego kontaktu z alkoholem – policjant powinien o tym pouczyć badanego.

Tym razem jednak się nie udało – pandemia koronawirusa to znakomity pretekst, aby nie świadczyć „usług dla ludności”. O tym, że przy zachowaniu podstawowych zasad ostrożności, ryzyko związane z korzystaniem z alkomatu jest znikome, raczej nie trzeba przekonywać. Oczywiście, zawsze znajdzie się ktoś, kto powie: ale jakieś, choćby małe, ryzyko jest!

Podręczny alkomat - czy jest wiarygodny?

Alkomaty można podzielić na dwie grupy w zależności od zasady działania: półprzewodnikowe i elektrochemiczne. Wśród alkomatów półprzewodnikowych, których wielką zaletą jest niska cena (od kilkudziesięciu zł), znakomita większość jest niewiarygodna, a te najlepsze najczęściej działają w przybliżeniu poprawnie do czasu pierwszej imprezy. Większość z tych urządzeń daje niewiarygodne, niepowtarzalne wyniki, zarówno zawyża, jak i zaniża je; możliwe są wyniki fałszywie dodatnie i fałszywie ujemne. Co innego alkomaty elektrochemiczne – ich zasada działania pozwala na generowanie wyników bardzo wiarygodnych – na rynku jest kilka modeli oferujących dokładność na poziomie profesjonalnym. Niestety, za dobry alkomat trzeba zapłacić ok. 500 zł lub więcej, a potem co jakiś czas (nie rzadziej niż raz w roku) oddawać urządzenie do kalibracji, co stanowi wydatek od kilkudziesięciu do ok. 100 zł i wymaga pewnego wysiłku z naszej strony. Jednak jeśli prywatny alkomat, to tylko dobry (i nietani)!

Czy mogę już prowadzić? Sprawdź sam, jeśli umiesz liczyć!

Cofnijmy się do wczesnych lat 30. W tym czasie szwedzki naukowiec-chemik Eric Widmark wykonywał pionierskie prace na temat alkoholu. Nie, nie wynalazł alkoholu – ten znany jest ludzkości i lubiany właściwie od zarania cywilizacji. Erik Widmark zajmował się wpływem alkoholu na ludzki organizm, jego absorpcją i spalaniem. W 1932 roku Widmark zaprezentował wzór, który w przybliżeniu pozwala obliczyć tempo trzeźwienia osoby spożywającej alkohol.

Ponieważ od czasów Widmarka nikt niczego lepszego nie wymyślił, dostępne elektroniczne kalkulatory trzeźwości czy jak kto woli – alkomaty online – oraz aplikacje pomagające oszacować moment, w którym możemy zasiąść za kółkiem, opierają się właśnie na dorobku szwedzkiego chemika, przy czym nader często wykorzystują uproszczoną wersję wzoru albo wykorzystują (oczekują od nas podania) parametrów całkowicie zbędnych z punktu widzenia trawienia alkoholu.

Wzór na aktualne stężenie alkoholu we krwi wydaje się skomplikowany, ale tak naprawdę jest na tyle prosty, że korzystając z kalkulatora, można go wykorzystać nawet w stanie dość głębokiego upojenia (oczywiście nie gwarantujemy, że nie pomylicie się – robicie to na własną odpowiedzialność!).

Prom. = [{(0,806 x LK x 1.2)/(WK x M)} – (SM x CzP)] x 10

Gdzie:

  • Prom. to stężenie alkoholu we krwi liczone w promilach
  • 0,806 to stała zawartość wody we krwi (80,6 proc.)
  • LK – liczba „kolejek” zawierających po 10 gram czystego alkoholu etylowego
  • WK to zawartość wody w ciele człowieka (0,58 dla mężczyzn i 0,49 dla kobiet)
  • M to masa ciała
  • SM – to stała metabolizmu alkoholu (0,015 dla mężczyzn i 0,017 dla kobiet)
  • CzP – czas picia w godzinach

Ważne, aby prawidłowo obliczyć liczbę „kolejek”, ponieważ zawartość alkoholu w napoju alkoholowym podaje się zazwyczaj w procentach. W tym wypadku pół litra 40-procentowej wódki zawiera 200 ml alkoholu, co przekłada się na 160 gram tej substancji – czyli 16 „kolejek”. Pół litra piwa o mocy 5 proc. zawiera 20 gram czystego alkoholu etylowego – czyli dwie „kolejki”.

Dwa piwa na szybko - ile wydmuchasz?

A teraz policzmy: mężczyzna o masie 80 kg wypija dwa piwa o mocy 5 proc. każde (czyli w sumie 4 „kolejki”) w przeciągu godziny. Jakie stężenie osiągnie?

Prom. = [{(0,806 x 4 x 1.2) / (0,58 x 80)} – (0,015x1)] x 10 = [(3,87 / 46,4) = [(3,87 / 46,4) – 0,015] x 10 = (0,0834 – 0,015) x 10 = 0,068405 x 10 = 0,684 prom.

A gdyby czas picia dwóch piw wydłużyć do 3 godzin? Wówczas od wartości 0,0834 należałoby odjąć nie 0,015, ale 0,045, co dałoby 0,0384 i po pomnożeniu przez 10 wynik wyniósłby 0,384 promila – kierując autem, popełnilibyśmy nie przestępstwo, ale wykroczenie – mimo wszystko lepiej wsiąść na rower (choć to wciąż wykroczenie, to jest ono zagrożone mandatem, w wyjątkowych przypadkach karą grzywny albo aresztem do 14 dni, ewentualnie zakazem jazdy na rowerze, choć zakaz kierowania autem za to nie grozi).

Reasumując...

...w czasach pandemii na pomoc funkcjonariuszy dysponujących alkomatem nie zawsze można liczyć, a z całą pewnością nie należy na badanie jechać za kierownicą samochodu – akurat w takiej sytuacji policjant nie tyko może, ale wręcz musi nas zbadać – gdy pojawia się podejrzenie, że kierowca prowadził po pijanemu (a przecież sam przyznał, że spożywał alkohol), pojawia się i obowiązek. Nie mając dobrego prywatnego alkomatu, można pokusić się o oszacowanie swojej trzeźwości, ale – podkreślmy to wyraźnie – różni ludzie różnie reagują na alkohol i radzą sobie z neutralizacją tej substancji w różnym tempie. A zatem – pozostaje zdrowy rozsądek, znajomość swoich możliwości i dobra pamięć – dwa piwa na pewno nie „trzymają” od wieczora do rana, ale jedna butelka wódki może wciąż „działać”. Nie polegajcie na swoim dobrym samopoczuciu (areszty pełne są „wczorajszych”) ani na kiepskich alkomatach kieszonkowych – tłumaczenie, że „alkomat mnie oszukał”, nie wystarczy.