• Przestępstwo dotyczące „ingerowania w stan drogomierza” samochodu istnieje w Kodeksie karnym od 25 maja 2019 roku
  • Od stycznia 2020 roku policja i inne służby mają prawo kontrolować stan licznika aut na drodze
  • Posiadanie auta z cofniętym licznikiem nie jest przestępstwem

Od połowy ubiegłego roku Kodeks karny przewiduje od 3 miesięcy do 5 lat więzienia za cofanie lub zlecanie cofania liczników w samochodach nawet, jeśli nie jest to związane z oszustwem. Wcześniej ingerencja w stan licznika była zabroniona warunkowo – jeśli miała na celu oszukanie np. nabywcy samochodu. Od 1. stycznia 2020 policja (i inne służby – np. Straż Graniczna) ma uprawnienia do sprawdzania stanu liczników w samochodach podczas kontroli drogowej i porównywania ich z danymi zawartymi w bazie systemu CEPiK. To świetne narzędzie do... autopromocji: „Zatrzymaliśmy samochód z licznikiem cofniętym o 300 tys. km”. Z zatrzymania kierującego w aucie z cofniętym licznikiem niewiele jeszcze wynika, a w każdym razie nie oznacza, że „klient” pójdzie siedzieć, choć – niezależnie od winy – może mieć duże i niepotrzebne nikomu kłopoty. Zanim się bowiem kogoś wsadzi za kratki, trzeba mu (przynajmniej na dzień dzisiejszy) udowodnić winę, a wina nie wynika z faktu, że ma się samochód z cofniętym licznikiem. Gdyby tak było, być może połowie właścicieli aut groziłoby więzienie. Niestety, nowe przepisy po pierwsze, wcale nie ułatwiają ukarania oszustów , a na problemy narażają także... ich ofiary.

Od zatrzymania do ukarania

Załóżmy bowiem, że zatrzymuje mnie policja w moim własnym samochodzie z cofniętym licznikiem – jest prawdopodobne, że był „cofany”, w końcu przyjechał z zagranicy. Prokurator może mnie oskarżyć, policja ogłosić sukces, ale sąd poprosi o dowody, że to ja zleciłem albo sam cofnąłem licznik. Bez tego sprawa skończy się niczym... Samo posiadanie auta z cofniętym licznikiem nie jest przestępstwem, niemniej „trzepanie” liczników podczas kontroli drogowych z pewnością może przyczynić się do kłopotów posiadaczy „cofniętych” aut.

Procedura bowiem w takich przypadkach jest następująca:

  1. Policja zatrzymuje auto i stwierdza, że jego stan licznika jest niższy od tego, który figuruje w bazie CEPiK.
  2. Po stwierdzeniu podejrzenia popełnienia przestępstwa właściciel auta musi złożyć zeznania, w których przyznaje się do winy, odrzuca swoją winę, wyjaśnia, skąd mogła wziąć się nieścisłość albo stwierdzając, że nie wie, o co chodzi.
  3. Policja podejmuje decyzję o przekazaniu sprawy prokuraturze, która z kolei – po przeprowadzeniu postępowania – podejmuje decyzję o sporządzeniu aktu oskarżenia i przekazaniu go do sądu. Możliwe jest wnioskowanie do sądu o ustanowienie środków zapobiegawczych – poręczenia majątkowego, konieczności stawiania się podejrzanego na komendzie, w skrajnych przypadkach – tymczasowego aresztu.
  4. Sąd rozstrzyga sprawę, uniewinniając oskarżonego lub stwierdzając jego winę i wyznaczając karę. Bez dowodów o skazanie może być trudno.

Tyle teoria: czy należy się bać?

Skąd biorą się dane w CEPiK-u

Zdecydowana większość danych o przebiegach aut zarejestrowanych w bazie CEPiK bierze się z wpisów diagnostów, którzy zobowiązani się do sprawdzania i rejestrowania stanu liczników samochodów, które trafiają na obowiązkowy przegląd (już sam fakt takiej procedury znacząco ogranicza cofanie liczników w samochodach zarejestrowanych w Polsce, choć nie chroni nabywców aut sprowadzonych z zagranicy). Czy w bazie zdarzają się błędy? Oczywiście – powstają choćby na etapie rejestrowania stanów liczników przez diagnostów (dlatego warto na potwierdzeniu otrzymywanym na przeglądzie sprawdzić, czy diagnosta się nie pomylił, jakkolwiek zaniedbanie tej czynności przestępstwem nie jest). Błędów w CEPiK-u nie da się uniknąć.

Skąd się biorą „sukcesy” policji?

Przebieg w samochodzie niższy niż w bazie CEPiK może być wynikiem pomyłki (np. diagnosty), przestępstwa (cofnięcie licznika wbrew prawu), cofnięcia licznika, które przestępstwem nie jest (jeśli licznik został cofnięty bez zamiaru oszustwa i przed wejściem w życie zmiany w Kodeksie karnym, tj. przed 25 maja 2019), a także z powodu... wymiany licznika wynikającego z jego awarii. Teoretycznie może też mieć miejsce usterka polegająca na tym, że „licznik wskazuje głupoty”, jakkolwiek samoczynne cofanie się liczników to zjawisko rzadko spotykane.

Może zatem się zdarzyć, że ktoś wymienił licznik na używany z mniejszym przebiegiem, zapomniał o sprawie i... zostanie posądzony o popełnienie przestępstwa.

Zepsuł się licznik – i co dalej?

Jeśli w aucie zepsuł się licznik albo inny element nierozerwalnie związany z licznikiem, można oczywiście go wymienić. Przepis mówi, że można go wymienić na sprawny, ale niekoniecznie nowy. Po wymianie licznika (w teorii po każdej jego wymianie, a w praktyce jeśli przy okazji nastąpiła zmiana stanu licznika na niższy) właściciel ma obowiązek stawić się w ciągu 14 dni w stacji kontroli pojazdów (ale jeśli stawi się później, to też zostanie przyjęty), by diagnosta odczytał i zarejestrował stan licznika naszego auta w bazie. Trzeba złożyć oświadczenie o wymianie drogomierza na urzędowym formularzu. Operacja kosztuje do 100 zł. Uwaga! W nowych przepisach Kodeksu karnego zabrakło kary za niezgłoszenie w terminie wymiany drogomierza, jakkolwiek nie należy tego obowiązku zaniedbywać dla własnego dobra: ostatecznie może być to uznane właśnie za niedozwoloną „ingerencję” w stan licznika pojazdu – i będziemy musieli się głupio tłumaczyć przed prokuratorem.

Jak to robią „zawodowcy”?

Foto: Auto Bild
Cofanie licznika – w większości współczesnych samochodów nie trzeba w tym celu niczego demonotować

Fachowcy, którzy zawodowo handlują samochodami i na co dzień zlecają cofanie liczników, sposoby na uniknięcie odpowiedzialności dopracowali lata temu, w każdym razie na długo przed nowelizacją Kodeksu karnego. W autach sprowadzanych z zagranicy liczniki cofa się (koniecznie!) przed pierwszym przeglądem i przed pierwszą rejestracją w Polsce – by uniknąć niechcianych wpisów w CEPiK-u. Jakby co, to handlarz nie wie, kto cofnął licznik, twierdzi że tak było, gdy kupował to auto i czuje się w związku z tym ofiarą. Pana prokuratora handlarz prosi o szukanie sprawcy w tureckim komisie pod Berlinem.

W przypadku „grubszych” samochodów, które mają jakąś historię i jest prawdopodobne, że prędzej czy później przekręt wyjdzie na jaw, niezależnie od ich pochodzenia zmienia ono właściciela np. 5 razy w ciągu 2 tygodni, zanim trafi do publicznej oferty. Ponieważ na żadnej fakturze nie ma mowy o stanie licznika, gdy już fakt zaistnienia przekrętu wyjdzie na jaw, niełatwo jest znaleźć sprawcę – zwłaszcza wtedy, gdy zeznania zainteresowanych są przeciwstawne albo nikt niczego nie pamięta.

Jeśli chodzi o samochody, które pokonują ekstremalne przebiegi (np. przewóz osób), to cóż... licznik trzeba cofać nawet raz w roku – a w każdym razie przed przeglądem – to redukuje ryzyko wpadki praktycznie do zera.

Czy nowe przepisy pomogą ukrócić cofanie liczników?

Przepisy każące ścigać cofających liczniki są pełne dziur, napisane są na kolanie i pod publiczkę. Ot, weźmy taki przypadek, że wymieniłem licznik w swoim aucie z powodu usterki w kwietniu 2019 (przed wejściem w życie przepisów, które każą taki fakt zgłaszać) i że stan licznika w moim aucie spadł z 300 tys. km do 50 tysięcy. Jest „cofnięty”? Jest. Wbrew prawu? Ależ skąd!

Albo weźmy błąd diagnosty, który wpisze do systemu (albo już wpisał) złą wartość. Czy mam za to pójść do więzienia? Jak sprawdzić, kto zawinił? Wreszcie, czy licznik w aucie jest dokumentem? Czy jest urządzeniem legalizowanym? Otóż nie jest ani jednym, ani drugim. Czy ślady np. wymiany licznika albo ingerencji w przebieg są łatwe do odczytania, choćby po to, by stwierdzić, kiedy to miało miejsce? Oczywiście – nie.

O tym wszystkim organy ścigania przekonają się wkrótce, gdy okaże się, że ustalenie i ukaranie winnego wcale nie stało się łatwiejsze niż było kiedyś.

Ciekawostką natomiast jest to, że w teorii na karę więzienia narażeni są taksówkarze, którzy stosują sprzęt „ingerujący” w zapisy drogomierza, by wystawić większy rachunek (obecnie może to dotyczyć głównie taksówkarzy jeżdżących bez aplikacji – branych z postoju).

Tymczasem jest prosty i bezkosztowy sposób na ograniczenie oszukańczego procederu, który znakomicie uzupełniłby system zapisywania stanów licznika na przeglądach: to obowiązkowy zapis stanu licznika na każdej fakturze czy umowie dotyczącej sprzedaży pojazdu. To nie w stu procentach, ale załatwiłoby temat cofania liczników – czyż nie po to, aby zatrzeć ślady, handlarze sprzedają między sobą ten sam samochód wiele razy i w krótkim okresie czasu?

Pamiętaj, by uniknąć problemów!

  • Kupując używane auto, zapisz na umowie stan licznika w chwili zakupu!
  • Po wymianie licznika zgłoś ten fakt na stacji kontroli pojazdów
  • Nie bój się, że twoje auto ma cofnięty licznik – jazda tym autem czy posiadanie takiego auta nie jest przestępstwem
  • jeśli odkryjesz w kupionym samochodzie cofnięty licznik nie musisz, ale możesz zgłosić ten fakt organom ścigania. Niezależnie od tego masz prawo (tak jak i wcześniej) do dochodzenia roszczeń od sprzedawcy – także jeśli jest to osoba fizyczna
  • Po każdym obowiązkowym przeglądzie sprawdzaj, czy diagnosta prawidłowo spisał przebieg, a jeśli się pomylił, żądaj korekty. Przechowuj zaświadczenia z przeglądów potwierdzające spisany stan licznika
  • Przestępstwem jest nie tylko ingerencja w stan licznika albo w jego pracę, lecz także sprzedaż auta, o którym wiemy, że jest „cofnięte” – chyba, że poinformujemy o tym fakcie kupującego.