• Inspekcja Transportu Drogowego zajmuje się m.in. obsługą systemu fotoradarowego
  • Inspektorzy ITD są uprawnieni do badania kierowców pod kątem prowadzenia pod wpływem alkoholu lub narkotyków
  • Mogą też zatrzymywać pojazdy, korzystając np. z „lizaka” albo pojazdów wyposażonych w wideorejestrator – jednak nie w każdym przypadku

Inspekcja Transportu Drogowego pełni obecnie w Polsce funkcję „drugiej policji drogowej”. Wprawdzie kontrola kierowców samochodów osobowych nie należy do priorytetowych obszarów zainteresowań „krokodyli”, jednak nie należy bagatelizować ich obecności na drogach. Inspektorzy mają naprawdę duże uprawnienia wobec kierowców, w praktyce zbliżone do uprawnień drogówki. Za sprawą działań Inspekcji Transportu Drogowego także kierowca auta osobowego może stracić prawo jazdy – dokładnie na tej samej zasadzie jak w przypadku kontroli drogowej wykonywanej przez policjantów.

Co może „krokodyl”?

Inspektorzy ITD, choć to nie policjanci drogówki, posługują się podobnymi narzędziami, a nawet mają ich więcej. Mają do dyspozycji „lizaki” do zatrzymywania samochodów, samochody wyposażone w wideorejestratory i mobilne radary, mogą korzystać z alkomatów, wag do pomiarów masy kontrolowanych pojazdów, przenośnych analizatorów spalin i wszystkiego, co może się przydać do skontrolowania i kierowcy, i jego samochodu.

Ponadto Inspekcja Transportu Drogowego zarządza systemem fotoradarowym – rozsyła wezwania do właścicieli samochodów, ustala sprawców wykroczeń, wystawia mandaty, kieruje do sądów wnioski o ukaranie. Na drodze polecenia Inspektora ITD względem kierowcy są wiążące. Inspektor może wystąpić do Starosty z wnioskiem o skierowanie kierowcy na badania lekarskie albo na egzamin sprawdzający kwalifikacje. Inspektor może, a w niektórych przypadkach nawet musi uniemożliwić kierowy dalszą jazdę – gdy np. ma do czynienia z pijanym kierowcą. Co do zakresu czynności, do jakich „krokodyl” ma prawo podczas kontroli drogowej, Kodeks drogowy daje mu dokładnie te same uprawnienia, które ma policjant. Co nie znaczy, że może z nich korzystać w każdej sytuacji.

Szukasz taniego ubezpieczenia? OC z NNW od 272 zł! Sprawdź.

Komu może „krokodyl”?

Po pierwsze, i to jest najważniejsze zadanie ITD, inspektorzy zajmują się kierowcami wykonującymi transport drogowy – a więc kierowcami ciężarówek i autobusów. W tej kwestii Inspekcja Transportu Drogowego jest merytorycznie, a także sprzętowo, znacznie lepiej przygotowana niż policja. To dlatego kierowcy ciężarówek mniej boją się policji, a bardziej Inspekcji. Policjant zatrzyma za przekroczenie prędkości lub inne wykroczenie drogowe, przyjedzie do kolizji, a „krokodyl” dodatkowo sprawdzi wszystkie dokumenty i – z reguły – wie, gdzie szukać, by znaleźć nieprawidłowości, za które grożą sankcje znacznie wyższe niż mandat.

Po drugie, Inspektorzy mogą kazać dmuchać każdemu kierowcy w alkomat, mogą też korzystać z narkotestów. Mają je na wyposażeniu.

Po trzecie, obsługują fotoradary stacjonarne oraz pomiarowe urządzenia mobilne – zarówno radary zamontowane w autach, jak i wideorejestratory. Pechowy pirat drogowy z Wrocławia „padł ofiarą” właśnie wideorejestratora.

Po czwarte, mogą reagować wobec „kierującego pojazdem, który rażąco naruszył przepisy ruchu drogowego lub spowodował zagrożenie jego bezpieczeństwa”. To jedno z poważniejszych ograniczeń, bo oznacza jednocześnie, że ITD nie ma prawa kontrolować kierowców popełniających drobne wykroczenia. Jednocześnie przepisy nie określają, ani nawet nie dają przykładów, pozwalających stwierdzić, które wykroczenia są „rażące”, a które nie. Jednak można przyjąć, że „krokodyl” nie zareaguje na źle zaparkowany samochód czy niewielkie przekroczenie prędkości. Kierowca złapany we Wrocławiu przekroczył dozwoloną prędkość o ponad 70 km/h w terenie zabudowanym, a zatem wykroczenie było poważne i zagrożone automatycznym zatrzymaniem prawa jazdy na 3 miesiące.

Po piąte, inspektorzy zajmują się kontrolowaniem przewozu materiałów niebezpiecznych i odpadów – w praktyce w odniesieniu do tego typu przewozów jest to najbardziej kompetentna instytucja.

Za co stracił prawo jazdy szybki kierowca złapany we Wrocławiu?

Kierowca czarnego Mercedesa jechał ponad 122 km/h w miejscu, gdzie wolno jechać maksymalnie 50 Foto: GITD
Kierowca czarnego Mercedesa jechał ponad 122 km/h w miejscu, gdzie wolno jechać maksymalnie 50

Kierowca jechał szybko, w ręku trzymał telefon, a po zatrzymaniu okazało się, że nie ma dokumentu prawa jazdy. Nie odebrał go z urzędu po poprzednim zatrzymaniu prawa jazdy w 2019 roku za przekroczenie prędkości, co jest jednak drobiazgiem – to nie to samo co brak uprawnień. Jednak po zsumowaniu punktów karnych za poszczególne wykroczenia (punkty sumują się bez ograniczeń) – 10 punktów za prędkość i 5 za rozmowę z telefonem przy uchu (w sumie 15) z tymi, które kierowca miał już na koncie, okazało się, że przekroczył limit. Według obecnego stanu prawnego to nie oznacza jeszcze utraty uprawnień, ale wiąże się ze skierowaniem na egzamin kontrolny. Dopiero po niezaliczeniu egzaminu w wyznaczonym terminie, co jest bardzo prawdopodobne, kierowca traci uprawnienia. A ponieważ przekroczenie o „plus 50” wiąże się natychmiastowym karnym zatrzymaniem prawka na 3 miesiące, to można przyjąć, że „krokodyle” wyeliminowały pirata natychmiastowo i na dłużej. Mają do tego prawo tak jak policja – warto o tym pamiętać!

Znajdź OC tańsze nawet 54% od obecnej polisy. Sprawdź ceny online.

 Foto: Auto Świat