Stwierdza, że świeci trochę za nisko, więc korygujemy ustawienie. Gdy jest w porządku, pora na prawy. - Żarówkę wstawiono odwrotnie - ocenia diagnosta. Ale to niemożliwe! Przed chwilą własnoręcznie zamontowaliśmy ten reflektor i żarówkę na pewno włożyliśmy prawidłowo. Diagnosta jednak musi się upewnić, w końcu wyjmuje żarówkę. - Jest krzywa! Trudno w to uwierzyć, to porządna żarówka i w innej lampie świeciła dobrze. Obok znajduje się sklep, więc po chwili wstawiamy nową. Kolejne spojrzenie na ekran urządzenia i diagnosta z zainteresowaniem ogląda reflektor. - Co to jest? Tego się nie da ustawić! Na szczęście nie zabrano nam dowodu rejestracyjnego, bo "badanie techniczne" to w tym przypadku jeden z elementów naszego testu tanich reflektorów, jakich pełno w prawie każdym polskim sklepie motoryzacyjnym. Oba reflektory naszego Golfa pochodzą od tego samego producenta, oba mają tę samą zaletę - kosztują nie więcej, niż 40 proc. kwoty, jakiej żąda renomowany producent za swój, zewnętrznie prawie identyczny, wyrób. Są nawet tańsze niż oryginalna część używana. Tyle że jeden z nich świeci dobrze, a drugi świeci tam, gdzie nie powinien. Dystrybytor tego oświetlenia to jeden z największych w Polsce dostawców części zamiennych do aut prawie wszystkich marek. Nie chce jednak ponosić odpowiedzialności za sprzedaż niebezpiecznych wyrobów. Jeśli dobrze wczytamy się w fakturę zakupu, znajdziemy taki zapis: "Zapoznałem się z oznaczeniami towaru i nie wnoszę zastrzeżeń co do jego jakości". Drugie zdanie: "Jestem świadom, że oświetlenie i lusterka nieposiadające znaku homologacji europejskiej nie mogą być stosowane na rynku polskim". Oczywiście wątpliwej jakości reflektory sprzedaje bardzo wielu dystrybutorów. Opisywany przypadek nie stanowi wyjątku. Reflektory naszego Golfa mają zresztą na szkle niewyraźny napis "E4", co oznacza homologację holenderską, która jest w Polsce honorowana. Jak przeprowadziliśmy nasz test? Do wybranych dwóch używanych aut kupiliśmy pokomplecie reflektorów - zamienników, jednych z najtańszych na rynku. Porównujemy je z produktami oryginalnymi (kupionymi poza ASO danej marki, ale są to wyroby tego samego producenta, który dostarczał części do montażu fabrycznego). Po zamontowaniu nowych lamp w każdym przypadku udaliśmy się na stację diagnostyczną, aby je ustawić. To pierwszy etap testu - lampy wadliwej geometrycznie nie da się ustawić prawidłowo. W obu przypadkach pojawiły się problemy - jeden z samochodów zaliczył przegląd "z przymrużeniem oka", drugi został sklasyfikowany jako "pojazd do jazdy w dzień" i przeglądu nie zaliczył. Potem subiektywnie ocenialiśmy skuteczność oświetlenia na drodze, w tym poziom oślepiania. Następnie do aut montowaliśmy oryginalne oświetlenie i powtarzaliśmy wszystkie czynności. Używaliśmy tych samych żarówek, aby było sprawiedliwie. Wszystkie parametry lamp i reflektorów można precyzyjnie zmierzyć w laboratorium, jednak w tym przypadku zdecydowaliśmy się na test uproszczony. Różnice są bowiem tak duże, że można je ocenić w bardzo prosty sposób. Często da się je zauważyć nawet gołym okiem.Różnicę widać w większości przypadków dopiero po montażu reflektora w aucie. Dlaczego? Nawet kiepskiemu producentowi podróbek stosunkowo łatwo jest wykonać schludnie obudowę, trudno jednak uzyskać dobre właściwości optyczne. Nabywcy tanich reflektorów kiepskiej jakości mogą nie zdawać sobie nawet sprawy z tego, że oślepiają innych i że sami mają źle oświetloną drogę przed autem. Wychodzą bowiem często z założenia, że "stare auto tak ma" i nie da się na to nic poradzić. Cena jest poważnym argumentem i wykorzystują to sprzedawcy części, które nigdy nie powinny trafić na półki sklepów. Najbezpieczniej jest więc kupić oryginalny reflektor. Nie trzeba w tym celu odwiedzać autoryzowanego salonu. Lecz nawet w zwykłym sklepie ceny dobrych lamp są wysokie.