Na co uważać podpisując umowę? Czyli Będąc młodym...

Na co uważać podpisując umowę? Czyli Będąc młodym...

To jakaś prowokacja! Pan przedstawia hipotetyczną sytuację, która się nie zdarza. A w ogóle to co Pan chce? Poradę prawną uzyskać? – ofuknęła nas pani rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, gdy chcieliśmy dowiedzieć się, czy i jakie popełnia przestępstwo człowiek pośredniczący w sprzedaży samochodów w taki sposób, aby nie figurować w żadnym z dokumentów. Na zdrowy rozum przekręt jest oczywisty (pośrednik nie płaci podatków), jednak nikt go nie ściga, a chętnych do kupowania aut w "uproszczony" sposób nie brakuje, więc interes kwitnie."Sprowadzam samochód z zagranicy, płacąc sprzedawcy, ile się należy, ale żądam podpisania umowy bez danych kupującego. Niemcowi nie zależy, bo i tak tej umowy nigdzie nie zgłasza. Potem sprzedaję »furkę« w Polsce, a kupującemu daję do podpisu umowę, którą już wcześniej podpisał Niemiec czy Francuz. O mnie w papierach ani słowa. W Polsce nie płacę akcyzy ani innych opłat, bo szkoda pieniędzy i zachodu. Szybki obrót, szybki zysk, a do tego bez podatku. Jeśli Niemiec nie chce podpisać umowy in blanco, to też nie szkodzi, bo nową umowę spiszę »na kolanie«, podpiszę lewą ręką i nikt tego nie sprawdzi. Autko nie jest kradzione, nikt go nie szuka, a jak facet, któremu autko sprzedam, będzie mieć jakieś pretensje (to się zdarza, autka sprzedajemy jako prawie »nówki«, a różnie bywa, wiadomo), to ja o niczym nie wiem, nie pamiętam, nic nie sprzedawałem. A w ogóle za bite dają teraz dwa niebite, nie wiedział o tym? Stróżowie prawa (urzędnicy skarbowi, prokuratorzy) nie mają pojęcia, że taki interes kwitnie, albo raczej nie chcą wiedzieć. Doskonale znają go tylko celnicy (polują na »cichociemnych« importerów, aby ściągnąć od nich akcyzę, którą zgodnie z prawem płaci się od każdej transakcji dokonanej przed pierwszą rejestracją w Polsce), ale i tak mi nic nie zrobią, bo mnie nie znajdą. Proste? Proste!”Tak to wygląda z punktu widzenia pośrednika. Inaczej wygląda z punktu widzenia osoby, która kupiła samochód od takiego sprzedawcy, często w pośpiechu i jest mądra po szkodzie: "Postanowiłem kupić używany samochód. Wziąłem kredyt i rozpocząłem poszukiwania. W internecie znalazłem fajnego Renault Lagunę. Zadzwoniłem. Niestety, tego z ogłoszenia już nie było, ale był inny. Okazuje się, że sprzedający sprowadza auta z zagranicy”. Ostrzeżenie:nie ma samochodu z ogłoszenia, nie powinno być rozmowy. Często handlarze zamieszczają atrakcyjne anonsy "na przynętę", a gdy ktoś zadzwoni, mówią, że mają inny, ale podobny pojazd. Wówczas nie mamy żadnego dowodu, od kogo kupiliśmy auto, a handlarz nie pozostawi najmniejszych śladów."Samochód z wyglądu mi się spodobał, podczas jazdy testowej nie można było się do niczego przyczepić. Początkowo planowałem w przypadku zainteresowania autem pojechać do ASO, aby je sprawdzić, niestety, gdy już znalazłem samochód, zrezygnowałem z przeglądu. Dokonałem zakupu”.Błąd: za 100-150 zł w warsztacie fachowiec oceniłby stan auta i na pewno udałoby się stwierdzić jakieś usterki, a to pomogłoby w negocjacjach cenowych albo w ogóle oszczędziłoby dalszych kłopotów i rozczarowań. "No i jak się okazało, umowy nie spisałem bezpośrednio ze sprzedającym, który ten samochód przywiózł do Polski, ale niby ze sprzedającym mieszkającym we Francji. Wyszło tak, jakbym sam sobie ten samochód sprowadził”.Błąd: w świetle prawa popełnił Pan przestępstwo poświadczenia nieprawdy. Ryzykował Pan nawet to, że samochód mógł być ukradziony wraz z dokumentami i że szuka go policja. Należało zasugerować, aby sprzedawca zarejestrował auto na siebie, i zgodzić się na poniesienie kosztów rejestracyjnych. W razie problemów z autem byłoby kogo ścigać i z prawnego punktu widzenia sytuacja byłaby "czysta"."Podróż z powrotem do domu kupionym samochodem: 120 km przede mną. Wszystko było dobrze przez ok. 50 km podróży, gdy nagle pedał sprzęgła wpadł w podłogę i nie dało się zmienić biegu. Zatrzymałem się. Przy wyłączonym silniku biegi się zmieniają. Postanowiłem zadzwonić do osoby, od której pojazd kupiłem, ale ta zaprzecza, jakoby samochód nie był sprawny i próbuje wszystko zrzucić na mnie, że to niby ja podczas przejechania tych 50 km zepsułem auto – a on nie czuje się winny i nic nie poradzi na to, że tak się stało. Odciągnąłem pedał sprzęgła ręką i jazda dalej była możliwa, biegi się zmieniają bez problemów, trzeba tylko co jakiś czas odciągnąć pedał sprzęgła. Kilka kilometrów dalej znów niespodzianka: zapala się kontrolka świec żarowych, samochód traci moc. Na 5. i 6. biegu prędkość spada, na »czwórce« utrzymuje się na jednym poziomie. Dojechałem do domu". Rada: spróbujmy spokojnie ustalić jak najwięcej danych dot. sprzedawcy, zrobić kopie ogłoszeń, a potem dopiero dzwonić i negocjować odstąpienie od umowy lub obniżenie ceny. Możemy zagrozić zgłoszeniem sprawy w urzędzie celnym, co grozi pośrednikowi koniecznością zapłaty akcyzy. To realna groźba! Pamiętajmy jednak, że gdybyśmy rzeczywiście zdecydowali się na taki krok, sami możemy mieć pewne kłopoty. "Przyszedł czas na wizytę na stacji diagnostycznej. Drążki kierownicze do wymiany, amortyzatory słabe, jakiś wyciek, żarówki kierunkowskazów też do wymiany. I znowu zdenerwowanie na sprzedającego, który zarzekał się, że samochód nie wymaga wkładu finansowego. Teraz czeka mnie naprawa sprzęgła, silnika (być może to zawór EGR), drążków kierowniczych, amortyzatorów i kto wie, co jeszcze wyjdzie przy dokładniejszym przeglądzie.Czy mogę coś w tej sytuacji zrobić? Czy powinienem mieć jakieś roszczenia wobec osoby, od której kupiłem samochód, mimo iż oficjalnie nie ma ona żadnego związku z transakcją? Przecież ta osoba robi to nielegalnie i nie płaci podatków od dochodu za sprzedane samochody!”Rada:najlepiej naprawić samochód za własne pieniądze i traktować tę sytuację jako przykrą nauczkę (to łatwiejsze rozwiązanie) albo – jeśli mamy możliwość "namierzenia" naszego pośrednika i zostaliśmy przez niego ewidentnie oszukani – możemy donieść na niego w urzędzie celnym, a nawet w prokuraturze, licząc się jednak z tym, że prokurator i nam postawi zarzut, a sąd wymierzy bardziej lub mniej łagodną karę. Trzeba było od początku przejąć się faktem, że "ta osoba robi to nielegalnie" i nie brać udziału w przestępstwie. Wiemy, że niektórzy sprzedawcy oferują albo transakcję "na Niemca", albo wcale, ale przecież jest wiele aut sprzedawanych w legalny sposób. Czy możemy liczyć na jakąkolwiek pomoc urzędów?Urząd skarbowyZadzwoniliśmy do urzędu, aby dowiedzieć się, czy ewentualny donos na handlarza-pośrednika może być dla niego jakimś realnym zagrożeniem. Dowiedzieliśmy się, że w tym przypadku opłaty skarbowe zostały właściwie uiszczone, no... niedokładnie takie, jakie należało, ale zawsze jakieś i właściwie nie ma sprawy. Urząd skarbowy nie był specjalnie zainteresowany ściganiem tak drobnych i "mało obiecujących" przestępstw skarbowych.Urząd celnyTo najlepsze miejsce, gdzie możemy się zgłosić. Według urzędnika, z którym rozmawialiśmy, sprzedawca-pośrednik występuje jako komisant i powinien zapłacić akcyzę od sprowadzonego samochodu, a następnie kolejny nabywca powinien zapłacić po raz drugi akcyzę (co już zrobił i w stosunku do niego urząd nie wystąpi z roszczeniem), ponieważ obie transakcje odbyły się przed pierwszą rejestracją auta w Polsce. Warunkiem, aby urząd celny rozpoczął dochodzenie należności od pośrednika, jest przedstawienie dowodów, że rzeczywiście handlarz wystąpił w charakterze komisanta. Mogą być to: kopie ogłoszeń (także elektronicznych), na których jest samochód będący przedmiotem transakcji, oraz dane pozwalające na identyfikację osoby. Jednak – jak wynika z doświadczeń celników – zwykle jest problem z identyfikacją sprzedawcy. Zaznaczmy jednak, iż z tego, że urząd przyciśnie pośrednika finansowo, nie wynika dla nas żadna korzyść. Prokuratura"Uprzejmie informuję, że Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie może odpowiedzieć na tak sformułowane pytania, albowiem odnoszą się one do sytuacji hipotetycznej i abstrakcyjnej. Każde z postępowań prowadzonych przez organa prokuratury dotyczy indywidualnego i konkretnego stanu faktycznego, którego analiza pozwala na udzielenie odpowiedzi odnoszącej się do konkretnego postępowania przygotowawczego, o ile nie stoi w sprzeczności z dobrem prowadzonego śledztwa lub dochodzenia. Udzielenie przez prokuratora (rzecznika prasowego) odpowiedzi w oparciu o hipotetyczny stan faktyczny i zamieszczenie jej w publikacji medialnej jako odnoszącej się do konkretnej sytuacji może powodować jej nieadekwatność do przedstawionej sytuacji”. Nie dziwmy się prokuraturze: takie sprawy nie trafią na pierwsze strony dzienników, sławy z tego nie będzie i nie możemy wymagać, aby brano je poważnie pod uwagę. Prawa nabywcy autaGdy kupujemy auto od osoby prywatnejMożemy dochodzić swoich roszczeń, w przypadku, gdy auto ma wady prawne, o których nie zostaliśmy poinformowani. W razie oszustwa polegającego np. na przekręceniu licznika – jeśli możemy udowodnić, że sprzedawca jest sprawcą lub o tym wiedział – też możemy żądać zadośćuczynienia.
Robert Rybicki
Robert Rybicki
Kupiłeś złom? Ważne od kogo!

Kupiłeś złom? Ważne od kogo!

Kupiłeś auto od handlarza, miało być w świetnym stanie, a okazało się, że nawet nie opłaca się go naprawiać, a złożone zostało z dwóch innych samochodów? Krok pierwszy: upewnij się, że masz rację, a potem idź do sprzedawcy i spróbuj dogadać się. Niech dobrowolnie odda pieniądze - co do grosza, a ty oddasz auto. Odstąpcie od umowy albo ustalcie niższą cenę. Zazwyczaj wystarczy, że wspomniszo ustawie chroniącej konsumenta. Kto chciałby iść do sądu, gdy z góry stoi na straconej pozycji? Nie można się dogadać? Pora na krok drugi: postaraj się o opinię rzeczoznawcy albo choćby o kosztorys naprawy z warsztatu. Napisz list (polecony) do sprzedawcy, zaczynający się od słów: "Na podstawie ustawy z dnia 27 lipca 2002 r. o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego informuję, że w samochodzie, który nabyłem w Pańskiej firmie, stwierdziłem następujące wady...". Wylicz wady, zaproponuj rozwiązanie: naprawę, obniżenie ceny lub odstąpienie od umowy. Jeśli sprzedawca odbierze pismo i nie odpowie w ciągu 14 dni, wygrałeś. Uwaga: wady muszą być poważne. Na ich zgłoszenie masz 2 miesiące od czasu, gdy wyszły na jaw. Ochrona konsumenta trwa 2 lata. Szczegóły znajdziesz w internecie, gdy w wyszukiwarkę wpiszesz nazwę ustawy.Uważajmy na drobne fałszerstwa!Jeśli przez przypadek dowiedziałeś się, że samochód, który kupiłeś od pośrednika, ma sfałszowaną książkę przeglądów albo zmieniony stan licznika, nie okazuj litości! O oszustwie dowiemy się np. wtedy, gdy spotkamy się z poprzednim właścicielem auta. Jeśli auto miało przed trafieniem do pośrednika 200 tys. km przebiegu, a potem już tylko np. 80 tys. km, mamy prawo zgłosić tę sprawę policji albo prokuraturze. Możemy też udać się do sprzedawcy z żądaniem obniżenia ceny lub odstąpienia od umowy, nawet jeśli od chwili kupna pojazdu minął dłuższy czas. Warto ukarać oszusta, nawet gdy auto nie było złe. Przecież wiedząc, że książka przeglądów została sfałszowana, nie mamy prawa kolejnemu nabywcy wmawiać, iż jest ona autentyczna. Jeśli tak zrobimy w pełni świadomi stanu rzeczy, sami popełnimy przestępstwo. Auto wraz z przebiegiem traci na wartości, nie tylko w przypadku sprzedaży, ale także wtedy gdy ubiegamy się o odszkodowanie za jego utratę od ubezpieczyciela. Wszystkie katalogi, według których wycenia się samochody, przyjmują, jaki jest średni roczny przebieg auta danej klasy. Jeśli przebieg jest mniejszy niż średnia, wartość auta rośnie, jeśli jest wyższy - wartość katalogowa takiego pojazdu maleje.Od firmy lub handlarza
Robert Rybicki
Robert Rybicki
Jak znaleźć używane auto?

Jak znaleźć używane auto?

Nie ma już w gruncie rzeczy większego znaczenia fakt, czy auta szukamy na giełdzie, w sieci czy też w komisie. Rynki te przenikają się wzajemnie, tzn. na giełdzie zobaczymy w niedzielę wiele aut, które w tygodniu stoją na komisowych placach albo oferowane są w internecie. Najważniejsza różnica jest taka, że w komisie dilerskiem będziemy traktowani niemal tak samo, jak kupujący auto nowe, natomiast na giełdzie musimy liczyć się z lekko kpiącymi spojrzeniami zawodowych handlarzy i... obecnością kieszonkowców. Najważniejsze jest to, czy ostatecznie auto kupimy od osoby prywatnej czy też od firmy. Różnica jest zasadnicza. Z mocy prawa profesjonalny sprzedawca przez 2 lata odpowiada za tzw. zgodność towaru z umową. Diler nie może więc ukrywać, że serwisowane przezeń auto miało wypadek, bo w razie wpadki stawia się na z góry przegranej pozycji (co niestety nie oznacza, że niektórzy nie próbują kombinować). Nieco większe pole manewru ma komis, ale i on nie ucieknie od odpowiedzialności, gdy sąd ustali, że profesjonalista powinien wyłapać wadę fizyczną czy prawną. Niestety, wymaga to właśnie sądu. Kupując auto od osoby prywatnej, zazwyczaj pozbawiamy się jakichkolwiek praw,o czym zresztą świadczy popularny wpis w umowie: "Kupujący potwierdza, że stan techniczny auta jest mu znany". Ale jest jeden wyjątek. Gdy sprzedawcą jest pierwszy właściciel,żądajmy wpisania do umowyzapewnień o bezwypadkowości czy przebiegu auta. Pierwszy właściciel również nie może się wyprzeć znajomości historii pojazdu.Nie warto ryzykować! Zdarza się, że sprowadzone z zagranicy auta oferowane są przez pośredników proponujących podpisanie umowy, na której wcześniej podpis złożył obcokrajowiec - poprzedni właściciel. Nie warto korzystać z takich ofert! To przecież dokładnie taka sama sytuacja, jak gdybyśmy kupili auto bez sprawdzenia dowodu osobistego sprzedającego. Łatwo więc trafić na samochód pochodzący z kradzieży, ale to nie wszystko. Jeśli kupimy auto w ten sposób, a później stanie się cokolwiek złego (np. urzędnik stwierdzi drobne choćby niezgodności w dokumentach albo auto rozpadnie się na kawałki), to zostaniemy na lodzie, bo pośrednik łatwo się wszystkiego wyprze.Giełdy internetowe - tylko jako wstępCoraz liczniejsza grupa entuzjastów zakupów za pośrednictwem internetu skłonna byłaby nawet kupić auto na wirtualnej giełdzie. Stanowczo odradzamy! Samochód to nie dzbanuszek w kwiatki ani używany komputer, na który sprzedawcy dają zwykle miesięczną gwarancję (tzw. rozruchową). Auto trzeba obejrzeć, bo po transakcji(w szczególności z osobą prywatną) nie mamy prawa do żadnych roszczeń. Nie łudźmy się. Wpisywane w internetowych formularzach zapewnienia, że stan auta jest idealny, są nic niewarte. Z doświadczenia dziennikarzy działu "Używane" AŚ wynika, że w 95 proc. przypadków określenia takie wpisywane są bez pokrycia, niejako "z automatu". To samo dotyczy także bezwypadkowości. Mało tego, bardzo często na miejscu okazuje się, że nie zgadza się nawet wyposażenie ("wie pan, wpisałem tak z rozpędu"), a ostatni zapis w deklarowanej przez sprzedawcę książce serwisowej pochodzi sprzed 3 lat... Jest tak dlatego, że handlarzom chodzi przede wszystkim o to, aby autem zainteresować jak najwięcej osób. Jak już przyjadą, to może się "napalą" i skuszą. Czy internetowe giełdy są więc bezużyteczne? Oczywiście nie. Po pierwsze - zapoznanie się z ofertami w sieci to znakomity sposób, aby dowiedzieć się, jaka jest wartość rynkowa poszukiwanego przez nas modelu, także z uwzględnieniem wersji silnikowych i wyposażeniowych. Można łatwo ustalić, jak cenione są auta "z salonu", sprowadzone itd., ile liczą sobie komisy, a ile osoby prywatne. Po drugie - dość łatwo wytypować wymarzone wyposażenie i kolorystykę. Wiedząc np., że aut z klimatyzacją jest dużo, będziemy "w realu" mniej podatni na zachęty, że "to pełny wypas". Po trzecie - filtry przeglądarki pozwolą łatwo odnaleźć interesujące nas auta w najbliższej okolicy.
Robert Rybicki
Robert Rybicki
Jak wybrać najlepsze ubezpieczenie OC?

Jak wybrać najlepsze ubezpieczenie OC?

Zanim dostaniesz dowód rejestracyjny i tablice swojego nowego auta, urzędnicy proszą o pokazanie aktualnej polisy OC. Nie masz? Trzeba ją kupić! Oczywiście, ten sposób przymuszania kierowców do wykupywania obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej (OC) jest dobry, ale nie do końca skuteczny, bo przecież można kupić auto bez ubezpieczenia OC i nim jeździć. Grożą jednak za to wysokie kary. Jeśli z kupnem ubezpieczenia spóźnimy się choćby o godzinę i zostaniemy złapani, zapłacimy 380 zł kary. Jeżeli ubezpieczenia nie mamy dłużej (do 14 dni), zapłacimy 960 zł. Gdy zwlekamy jeszcze dłużej (powyżej 14 dni), zapłacimy ponad 1900 zł kary! Nie ma więc wyjścia - najlepiej wykupić ubezpieczenie bez zwłoki. Inaczej jest z ubezpieczeniami dobrowolnymi. Autocasco można kupić, ale nie trzeba. Regułą jest, że im starsze auto, tym warunki mniej korzystne. Na cenę ubezpieczenia wpływa (podobnie w przypadku OC) wiek kierowcy (im młodszy, tym więcej płaci - może lepiej zarejestrować auto na babcię?), szkody spowodowane w przeszłości (im więcej szkód, tym wyższa składka), miejsce zamieszkania, marka auta (np. ubezpieczenie kombi może być droższe niż auta sportowego),stan cywilny, a nawet płeć. Najmniej płacą kierowcy z długoletnim, bezwypadkowym stażem za kierownicą.Ubezpieczenie OC Kiedy kupić? (Auto już zarejestrowane w Polsce): od sprzedawcy otrzymujemy wraz z autem polisę OC. Mamy 30 dni na decyzję: przejmujemy tę polisę i dalej z niej korzystamy, czy rezygnujemy i podpisujemy umowę w innej firmie? Uwaga: jeśli nie zrezygnujemy z polisy w ciągu 30 dni, zostaje ona przepisana na nas i mamy obowiązek płacić składkę. Jeśli ważność polisy kończy się przed upływem 30 dni od kupna auta, przed końcem jej ważności mamy obowiązek podjąć decyzję: pozostajemy przy starym ubezpieczycielu czy wypowiadamy mu umowę i zawieramy ją z innym? Auto rejestrowane w Polsce po raz pierwszy: ubezpieczenie trzeba wykupić najpóźniej w dniu rejestracji auta (w praktyce przed rejestracją - polisę trzeba pokazać w wydziale komunikacji). Jeździć autem bez OC nie wolno - chyba że mamy jeszcze ważną polisę kupioną za granicą.
Robert Rybicki
Robert Rybicki
Zalety oraz wady nowoczesnych silników wysokoprężnych

Zalety oraz wady nowoczesnych silników wysokoprężnych

Przez wiele lat w samochodach osobowych występowały wyłącznie proste jednostki wysokoprężne: z wtryskiem pośrednim i - ewentualnie - turbosprężarką pozbawioną skomplikowanych układów regulacyjnych. W końcu lat 80. koncern VW (wcześniejsze próby Fiata uznać należy za nieudane) wprowadzać zaczął na szeroką skalę silniki z wtryskiem bezpośrednim (zwykła pompa wtryskowa). Ich główne zalety to dużo lepsza wydajność, objawiająca się znaczącą poprawą dynamiki przy minimalnym zużyciu paliwa. Niewątpliwe plusy spowodowały, że od początku lat 90. niemal wszystkie modele VW i Audi korzystały z takiej technologii. Jednak cały czas można było mieć istotne zastrzeżenia do kultury pracy motorów TDI, poza tym nadzór nad procesem wtrysku był zbyt mały. Dlatego wymyślono instalację Common Rail: silnik napędza wysokociśnieniową pompę paliwa (1400-1800 barów), która podaje paliwo do wspólnej szyny (bądź kuli). Dozowanie go do cylindrów przebiega podobnie jak w silnikach benzynowych, można więc mieć nad nim pełną kontrolę (szczególnie przy niesamowicie szybkich wtryskiwaczach sterowanych nie cewką elektromagnetyczną a kryształami). Ten wynalazek spowodował, że praca silników stała się dużo bardziej miękka, a dynamika jeszcze lepsza. To z kolei przyczyniło się do ekspansji odmian CDI, JTD, HDi itp. Nie bez znaczenia były przy tym coraz ostrzejsze normy emisji spalin, obowiązujące nowe samochody. Rozwój zaczął też iść w kierunku coraz wyższych mocy (90 KM z diesla 1.3 czy 1.4 to teraz żaden wyczyn) i znaczącej komplikacji konstrukcji. Czy można wobec tego w obecnych silnikach wysokoprężnych odnaleźć starą niezawodność i trwałość? W dobie elektronicznie sterowanych pedałów gazu, dwumasowych sprzęgieł, regulowanych turbin itp. niestety o to coraz trudniej. Sprawdzamy praktyczne zalety nowoczesnych silników Do testu mającego obnażyć wady bądź podkreślić zalety nowoczesnych technologii wybraliśmy niemal doskonałą parę - dwa Citroëny Berlingo. To bardzo popularny model (zarówno na rynku nowych, jak i używanych), technicznie mocno zbliżony do Peugeota Partnera. Jeszcze w ubiegłym roku producent oferował równolegle bardzo prostą odmianę 1.9D (wolnossąca, z wtryskiem pośrednim) i najbardziej zaawansowane technologicznie silniki serii HDi - w tym również najnowszy wariant o pojemności 1,6 l i mocy 75 lub 90 KM. Wybraliśmy mocniejszy, żeby dać mu większą szansę. Pierwsze różnice odkryjemy już po rozruchu. "Stary" diesel okazuje się wyraźnie głośniejszy. Natężenie hałasu nie jest na tyle duże, żeby istotnie przeszkadzaćw czasie jazdy lub podczas postoju i pracy silnika na biegu jałowym, ale wyraźnie zauważalne. Znaczenia nabierze np. podczas dalszych podróży, gdzie Berlingo HDi okaże się po prostu przyjemniejsze. Czyli pierwszy punkt dla HDi (szczególnie dostrzegalny na trasie). Mimo potężnej różnicy w tabeli opisującej dane techniczne osoby jeżdżące spokojnie mogą... nie dostrzec różnicy w dynamice! Po prostu stary silnik w przypadku normalnej jazdy miejskiej będzie całkowicie wystarczający. Nie ma mowy o tym, że zostaniemy na końcu stawki aut ruszających spod świateł, bez większego wysiłku dotrzymamy kroku w normalnym, gęstym ruchu ulicznym. Gdzie więc te wady? Dostrzeżemy je natychmiast, gdy zażądamy lepszych osiągów. Wtedy okaże się, że wersja 1.9D nie jest w stanie... zaoferować nic więcej niż opisana spokojna jazda. Nie pomoże kręcenie silnika do wyższych obrotów - powyżej 3 tys. i tak niewiele się dzieje (poza znacznym wzrostem hałasu). Ta sama sytuacja dotyczy wyższych prędkości. Jeśli chcemy wyraźnie przyspieszyć, np. od prędkości 90 km/h okaże się, że "nie mamy czym jechać". Znacznie szerszy zakres obrotów użytecznych oferuje HDi. "Zejść" można niemal do 1300-1500 obr./min, a przyspieszanie będzie płynne i wyraźne (w dieslu 1.9 bez problemu jedziemy od około 1800 obr./min, ale silnik łatwo osiąga ten pułap). Także z drugiej strony obrotomierza czeka nas pozytywne zaskoczenie - jednostka bez problemów ochoczo przyspiesza aż do okolic czerwonego pola. Kolejny punkt dla HDi, ale też warunkowo - tylko dla dynamicznych kierowców, spokojni bez problemów zaakceptują starą wersję. Oszczędność w zużyciu paliwa często okazuje się złudna Największe zdziwienie dotyczyć będzie zużycia paliwa. W folderach reklamowych nowoczesne silniki są mistrzami w oszczędzaniu (szczególnie gdy mają niezbyt dużą pojemność - jak nasz). Producent deklaruje, że dla Berlingo wystarczy 5,4 l na każde 100 km. W to lepiej nie wierzyć, na naszej trasie testowej wyszłoo prawie 0,5 l więcej. Ale i taki wynik (5,8 l) wiele osób eksploatujących auto uzna za nierealny. Normalna szosowa jazda wiązać się może ze zużyciem nawet 7 l na 100 km. Być może winę ponosi za to... właśnie dynamika, która podświadomie prowokuje kierowcę do szybszej, ostrzejszej jazdy. Diesel 1.9 okazuje się dość stabilny. Normalna jazda (bez szczególnego myślenia o oszczędzaniu, ale też i bez poganiania auta) kończy się wynikiem 7 l/100 km. Przy czym zmiana stylu jazdy nie wpływa wyraźnie na ten rezultat. Jeśli przyjmiemy, że na każdych 100 km zaoszczędzimy 0,8 l (7,0 przeciw 6,2 l), to przy cenie oleju napędowego 3,7 zł/l da to oszczędność nieco poniżej 3 zł. Przy przebiegu 50 tys. km uzbieramy raptem 1500 zł. Powstaje jednak pytanie: czy tych pieniędzy nie zostawimy w serwisie? Niesamowicie ważny punkt: niezawodność i trwałość Silnik 1.9D przez mechaników oceniany jest jako niezniszczalny. Pojawiające się wycieki oleju wypada oczywiście na bieżąco usuwać, jednak podjąć się tego może niemal każdy warsztat. Takiej dowolności nie będziemy już mieć w przypadku jednostek HDi. Tu lepiej polegać tylko na zaufanych ludziach, a jak wskazuje praktyka, nawet w ASO możemy mieć z tym problem. Sam silnik nie jest przy tym wyjątkowo awaryjny, ale zdecydowanie gorzej (o ile w ogóle) zniesie kiepskiej jakości paliwo czy jakąkolwiek niefachową obsługę. A koszty napraw mogą iść w tysiące zł. Jeśli uszkodzenia dotyczą układu paliwowego, to na dodatek są często przez gwaranta kwestionowane. Diesla 1.6 HDi - jak na razie - najszybciej znajdziemy w salonie z nowymi autami. Na rynku występuje od niedawna, więc amatorzy używanych egzemplarzy muszą poczekać lub zadowolić się starszą wersją (2.0). Z kolei silnik 1.9D zniknął już z salonów (głównie z powodu złej normy emisji spalin). Trudno więc o jednoznaczne zestawienie cen tych samochodów.Techniczna "perełka" czy "zabytek"? Porównując budowę opisywanych silników, trudno znaleźć... podobieństwa. Właściwie podstawowym jest chyba fakt, że obydwa motory to jednostki o zapłonie samoczynnym. Wersja 1.9D pamięta bardzo stare czasy. W pierwszych dwóch latach produkcji stosowano silnik o pojemności 1905 ccm (dokładnie taki jak w Polonezach Caro), później wersję 1868 ccm. Zastosowano tu wyłącznie najprostsze rozwiązania: brak turbosprężarki, wtrysk paliwa odbywa się do komory wirowej, o dawkowanie i ciśnienie paliwa dba klasyczna pompa rotacyjna. Ale i tu dotarła nowoczesność - aby spełnić rygorystyczne normy emisji spalin, już dawno temu trzeba było wprowadzić elektronikę do sterowania pompą wtryskową. Wersja 1.6 HDi pojawiła się zaledwie dwa lata temu, wypierając najpierw odmianę 2.0 HDi, a teraz również 1.9D. Występuje w dwóch odmianach mocy: jako 75- lub 90-konna. To całkowite przeciwieństwo silnika 1.9D, m.in. ma 16-zaworową głowicę. Wtrysk paliwa to oczywiście instalacja typu Common Rail, wyposażona w wysokociśnieniową pompę (około 1600 barów) podającą olej napędowy do wspólnej szyny. Wtryskiwacze sterują bardzo precyzyjnie czasem wtrysku (bezpośrednio do cylindrów) i dawką paliwa. Jednostka HDi jest naszpikowana elektroniką. Tu nawet koło pasowe wału korbowego ma złożoną budowę, stabilizującą pulsację obrotów. Ale np. trwałość paska rozrządu wzrosła ze 120 do 240 tys. km! Podatność na awarie Koronna konkurencja wolnossącej jednostki 1.9D. Jak twierdzą mechanicy, jest ona praktycznie nie do zniszczenia. Całkowicie normalne są przebiegi sięgające 500 tys. km, w czasie których do wymiany kwalifikują się tylko wtryskiwacze i uszczelki. Silnik 1.6 HDi jest bardzo delikatny. Co prawda okazuje się wystarczająco dopracowany i awarie nie gonią jedna drugiej, ale... Po pierwsze, motor nie toleruje paliwa złej jakości. Po drugie, wymaga odpowiedniego podejścia ze strony kierowcy (jak wszystkie silniki turbo). Po trzecie, nie obędzie się bez wysoko wykwalifikowanego warsztatu (zarówno przy naprawie, jak i obsłudze), dysponującego odpowiednim sprzętem diagnostycznym. Zaniedbania prowadzą do wielotysięcznych wydatków.
Robert Rybicki
Robert Rybicki